Z unijnych środków Przemyśl zbudował m.in. obwodnicę, poprawił infrastrukturę drogową i uzbroił tereny w strefie ekonomicznej, chcąc przyciągnąć inwestorów. Prezydent miasta Robert Choma przyznał, że miasto bardzo silnie „odczuwa” dopływ europejskich pieniędzy – łączna wartość zrealizowanych w tym mieście projektów to niemal 700 mln zł, z czego ponad 500 mln zł z UE.

Jednak obecność w Unii przyniosła położonemu blisko granicy z Ukrainą Przemyślowi nie tylko zmiany na korzyść. Chodzi o przepisy Traktatu Schengen, które znacznie ograniczyły możliwości handlu przygranicznego.

„W Przemyślu ten handel był od zawsze, był uwarunkowany historycznie; można powiedzieć - genetycznie. Przepisy uszczelniły granicę, zlikwidowały szarą strefę, ale sprawiły też, że gros osób straciło możliwość dochodu, nielegalnego, ale dochodu. Odczuł to budżet miasta, wzrosło też bezrobocie” - powiedział PAP Choma.

Jego zdaniem państwo, które dzięki szczelnej granicy zwiększyło swoje dochody, powinno zaoferować ludziom coś w zamian. „Zabiegałem w Warszawie, aby np. poprzez Agencję Rozwoju Przemysłu przysłać do naszej strefy ekonomicznej inwestora, który utworzyłby np. tysiąc miejsc pracy; ludzie, którzy jeszcze niedawno żyli z handlu znaleźli tam pracę. Tak się jednak nie stało” – dodał prezydent.

Zdaniem dr. Sławomira Soleckiego, dyrektora Instytutu Socjologii Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, nie ulega dyskusji, że miasto przez ostatnie 10 lat zmieniło się na plus. Podkreślił jednak, że potrzeby Przemyśla są wciąż ogromne, szczególnie, jeśli chodzi o rewitalizację miasta. Dotąd przy wsparciu funduszy unijnych przemyski samorząd odnowił wiele zabytków, wśród nich m.in. Zamek Kazimierzowski czy kompleks budynków przy ul. Grodzkiej.

W przeciwieństwie do Przemyśla, dla Krosna położenie w pobliżu granicy – ze Słowacją - stało się przyczynkiem do rozwoju. Miasto znacznie zyskało na wejściu Polski do strefy Schengen i wprowadzeniu euro na Słowacji. Mieszkańcom przygranicznych rejonów tego kraju opłaca się przyjeżdżać do Polski na zakupy, gdzie – przy obecnym kursie euro – jest taniej niż na Słowacji.

Prezydent Krosna Piotr Przytocki podkreślił w rozmowie z PAP, że obecność w UE pozwoliła na rozwój miasta w każdej dziedzinie życia. Do samorządu w latach 2004-14 poprzez blisko 60 projektów trafiło ok. 270 mln zł. Pieniądze te zostały wydane m.in. na inwestycje w infrastrukturę, współpracę międzynarodową i wspieranie przedsiębiorczości.

Pieniądze z UE były też przeznaczone na fundusze stypendialne. „Niby drobna sprawa, ale dajemy szanse uboższym uczniom na naukę, a studentom np. na kontakty z rówieśnikami w innych krajach” – zauważył Przytocki. Według niego dzięki środkom z UE wzrosła też aktywność społeczna. „Budzą się organizacje pozarządowe. Mamy ich ponad 200, kiedyś było niepełna 100” – zaznaczył.

Do najbardziej znanych projektów zrealizowanych przez krośnieński samorząd należy wybudowanie Centrum Dziedzictwa Szkła. Krosno i okolice są największym w Polsce skupiskiem hut szkła gospodarczego; niektóre z firm pracują od prawie 100 lat. W Centrum zwiedzający mogą m.in. uczestniczyć w poszczególnych etapach wytwarzania szkła i dowiedzieć się o trendach w tej branży. Centrum w ciągu półtora roku odwiedziło ponad 60 tys. osób i liczba turystów w Krośnie systematycznie rośnie.

Najwięcej unijnych środków trafiło do stolicy woj. podkarpackiego – Rzeszowa. Przy udziale pieniędzy europejskich samorząd zrealizował 260 projektów o łącznej wartości prawie 1,2 mld zł. Są to głównie inwestycje drogowe, melioracyjne i dotyczące infrastruktury sportowej. Zdaniem prezydenta miasta Tadeusza Ferenca okres członkostwa Polski w UE to „tłusty czas” dla Rzeszowa.

Do najważniejszych zrealizowanych projektów prezydent zaliczył budowę drogi łączącej obwodnicę północną miasta z drogą ekspresową S-19 i autostradą A-4, rozbudowę głównych arterii miasta: al. Rejtana, ul. Dąbrowskiego i Chopina oraz przebudowę Stadionu Miejskiego.

Zadowolenia prezydenta z „dobrze wykorzystanych” unijnych pieniędzy nie podziela ekonomista, rektor Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie dr Krzysztof Kaszuba. Choć przyznaje, że wiele inwestycji zasługuje na uznanie, bo przyniosły pożytek miastu, to jednak niektóre przedsięwzięcia były nieprzemyślane lub są przykładem straconej szansy.

W jego opinii za te same pieniądze można było zrealizować inwestycje, które byłyby bardziej użyteczne dla jego mieszkańców. Wskazał m.in. największy rzeszowski ośrodek sportu i rekreacji (są tam m.in. baseny i korty tenisowe), który od kilkudziesięciu lat nie był remontowany. „To wstyd dla Rzeszowa, że stan basenów miejskich jest taki, jak w latach 60. To klęska, żeby przy takiej ogromnej ilości środków unijnych, (które otrzymało miasto – PAP) tam nic nie zrobiono”– podkreślił Kaszuba.

(PAP)