„Via Catalana”, trzecia już manifestacja organizowana 11 września przez zwolenników niepodległości Katalonii, zdaniem organizatorów była dużym sukcesem. Jak podała Straż Miejska Barcelony, wzięło w niej udział 1,8 miliona ludzi. Zdaniem delegacji rządu Hiszpanii w Katalonii, uczestników było około 500 tys.

W tym roku manifestanci stworzyli na ulicach Barcelony olbrzymie „V” w kolorach katalońskiej flagi, symbolizujące zarówno zwycięstwo, jak i głosowanie - „votar” po hiszpańsku i katalońsku. Carme Forcadel, przewodnicząca Zgromadzenia Narodowego Katalonii podkreśliła, nawiązując do planowanego referendum: „Zagłosujemy z godnością, bo jesteśmy obywatelami, a nie poddanymi”. Muriel Casals, przewodnicząca stowarzyszenia Omnium Cultural, które współuczestniczyło w zorganizowaniu manifestacji, odniosła się do wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który referendum uznał za nielegalne: “Głos ludu Katalonii jest ważniejszy niż opinia zależnego od partii politycznych trybunału w Madrycie”. Zgromadzenie zakończyło się po godzinie osiemnastej odśpiewaniem hymnu Katalonii.

W miarę zbliżania się daty referendum napięcie między rządem Katalonii a centralnym rządem w Madrycie nieustannie rośnie. Hiszpański premier Mariano Rajoy od początku postawił sprawę jasno: przeprowadzenie takiego referendum jest sprzeczne z hiszpańską konstytucją i w żadnym wypadku nie zostanie zaakceptowane przez rząd.

Szef autonomicznych władz Katalonii Artur Mas oskarża Rajoya i jego Partię Ludową o brak poszanowania dla demokracji i niechęć do dialogu. „Rząd i instytucje państwa wciąż mają czas, żeby wysłuchać pokojowego i demokratycznego głosu Katalończyków. Uciszenie głosu ludu, który chce mówić, to błąd; odmówić prawa do głosowania tym, którzy w urnach wyborczych widzą rozwiązanie, a nie problem, to błąd podwójny” - powiedział Mas w przeddzień obchodów Diada Nacional de Catalunya, jak po kataloński brzmi Narodowy Dzień Katalonii.

Gabinet Masa chce rozwiązać problem legalności głosowania za pomocą wprowadzenia specjalnej ustawy o referendach, która w tym miesiącu ma zostać przegłosowana przez kataloński parlament. Rząd Hiszpanii już zapowiedział, że wprowadzenie takiej ustawy również zaskarży do Trybunału Konstytucyjnego.

Sekretarz Generalny rządzącej Partii Ludowej Maria Dolores de Cospedal wezwała opozycyjne partie w Katalonii do stworzenia wspólnego frontu przeciwko niepodległości. Na jej zaproszenie odpowiedziała jednak tylko partia Związek, Postęp i Demokracja (UPyD), która nie jest reprezentowana w katalońskim parlamencie. Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza, zarówno na poziomie kraju, jak i w swojej sekcji katalońskiej, opowiada się za poszukiwaniem trzeciej drogi i otwarciem dialogu dotyczącego zmian w konstytucji i wprowadzenia federalnego modelu państwa. Tym rozwiązaniem nie są jednak zainteresowani ani popierający niepodległość Katalończycy, ani rząd Mariano Rajoya.

Głównym motorem referendum są: centroprawicowe ugrupowanie Konwergencja i Związek (CiU) i Republikańska Lewica Katalonii (ERC). Dużym ciosem dla tej koalicji bardzo różniących się od siebie partii był skandal korupcyjny, który wybuchł niedawno wokół Jordiego Pujola, wieloletniego premiera Katalonii z ramienia CiU. Politycy ERC poparli stworzenie w parlamencie katalońskim specjalnej komisji śledczej do zbadania tej sprawy, chociaż Artur Mas wielokrotnie podkreślał, że jego zdaniem jej nagłaśnianie sprzyja osłabianiu obozu popierającego niepodległość.

Prawdopodobnie aż do ostatniej chwili nie będzie wiadomo, czy premier Katalonii zdecyduje się faktycznie zwołać w listopadzie referendum niepodległościowe mimo sprzeciwu hiszpańskiego rządu. W tym miesiącu o swojej niepodległości zadecydują za to Szkoci – obie strony sporu z niecierpliwością oczekują wyników tamtego referendum, które mogłoby stać się dla Katalonii precedensem.

(PAP)