Trybunał może umorzyć sprawę co do przepisu, który już nie obowiązuje. Rozpatruje ją - jeśli uzna, że ma to znaczenie dla ochrony konstytucyjnych praw i wolności. Gdyby TK uznał zaś niekonstytucyjność przepisów o Komisji, samorządy - które mocą jej decyzji oddawały Kościołowi swój majątek - mogłyby się procesować z państwem o wielomilionowe odszkodowania.
TK obraduje w pełnym składzie; przewodniczy prezes TK Andrzej Rzepliński, sprawozdawcą jest sędzia Mirosław Granat. Poprzednio, 31 stycznia br., badał sprawę w pięcioosobowym składzie; rozprawę wtedy odroczono na wniosek marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny.
Komisja Majątkowa, która działała na mocy ustawy z 1989 r. o stosunku państwa do Kościoła katolickiego, przestała istnieć 1 marca br. Trwa kilka śledztw wobec tego kościelno-państwowego organu zajmującego się od 1989 r. zwrotem lub przekazaniem Kościołowi katolickiemu majątku odebranego w PRL z naruszeniem ówczesnego prawa. Nieruchomości nie podlegały nacjonalizacji, jeśli nie przekraczały 50 ha; w PRL często jednak odbierano je Kościołowi bez wystawiania pokwitowań.
We wniosku, złożonym jeszcze w 2009 r., posłowie SLD kwestionowali konstytucyjność Komisji i brak możliwości odwoływania się od jej decyzji. Krytykowali to, że ugody zawarte przed Komisją nie podlegały kontroli. Podkreślali, że Komisja funkcjonowała jak sąd, a nie była organem niezawisłym. Kwestionowali także, że jej skład mógł być zmieniany i że nie było kryteriów powoływania jej członków.
W TK znajduje się także osobny wniosek w sprawie Komisji, złożony w grudniu ub.r. przez Rzecznika Praw Obywatelskich Irenę Lipowicz, która kwestionowała brak dwuinstancyjności Komisji. Zwróciła też uwagę, że samorządy, które nie miały statusu uczestnika postępowania przed Komisją, często musiały zwracać mienie wcześniej zabrane przez państwo - a w ich imieniu przed Komisją wypowiadał się rząd. Lipowicz wnosiła, by jej wniosek rozpatrywać łącznie z wnioskiem SLD, ale TK nie połączył obu skarg.
Decyzja o likwidacji Komisji miała związek m.in. z publiczną krytyką jej działalności. Większość orzeczeń zapadała bowiem bez konsultacji z samorządami czy zarządcami nieruchomości, którzy nie mieli prawa do odwołania się. Media donosiły, że nie weryfikowano wycen gruntów przedstawianych przez rzeczoznawców Kościoła - miały być one zaniżane.
Efektem debaty o Komisji była ustawa o jej likwidacji z grudnia ub.r., którą w styczniu br. podpisał prezydent Bronisław Komorowski. Posłowie lewicy mówili, że ustawa może dać TK podstawę, aby nie zajmować się wnioskami SLD i RPO dotyczących Komisji.
W 12-osobowym składzie Komisji zasiadało po sześciu przedstawicieli MSWiA oraz Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski. Przez 22 lata przekazała ona stronie kościelnej - w ramach rekompensat i odszkodowań - ponad 65 tys. 537 ha i ponad 143,5 mln zł. Według mediów majątek zwrócony Kościołowi szacuje się na ok. 5 mld zł. Komisja rozpatrzyła w sumie ok. 2800 spraw, do zbadania pozostało jeszcze 216. Teraz, na wniosek stron, mogą się nimi zająć sądy powszechne.
Komisja nie zaspokoiła roszczeń Kościoła dotyczących dóbr, które on w rzeczywistości utracił; jesteśmy niezadowoleni z efektów jej prac - mówił w marcu mec. Krzysztof Wąsowski, współprzewodniczący Komisji ze strony kościelnej. Sekretarz Episkopatu Polski bp Stanisław Budzik przestrzegał przed zbyt łatwym rzucaniem oskarżeń pod adresem Komisji, gdyż spośród ok. 3 tys. rozstrzygniętych przez nią spraw, zaledwie kilkanaście jest podważanych.
Prokuratura Okręgowa w Gliwicach postawiła w ub.r. siedem zarzutów pełnomocnikowi instytucji kościelnych w Komisji b. esbekowi Markowi P., w tym m.in. - korumpowania osoby z komisji. P. jest w areszcie. Zarzut przyjęcia ponad 200 tys. zł łapówek od Marka P. usłyszał inny pełnomocnik strony kościelnej mec. Piotr P. (nie został on aresztowany, zrezygnował wcześniej z funkcji w Komisji). W innym śledztwie warszawscy prokuratorzy postawili zarzuty siedmiu osobom ws. nieprawidłowości formalnych przy przekazywaniu przez Komisję zakonowi elżbietanek działki w stolicy.
W listopadzie ub.r. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie wszczęła zaś śledztwo z zawiadomienia SLD wobec domniemanych przestępstw w Komisji podczas całych 22 lat jej działalności. Czynności śledcze wykonuje Centralne Biuro Antykorupcyjne, które także analizowało materiały przed wszczęciem śledztwa. Według CBA, wątpliwości może budzić status członków Komisji, którzy formalnie mogli nie być funkcjonariuszami publicznymi - co wykluczałoby ich odpowiedzialność za przestępstwa urzędnicze. Nie można wykluczać odpowiedzialności karnej i cywilnej jej członków - mówił zaś ekspert SLD dr Paweł Borecki z Uniwersytetu Warszawskiego.(PAP)