19 stycznia prof. Lipowicz wystąpiła do premiera o podjęcie działań zmierzających do zmiany zasad dostępu służb specjalnych do billingów obywateli i dostosowanie ich „do standardów konstytucyjnych". RPO zwracała uwagę m.in. na brak sądowej kontroli takiego dostępu.
Jak poinformował w poniedziałek Cichocki, po stronie rządowej trwają prace nad odpowiedzią na wystąpienie RPO. "Myślę, że w ciągu najbliższych tygodni uda się nam przygotować dobrą, rzetelną i na równie wysokim poziomie prawniczym odpowiedź dla pani profesor" - zapowiedział Cichocki.
Cichocki i Lipowicz uczestniczyli w poniedziałek w zorganizowanej przez Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych dyskusji nt. retencji danych w demokratycznym państwie prawnym. Chodzi tu m.in. o przechowywanie danych telekomunikacyjnych, a więc np. billingów, na potrzeby policji i służb specjalnych. Informacje te w założeniu mają służyć do zwalczania najgroźniejszej przestępczości.
Sprawa swobodnego dostępu przez tajne służby do billingów obywateli stała się głośna po publikacji "Gazety Wyborczej". W październiku 2010 r. napisała ona, że w latach 2005-2007 służby sięgały do operatorów po billingi i logowania telefonów, by ustalić źródła informacji dziennikarzy krytykujących ówczesne władze; ma tak się dziać także dziś. Media podkreślały, że swobodny wgląd w billingi reporterów grozi ujawnieniem ich źródeł, które są prawnie chronione.
W poniedziałek, podobnie jak w liście do premiera, RPO powtórzyła, że obecne rozwiązania dot. retencji danych są niekonstytucyjne i trzeba je jak najszybciej zmienić. Dodała jednak, że obecnie nie ma potrzeby, by składać skargę do Trybunału Konstytucyjnego, bo "to wydłuża czas reakcji". Wyraziła też nadzieję, że do odpowiedzi rządu będzie dołączona propozycja odpowiednich zmian w prawie. Lipowicz zaapelowała o takie rozwiązania, które maksymalnie ograniczą czas przechowywania danych telekomunikacyjnych (obecnie prawo zezwala, by przechowywać je 24 miesiące).
Cichocki z kolei podkreślał, że retencja danych jest konieczna, a obecnie "chyba nie ma" dla niej realnej alternatywy. Jako przykład sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych podał śledztwa dot. zabójstw. W takich przypadkach - dowodził Cichocki - służby, wiedząc, że przeważającą większość takich przestępstw popełniają najbliżsi ofiar, przy pomocy BTS-ów (logowania telefonów komórkowych do stacji przekaźnikowych) mogą w ciągu kilku godzin zawęzić krąg podejrzanych.
Jak powiedział Cichocki, w 2009 r. wszystkie służby uprawnione do zbierania danych telekomunikacyjnych wystosowały ok. 1 mln zapytań do operatorów telekomunikacyjnych. "W tym mniej więcej dwie trzecie to są tzw. ustalenia abonenckie, czyli pytanie, czyj to jest telefon. To nie są billingi, tylko pytanie, kto jest właścicielem tego telefonu" - podkreślił Cichocki.
Według danych, które Cichocki przedstawił na początku grudnia wszystkie służby specjalne występują do operatorów o udostępnienie ok. 60-70 tys. billingów rocznie. W 2009 r. najczęściej występowała o billingi Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (50 tys. razy), rzadziej zaś Centralne Biuro Antykorupcyjne i Służba Kontrwywiadu Wojskowego (po ok. 7 tys. razy).
Eksperci uczestniczący w dyskusji w biurze GIODO skupili się na konsekwencjach, jakie miało wdrożenie tzw. dyrektywy retencyjnej UE. Została ona wydana w 2006 r., a w lipcu 2009 r. zaimplementowano ją do polskiego prawa. Dyrektywa wzbudziła kontrowersje w wielu krajach Unii. Rumuński sąd konstytucyjny zakwestionował samą ideę retencji danych, uznając ją za niezgodną z tajemnicą korespondencji gwarantowaną przez tamtejszą konstytucję. Natomiast w Niemczech trybunał uznał, że co prawda samo gromadzenie danych telekomunikacyjnych nie narusza konstytucji, ale regulacje dot. ich udostępniania służbom zawierają wiele luk i niezgodności z niemiecką ustawą zasadniczą. Podobne sprawy toczą się przed trybunałami w Czechach i na Węgrzech.

Rafał Lesiecki (PAP)