Jak przekonywał Patryk Jaki (SP), poprawienie dostępu do żłobków może być jednym z najważniejszych katalizatorów mogących odwrócić niekorzystne tendencje demograficzne w Polsce. Przekonywał, że wielu młodych ludzi chce mieć dzieci, jednak nie stać ich na to. Podkreślił, że młody człowiek w pierwszej pracy zarabia średnio ok. 1,5 tys. zł, a średni koszt utrzymania dziecka w żłobku to 1 tys. zł.

Zdaniem Jakiego wprowadzona w 2011 r. ustawa żłobkowa posłużyła samorządom do wprowadzania często nieracjonalnie wysokich podwyżek cen za żłobki; w całej Polsce średnio ceny wzrosły o 30 proc., a były miejscowości, gdzie podwyżki wynosiły kilkaset procent. Projektowana ustawa ma tę tendencję ukrócić.

Wiceminister pracy i polityki społecznej Elżbieta Seredyn przypomniała, że choć rzeczywiście koszty miejsc w żłobkach wahają się od 900 zł do 1,2 tys. zł, to już obecnie samorządy do każdego dziecka dopłacają ok. 70-80 proc. tej kwoty, więc rodzice płacą średnio ok. 300 zł (225 za pobyt i 80 zł za wyżywienie).

W jej opinii projektowana ustawa wprowadziłaby dodatkowe koszty dla samorządów i spowodowałaby, że nie powstawałyby nowe miejsca, a także, że część już istniejących zostałaby zlikwidowana. Oceniła, że wprowadzenie proponowanych rozwiązań kosztowałoby samorządy co najmniej 20 mln zł rocznie.

Podkreśliła również, że w ustalaniu opłat za żłobki samorządy nie mają pełnej dowolności, muszą być one adekwatne do ponoszonych kosztów.

Ewa Drozd (PO) zgłosiła wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Przekonywała, że proponowana ustawa ograniczyłaby liczbę miejsc w żłobkach, których wciąż brakuje. Jej zdaniem warto poszukać narzędzia do kontrolowania decyzji samorządów dotyczących opłat, ale nie należy narzucać takich ograniczeń w drodze ustawy.

O więcej zaufania do samorządów apelowała Magdalena Kochan (PO). "Koszty powinni ustalać ci, którzy je ponoszą" - mówiła, przypominając, że wynikają one z określonych warunków. Jej zdaniem należy pozostawić samorządom prawo do decydowania o opłatach, a także wprowadzaniu zniżek i dopłat. Opowiedziała się przeciwko jednakowej opłacie dla wszystkich, co skutkowałoby dopłacaniem z budżetu także w sytuacjach, gdy rodziców stać na ponoszenie opłaty.

Także Anna Bańkowska (SLD) uznała, że pomoc - także w formie dopłat do miejsc w żłobkach - powinna być adresowana do najbardziej potrzebujących. "Jestem za tym, żeby polityka rodzinna była jak najbardziej szczodra, ale musimy ją dostosowywać do możliwości finansowych państwa" - podkreśliła.
Elżbieta Rafalska (PiS) zaznaczyła, że jest za tym, aby opłaty za żłobki były jak najniższe, ale zwróciła uwagę, że już teraz samorządy niechętnie tworzą tego typu placówki; gdy zwiększą się koszty ich utrzymania, będzie pod tym względem jeszcze gorzej. Przyznała, że wiele decyzji samorządów w sprawie podwyżek było nieracjonalnych, ale podkreśliła, że boi się wprowadzania tego typu regulacji, jak zaproponowana w projekcie.
Komisja negatywnie zaopiniowała projekt ustawy.

Ustawa o formach opieki nad dziećmi do lat trzech, tzw. ustawa żłobkowa, obowiązująca od kwietnia 2011 r., wprowadziła oprócz żłobków, także takie formy opieki jak kluby dziecięce i opiekun dzienny; zwiększyła nadzór nad prywatnymi placówkami.

Zgodnie z informacjami resortu pracy, kiedy ustawa żłobkowa weszła w życie, liczba wszystkich miejsc w żłobkach i oddziałach żłobkowych w Polsce wynosiła niespełna 32 tys. Do końca 2012 r. przybyło ich ponad 9 tys. Ministerstwo szacuje, że w tym roku przybędzie 8,5 tys. miejsc. Jednak wciąż brakuje ok. 22 tys. miejsc w skali kraju.

Ustawa ułatwiła legalne zatrudnianie niań; wartość składek od minimalnego wynagrodzenia, które za nianie opłaca budżet państwa, to ok. 500 zł miesięcznie. Od października 2011 r., kiedy weszło w życie to rozwiązanie, do końca 2011 r. legalnie zatrudnionych niań było 3 tys., a już na koniec 2012 r. - ok. 9,5 tys.