Unieważniając w marcu uchwałę gdańskiej Rady Miasta, wojewoda pomorski Dariusz Drelich zarzucił samorządowcom, że – uchwalając ją - nie uzyskali opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). W ub. tygodniu opinia Agencji dotarła do Gdańska: była ona pozytywna, choć zawierała kilka uwag, i w poniedziałek zwołano nadzwyczajną sesję gdańskiej Rady Miasta, której jedynym punktem było ponowne głosowanie nad stosowną uchwałą.

Na poniedziałkowej sesji uchwałę przyjęto 16 głosami za (byli to radni PO) przy 12 głosach przeciwnych (10 radnych PiS i dwóch z PO) i czterech wstrzymujących się (radnych PO). Na wniosek jednego z radnych PO głosowanie odbyło się bez wcześniejszej dyskusji: jak argumentowały osoby składające wniosek, dyskusja na ten temat miała już miejsce w lutym, gdy radni po raz pierwszy zajmowali się projektem uchwały.

Brak możliwości zabrania głosu wzbudził sprzeciw radnych PiS. Zarzucili oni radnym PO, że w ten sposób łamią zasady demokracji. Szef klubu radnych PiS Kazimierz Koralewski powiedział po głosowaniu dziennikarzom, że środki, które mają zostać wydane na realizację uchwalonego programu, powinno się raczej wydać na potrzeby gdańskich rodzin, "które borykają się z problemami, są w bardzo trudnej sytuacji". "Decyzja, która dzisiaj zapadła, jest typowo politycznym ukłonem w stronę lewicy w Gdańsku" – powiedział Koralewski.

Uchwała zakładająca m.in. dofinansowanie zabiegów in vitro miała formę dokumentu pt. "Program wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska". Powstał on z inicjatywy rządzącej miastem Platformy Obywatelskiej.

Szef klubu radnych PO w gdańskiej Radzie Miasta Piotr Borawski poinformował w poniedziałek przed głosowaniem, że prezes AOTMiT w nadesłanej ocenie programu zwrócił uwagę na – w jego opinii – pozytywne, nowatorskie rozwiązanie w postaci wsparcia psychologicznego dla osób korzystających z programu. Borawski dodał, że "drobne uwagi" zgłoszone przez Agencję zostaną rozwiązane w trakcie przygotowywania szczegółowych zasad realizacji programu. Wcześniej Borawski informował dziennikarzy, że uwagi dotyczyły m.in. kwestii monitorowania skuteczności przyjętego programu.

Przed rozpoczęciem poniedziałkowej sesji przy wejściu do Nowego Ratusza, w którym zaplanowano obrady, przeciwko przyjęciu programu protestowali przedstawiciele kilku partii i organizacji, w tym Kongresu Nowej Prawicy, Obozu Narodowo-Radykalnego i organizacji pro-life.

Gdy pod koniec marca wojewoda pomorski unieważnił uchwałę zakładającą m.in. dofinansowanie in vitro, samorząd wyjaśniał, że zwrócił się do AOTMiT o wydanie stosowanej opinii i czeka na nią. Przedstawiciele samorządu podkreślali też, że - zgodnie z miejską uchwałą – realizacja programu ma się rozpocząć w lipcu br. Przekonywali, że do tego czasu Agencja – zgodnie z narzuconymi jej przez przepisy terminami – opinię wyda.

Unieważnienie uchwały samorządu przez wojewodę sprawi, że realizacja programu zakładającego m.in. dofinansowanie zabiegów in vitro przesunie się z lipca na jesień br. W ocenie radnych PO, program będzie mógł wejść w życie najwcześniej we wrześniu.

W myśl programu samorząd chce dopłacać do 5 tys. zł do każdej próby (nie więcej niż 80 proc. kosztów) zapłodnienia in vitro. Jedna gdańszczanka może liczyć na dofinansowanie maksymalnie trzech zabiegów. W latach 2017-2020 miasto planuje wydać na ten cel 4 mln zł.

W uzasadnieniu "Programu wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska" podano, że koszt jednej procedury zapłodnienia pozaustrojowego wynosi średnio od 7 do 15 tys. zł, bez kosztów leczenia farmakologicznego, które są w większości refundowane.

Z oferty programu będą mogły skorzystać - mieszkające w Gdańsku od przynajmniej roku i płacące tu podatki - pary małżeńskie oraz nieformalne. Wiek kobiet będzie musiał się mieścić w przedziale od 20 do 40 lat (warunkowo 42 lata). Oszacowano, że ze wsparcia finansowego przy zabiegach in vitro może skorzystać w Gdańsku ok. 720 par.

Ośrodki, które będą dokonywać zabiegów in vitro z dofinansowaniem miejskim, zostaną wyłonione w trybie konkursu. Program, oprócz dofinansowania do leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, przewiduje także wsparcie psychologiczne dla osób, które mają problemy z prokreacją oraz edukację młodzieży licealnej.

W przyjętym przez radnych dokumencie wskazano, że Gdańsk boryka się z problemem demografii - współczynnik dzietności oznaczający liczbę dzieci, przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym jest niski i wynosi jedynie 1,337.

Zamiar współfinansowania przez samorząd programu in vitro władze Gdańska ogłosiły w październiku ub. roku. Wyjaśniono, że ma to związek z zakończeniem rządowego programu leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, realizowanego w latach 2013-2016. Kształt "Programu wsparcia prokreacji dla mieszkańców Gdańska" wypracował specjalny zespół złożony z radnych PO, lekarzy specjalistów oraz urzędników magistratu - udziału w tym gremium odmówili radni PiS.

(PAP)