43-letniemu Nadeemowi Muhammadowi postawiono zarzuty na początku miesiąca. Mężczyzna twierdził, że "nie miał z tym nic wspólnego".

Do zdarzenia doszło 30 stycznia. Podczas kontroli bezpieczeństwa w bagażu podręcznym Muhammada znaleziono improwizowany ładunek wybuchowy zbudowany z taśmy maskującej, kabli, szpilek, baterii i tubki po markerze. Po zatrzymaniu przez funkcjonariuszy bezpieczeństwa na lotnisku mężczyzna powiedział, że bomba została mu przez kogoś podrzucona. Mężczyznę przesłuchano, a ładunek zabezpieczono. Muhammad nie został aresztowany i po kilku dniach poleciał do Włoch.

Po jego wylocie biegły zbadał ładunek i stwierdził, że jest "prymitywny, lecz potencjalnie zdolny do wybuchu". Zdaniem ekspertów ładunek zawierał nitroglicerynę i nitrocelulozę. Następnie przeszukano dom Muhammada we Włoszech. Urodzony w Pakistanie mężczyzna, który ma też paszport włoski, został zatrzymany po powrocie do Wielkiej Brytanii.

Zdaniem prokuratury zamierzał on zdetonować ładunek podczas lotu linią Ryanair do Bergamo we Włoszech. Sąd uznał go za winnego posiadania ładunków wybuchowych, które mogły narazić życie lub mienie. Prokuratorzy oświadczyli, że służby bezpieczeństwa początkowo nie uznały tej improwizowanej bomby za zdolną do eksplozji. Po ogłoszeniu wyroku sędzia Patrick Field poddał krytyce służby bezpieczeństwa lotniska za wysunięcie tego "całkowicie błędnego i potencjalnie niebezpiecznego" wniosku.

Muhammad utrzymywał, że nigdy wcześniej nie widział tego urządzenia i nie miał z tym nic wspólnego. Dodał, że najprawdopodobniej domowej roboty bombę włożyło do walizki jego dziecko.(PAP)