Program, który w założeniu ma przeciwdziałać dyskryminacji, ksenofobii i nietolerancji w mieście, powstał po tym jak we wcześniejszych latach na terenie Białegostoku doszło do serii zdarzeń rasistowskich i ksenofobicznych, kiedy m.in. podpalono mieszkanie małżeństwa polsko-hinduskiego i rodzin czeczeńskich. Stworzono go w oparciu o przeprowadzoną diagnozę mieszkańców w zakresie tolerancji.

Program działa od 2014 roku i obejmuje cztery obszary działań: bezpieczeństwo publiczne, edukację, kulturę i sport oraz aktywizację społeczną. Skierowany jest do wszystkich mieszkańców miasta, a mogą wziąć w nim udział m.in. różne służby, szkoły i przedszkola, sądy, media, organizacje pozarządowe, instytucje kultury.

We wtorek Federacja Organizacji Pozarządowych Miasta Białystok przedstawiła wyniki przeprowadzonego monitoringu tego programu.

Jak powiedziała dziennikarzom socjolożka dr Katarzyna Sztop-Rutkowska, podczas badań skupiono się na trzech głównych punktach: koordynacji, kompleksowości, czyli różnych obszarach działań oraz partnerstwie, czyli współpracy różnych pomiotów, które realizują ten program. "Z monitoringu wynika, że w tym zakresie program nie działa prawidłowo" - podkreśliła.

W ocenie badaczy, "najsłabszym ogniwem" jest brak koordynacji programu, co później przekłada się m.in. na przebieg programu i roczne sprawozdania. Sztop-Rutkowska zauważyła też, że nie ma harmonogramu, przez co nie można zaplanować działań.

W programie - jak napisano w raporcie - brak jest też jasnego określenia, z jakich pieniędzy jest on finansowany (program nie ma własnego budżetu). Z monitoringu wynika też, że najwięcej działań przeprowadzonych jest w placówkach oświatowych, a brakuje działań skierowanych do osób dorosłych. Zdaniem badaczy współpraca między różnymi podmiotami - jak organizacje pozarządowe i instytucje - jest zbyt mała.

To wszystko - dodała socjolożka - wpływa na to, iż same podmioty nie wiedzą, że ich działania wpisują się w ten program. Nie wiadomo też, czy są to inicjatywy, które powstały na potrzeby projektu "Białystok dla tolerancji", czy w ramach innych działań.

Dlatego też w raporcie znalazły się rekomendacje, które - jak podkreślają badacze - mogą być drogowskazem dla miasta, jak w kolejnych latach prowadzić ten program. Znalazł się wśród nich harmonogram czy plan finansowy, ale również np. powołanie miejskiego doradcy międzykulturowego, którego zadaniem byłoby wsparcie kadr pedagogicznych.

Z raportu przedstawionego przez magistrat wynika, że od początku działania programu było to ponad 1,5 tys. inicjatyw. "To realne działania, które odbywają się w przestrzeni miasta i służą temu, by nie było w Białymstoku zjawisk związanych z nietolerancją, ksenofobią i rasizmem" - powiedział dziennikarzom zastępca prezydenta miasta Rafał Rudnicki.

Według niego, Białystok jako "jedyne miasto w Polsce posiada taki program, w ramach którego prowadzone są konkretne działania". "Myślę, że my jako Białystok możemy się tym chwalić w innych miastach w Polsce. I będziemy zachęcali inne miasta do tego by podobne programy przyjęły" - mówił Rudnicki.

Przyznał, że program "mógłby działać lepiej i szerzej". Zadeklarował też, że rekomendacje z monitoringu będą brane pod uwagę w dalszych pracach.

W miniony poniedziałek sprawozdanie z realizacji "Białystok dla tolerancji" w 2015 roku znalazło się w programie sesji rady miejskiej. Radni nie omawiali dokumentu; przyjęli go bez dyskusji. (PAP)