Jak poinformowała w czwartek PAP rzeczniczka prasowa gdańskiej policji Lucyna Rekowska, za wykroczenie polegające na nieobyczajnym wybryku grozi kara aresztu, ograniczenia wolności, grzywny albo nagany. Chodzi o to, że rzeźba prezentowała treści mogące wywołać powszechne negatywne odczucia. Dodała, że w najbliższych dniach materiały dotyczące sprawy wraz z wnioskiem o ukaranie sprawcy zostaną skierowane do jednego z gdańskich sądów rejonowych.

Policja badała też, czy student nie dopuścił się innego wykroczenia polegającego na użyciu cudzej rzeczy. Stwierdzono bowiem, że student stworzył kontrowersyjną rzeźbę w ramach zajęć w gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Właścicielem rzeźby była więc uczelnia, a student nie uzyskał zezwolenia szkoły na przeniesienie i upublicznienie swojej pracy.

Jak wyjaśniła Rekowska, w przypadku wspomnianego wykroczenia, sprawcę można pociągnąć do odpowiedzialności na wniosek pokrzywdzonego. „Przesłuchaliśmy przedstawiciela władz uczelni, nie złożył on jednak wniosku o ściganie” – powiedziała. Rzeczniczka dodała, że kontrowersyjna rzeźba, która kilkanaście godzin po jej ustawieniu została zarekwirowana, nadal znajduje się w gestii policji. O jej dalszych losach zdecyduje sąd.

Rzeźba przedstawiająca radzieckiego żołnierza gwałcącego ciężarną kobietę stanęła w weekend w połowie października obok pomnika czołgu T-34 przy głównej ulicy przelotowej Gdańska - al. Zwycięstwa. Ustawił ją tam autor rzeźby – student gdańskiej ASP Jerzy Bohdan Szumczyk. Czołg to autentyczny pojazd z II wojny światowej, którym wojska radzieckie wjechały do Gdańska wiosną 1945 r.

Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz. Śledczy uznali, że artysta nie popełnił przestępstwa polegającego na nawoływaniu - poprzez prezentowanie rzeźby - do nienawiści na tle różnic narodowościowych. Zdaniem prokuratury nie doszło też do „znieważenia miejsca publicznego urządzonego w celu upamiętnienia zdarzenia historycznego". Prokuratura uznała jednak, że mogły zostać popełnione dwa wykroczenia i przekazała sprawę policji.

Oburzenie z powodu rzeźby wyraził tuż po incydencie ambasador Rosji w Polsce Aleksander Aleksiejew. Jego zdaniem rzeźba miała charakter bluźnierczy i obrażała uczucia Rosjan. "Jestem głęboko oburzony wybrykiem studenta gdańskiej ASP, który poprzez swoją pseudo sztukę znieważył pamięć ponad 600 tys. żołnierzy radzieckich, poległych w walce o wolność i niepodległość Polski" - napisał w oświadczeniu ambasador.

Z kolei Szumczyk w oświadczeniu przesłanym PAP podkreślał, że swoim działaniem "nie zamierzał wzbudzać agresji" czy nienawiści. "Wręcz przeciwnie, chciałem powiedzieć prawdę, która moim zdaniem jest niezbędna do budowania dobrego sąsiedztwa w przyszłości. Ta rzeźba nie jest nośnikiem nienawiści, a zwróceniem uwagi na problem wojen i gwałtów. (...) Ja podchodzę z otwartym sercem, z miłością do ludzi, do wszystkich, kocham również i Rosjan" - napisał.

Dodał, że "postać radzieckiego żołnierza pojawia się w odniesieniu do konkretnych wydarzeń w konkretnym czasie i miejscu - w tym wypadku Gdańska 1945". "Chciałem głośno powiedzieć o prawdzie historycznej. Mówię o jej przemilczanym wątku. O niewinnych ludziach, kobietach, którzy przez wojnę ucierpieli. (...) Nie zajmuję się wojną jako konfliktem nacji" - napisał artysta, dodając, że przeprasza, jeśli kogoś obraził.