Przyszłość samorządu terytorialnego była tematem jednego z paneli organizowanych podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Uczestniczący w debacie samorządowcy zarzucali rządzącym, że proponowane przez nich zmiany to dyktowany politycznym interesem skok na samorządność, a sami są pomijani w dyskusjach na ten temat. Ostrzegali, że bez lepszego finansowania samorządy upadną. O żadnym zamachu na samorządy nie ma mowy, chodzi o zmiany, które poprawią działanie gmin, powiatów i województw; samorząd ma bowiem problem bałaganu ustrojowego - odpowiadał minister z Kancelarii Prezydenta Andrzej Dera.

Minister przypomniał, że samorząd w Polsce, od czasu gdy w 1990 r. utworzono samorząd gminny, podlegał zmianom. W kolejnych latach powstały pozostałe szczeble samorządu, wprowadzono wybory bezpośrednie wójtów, burmistrzów i prezydentów. Zmiany będą nadal następować, bo samorząd się rozwija i wymaga korekt – przekonywał.

Szef Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej poseł Andrzej Maciejewski (Kukiz 15) wyraził przekonanie, że samorząd jest skazany na ewolucję, ale nie rewolucję. Problemem jest brak stabilności, ciągle rozmawia się o zmianach granic województw, co wybory to reforma – mówił. Istotą problemu samorządów są dziś finanse i źródła dochodów - dodał.

Poseł ocenił, że samorządowcy są dziś sparaliżowani licznymi aktami prawnymi. Jego zdaniem trzeba powołać komisję kodyfikacyjną, która uprościłaby i uporządkowała wszystkie akty prawne dotyczące jednostek samorządu. Na tej postawie powinna powstać mała konstytucja samorządowa, która da stabilność i przewidywalność – przekonywał. Maciejewski zarzucił zarówno obecnej, jak i poprzedniej ekipie rządzącej, że nie odpowiada na te wyzwania.

W opinii posła Maciejewskiego głównym zagrożeniem dla samorządu jest jego upartyjnienie, tymczasem powinien być on bardziej obywatelski. „Strona rządowa nie ma pomysłu na samorząd i to jest clou problemu” - ocenił szef sejmowej komisji.

Także marszałek woj. świętokrzyskiego Adam Jarubas (PSL) uważa, że samorząd wymaga zmian, ale nie fundamentalnych, a takie - jego zdaniem - proponują rządzący. „Są pokusy, żeby więcej kompetencji samorządu przenieść do rządu” - wskazał. Jarubas dodawał, przez zmiany, które proponują rządzący, samorząd stanie się „pewnego rodzaju wydmuszką”. Nawiązał m.in. do zmian w wojewódzkich funduszach ochrony środowiska, które – jak mówił – pozbawiają samorząd wpływu na te instytucje. Minister Dera odpowiadał, że chodzi o to, żeby samorządy wojewódzkie, które także są beneficjentami pomocy z funduszy, nie przyznawały funduszy „same sobie”, według „kalki politycznej”.

Marszałek woj. śląskiego Wojciech Saługa (PO) cenił, że reforma samorządowa jest ciągle niedokończona, zwłaszcza jeśli chodzi o powiaty i województwa. Jego zdaniem zmiany powinny iść w kierunku pogłębiania samorządności, tymczasem „od roku z okładem następuje centralizacja państwa, zabierania kompetencji samorządom”. „Nikt też z nami nie rozmawia (...) głos samorządowców nie potrafi się przebić” - powiedział Saługa.

Jego zdaniem to, co proponują rządzący to, zamiast zmian w dobrym kierunku, "demolowanie" systemu samorządowego; chodzi o zabranie władzy tam, gdzie rządzi inna opcja polityczna – uważa. „Robicie to pod zapotrzebowanie partyjne, pod ludzi. To są działania ad hoc, pod obecną sytuację polityczną” - powiedział.

Saługa podkreślał, że wiele samorządów ma dziś problemy finansowe, bo w ślad za zadaniami nie idzie wystarczająca ilość pieniędzy. „Dzisiaj może nastąpić likwidacja samorządów, które mają zadyszkę budżetową” - przestrzegał. Pytany o zmiany w regulacjach marszałek ocenił, że sytuacja dojrzała do tego, by wprowadzić jednorodną władzę w województwach, dziś dzielą się nią marszałkowie i wojewodowie. Zdaniem Saługi, marszałkowie powinni wejść w kompetencje wojewody, wtedy staliby się prawdziwymi „szefami regionów”.

Uczestnicy panelu rozmawiali też o pomyśle ograniczenia kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów. W opinii części uczestników debaty chodzi o odsunięcie od władzy samorządowców, którzy nie są związani z PiS. Dera przekonywał, że takie rozwiązania są też w innych krajach, a kadencyjność jest czymś normalnym w demokracjach. Zaznaczył jednak, że jeżeli regulacja o ograniczeniu liczby kadencji miałaby działać wstecz, prezydent nie podpisze takiej ustawy.

Minister Dera zgodził się, że potrzebna jest zmiana w dochodach jednostek samorządu. Mówił też o bałaganie ustrojowym w samorządach, w których wójtów, burmistrzów i prezydentów wybiera się bezpośrednio, a marszałków już nie. Minister ocenił, że trzeba stworzyć jednorodny model dla samorządu – można wrócić do wyboru wszystkich przez rady albo postawić na system prezydencki – mówił.

„Samorząd ma bardzo silne umocowanie w naszym systemie i tu na pewno nie ma żadnego zamachu na samorządność. Natomiast dyskusja, czy te czy inne rzeczy powinny być na poszczególnych szczeblach samorządu, była, jest i będzie” - odpowiadał na zarzuty marszałków minister Dera. Podkreślił, że nikt zadań własnych samorządu nie zamierza ograniczać i dodał, że jeszcze nie wiadomo, jakie rozwiązania zostaną wprowadzone. (PAP)

kon/ je/ jbp/