Oceniając szansę poszczególnych osób w wyborach, które odbędą się 16 listopada, politolog z Uniwersytetu Łódzkiego dr Hubert Horbaczewski powiedział PAP, że listę kandydatów podzielił na dwie ligi: w pierwszej znalazły się Zdanowska i Kopcińska, w drugiej – pozostali.

Jak mówił, o ile wcześniej był przekonany, że Zdanowska nie ma z kim przegrać w Łodzi, to obecnie uważa, że do tej walki – zwłaszcza, jeśli dojdzie do drugiej tury - włączy się kandydatka PiS. "Te dwie postaci to pierwsza liga w tych wyborach" - powiedział.

Zdaniem Horbaczewskiego Platforma Obywatelska nie miała wyjścia i musiała postawić na Zdanowską, bo brak poparcia oznaczałby – jak mówił - przyznanie, że obecna prezydent jest złym gospodarzem miasta. "Zdanowska musi mieć poparcie Platformy, a sama partia oczekuje, że jej wyborcy pójdą gremialnie zagłosować na obecną prezydent" - podkreślił.

Zdanowska jest pierwszą kobietą prezydentem w historii Łodzi. W 2010 roku poparło ją w drugiej turze wyborów ponad 79 tys. osób. Pokonała wtedy kandydata SLD, obecnego posła Dariusza Jońskiego.

Według Horbaczewskiego PiS stawiając na Kopcińską "wykonał sprytny ruch". O tym, że będzie ona kandydatką tej partii w wyborach na prezydenta miasta poinformował w maju prezes PiS Jarosław Kaczyński. Kopcińska była jeszcze wtedy przewodniczącą Rady Miasta Łodzi i radną klubu Łódź 2020. Tworzyli go b. politycy PO wyrzuceni - wraz z nią - z Platformy za złamanie partyjnej dyscypliny podczas jednego z głosowań na sesji rady. Wszyscy łączeni są z b. politykiem PO Krzysztofem Kwiatkowskim, obecnie szefem NIK.

Jak mówił politolog, dzięki Kopcińskiej PiS może zdobyć dodatkowe głosy tych osób, które do tej pory utożsamiały się z Kwiatkowskim. "PiS w Łodzi jest słaby. Jeszcze kilka miesięcy temu możliwość jego wygranej w wyborach na prezydenta miasta była niewielka. Teraz - dzięki Kopcińskiej - została wzmocniona i może przynieść sukces" - ocenił ekspert.

Horbaczewski nie widzi natomiast szans w wyborach - nawet na drugą turę - pozostałych kandydatów. Według niego wskazany już w lutym przez SLD Tomasz Trela, który jest również szefem klubu radnych Sojuszu w łódzkim samorządzie, jest mało rozpoznawalny w Łodzi przez wyborców. Trudno mu będzie uzyskać większe poparcie, niż notuje Sojusz w skali kraju (w majowych eurowyborach SLD uzyskał 9,44 proc. głosów).

Mówiąc o kandydacie Twojego Ruchu, b. wojewodzie łódzkim Krzysztofie Makowskim, ekspert zwrócił uwagę na jego słaby wynik w Łodzi w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Poparło go w mieście ok. 1900 osób. Jeśli Makowski wystartuje jesienią, będzie to jego drugie podejście w walce o fotel prezydenta Łodzi. W 2006 roku jako kandydat Lewicy i Demokratów uzyskał trzeci wynik. Wybory wygrał wówczas - po raz drugi z rzędu - Jerzy Kropiwnicki startujący z listy PiS, który pokonał Krzysztofa Kwiatkowskiego (kandydata PO).

W walkę o fotel prezydenta miasta włączyć się chce także łódzki poseł John Godson - b. polityk PO, później Polski Razem Jarosława Gowina, a po wykluczeniu go z tego ugrupowania poseł niezależny. Pochodzący z Nigerii Godson swoją decyzją ogłosił pod koniec czerwca. Ale i ta kandydatura - zdaniem Horbaczewskiego - może zyskać niewielkie poparcie. "Jaka jest jego siła pokazały majowe eurowybory" - dodał. Na Godsona w Łodzi zagłosowało ponad 4100 osób.

Politolog zdumiony jest natomiast, że w prasie pojawia się spekulacje na temat startu w wyborach Jerzego Kropiwnickiego. "Wydawało mi się, że pan profesor ma już dosyć tej walki politycznej na tym szczeblu" - powiedział.

Sam Kropiwnicki nie wypowiada się na temat ewentualnego udziału w wyborach. Tymczasem kilka dni temu na jednej z kamienic przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi, gdzie znajduje się siedziba Łódzkiego Porozumienia Obywatelskiego, które było zapleczem politycznym Kropiwnickiego, kiedy pełnił funkcję prezydenta miasta, pojawił się transparent z napisem "Kropa wróć - ratuj Łódź".

Horbaczewski uważa, że gdyby b. prezydent jednak wystartował, to w ostatecznym rozrachunku może pomóc kandydatce PiS, bo - jak przypuszcza - swoje głosy w II turze przekazałby Kopcińskiej. Zdaniem politologa o ostatecznym zwycięstwie, bądź to Zdanowskiej, bądź Kopcińskiej może właśnie zadecydować poparcie przegranych kandydatów.

"Moim zdaniem to będzie szansa dla Kopcińskiej, bo według mnie może ona liczyć na poparcie większości pozostałych kandydatów, którzy będą chcieli za wszelką cenę odsunąć Zdanowską od władzy. Zdecydowana deklaracja ze strony SLD czy Twojego Ruchu nie wchodzi w rachubę, ale zachowanie życzliwej neutralności z ich strony może jej pomóc" - powiedział.

Politolog nie wyklucza i drugiego z możliwych scenariuszy. To – jak mówił - "budowanie przez PO nowej rady miejskiej i zaproponowanie przegranym kandydatom – w zamian za poparcie Zdanowskiej – jakiś funkcji w nowym miejskim samorządzie".(PAP)