Podkomisja będzie liczyła sześciu posłów. W jej skład wejdą Elżbieta Achinger i Czesław Gluza z PO, Marek Ast (PiS), Robert Biedroń (TR), Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska (SLD) i Andrzej Dera (SP). Tam trafi projekt, nad którym Sejm rozpoczął pracę w maju. Propozycję ustawy nowelizującej ustrój sądów powszechnych i przywracającej instytucję asesora opracowały Krajowa Rada Sądownictwa wspólnie z Ministerstwem Sprawiedliwości. Uzgadniano ją także z Naczelnym Sądem Administracyjnym. Następnie propozycja trafiła do prezydenta, który skierował ją do Izby pod koniec marca.

Asesorów sędziowskich nie ma w polskich sądach od wiosny 2009 r. To efekt wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2007 r., gdy TK uchylił przepisy o asesorach sędziowskich stwierdzając niezgodność z trójpodziałem władzy reguły, zgodnie z którą asesorów powołuje minister sprawiedliwości - reprezentant władzy wykonawczej. Uchwalono nowe przepisy likwidujące asesurę, zaś sędziami mieli zostawać absolwenci Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury (KSSiP).

W projekcie - aby pozostać w zgodzie z wyrokiem TK - zaproponowano, że nowa asesura musi być jak najbardziej zbliżona do zawodu sędziowskiego we wszystkich aspektach, żeby nie było już zarzutu niekonstytucyjności.

Dlatego asesorów ma powoływać nie minister, lecz prezydent - na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. Zasadnicza różnica między asesurą a stanem sędziowskim ma polegać więc na jej czasowym charakterze - w przeciwieństwie do sędziego, którym jest się już dożywotnio. Wszystkie przywileje sędziów, które są gwarancją niezawisłości i niezależności, mają również przysługiwać asesorom.

"Prawo i orzecznictwo europejskie dopuszcza sytuację, w której sędzia jest na czas określony, ale przez ten czas zachowuje niezawisłość, bo jest nieodwoływalny" - wyjaśniał we wtorek prezydencki minister Krzysztof Łaszkiewicz, opisując projekt na posiedzeniu komisji. Jedyne, oprócz okresu pełnienia urzędu, ograniczenie wobec asesorów, to wyłączenie ich od orzekania w sprawach stosowania aresztów i decyzji w postępowaniu upadłościowym, które są uznawane za bardziej skomplikowaną materię.

Prezydencka propozycja zakłada, że asesor będzie powoływany na pięć lat i będzie mógł być odwołany wyłącznie w trybie postępowania dyscyplinarnego przez sąd dyscyplinarny, tak jak sędziowie - w ten sposób unika się zarzutu, że na orzeczenia asesora można wpływać z zewnątrz.

Zgodnie z projektem po dwóch latach asesury po raz pierwszy kontrolowano by orzecznictwo asesora. Jeżeli wyniki jego działalności orzeczniczej byłyby pozytywne, po zakończeniu okresu asesury mógłby on stawać do konkursów na stanowisko sędziego sądu rejonowego.

Projekt precyzuje też zakres władzy sądowniczej, która będzie powierzana asesorom. Określono, że asesor będzie wykonywał czynności wyłącznie w sądzie rejonowym, czyli najniższego szczebla; nie będzie orzekać w sprawach stosowania aresztu w postępowaniu przygotowawczym oraz w sprawach z zakresu postępowania upadłościowego - co jest uzasadnione ciężarem gatunkowym tych spraw.

Przewidziano również przywrócenie instytucji asesora w postępowaniu sądowo administracyjnym, analogicznie jak w sądach powszechnych. Planowane jest też wprowadzenie przepisów przejściowych, zgodnie z którymi do absolwentów KSSiP, referendarzy sądowych i asystentów sędziów - ubiegających się o nominacje na stanowisko sędziego sądu rejonowego - zastosowanie mieć będą przez określony czas przepisy dotychczasowe.

We wtorek komisja miała też głosować nad wnioskiem złożonym przez 3 posłów PiS, ws. odwołania Stanisławy Prządki (SLD) z funkcji przewodniczącej komisji. Wniosek uzasadniany był zdarzeniami z burzliwego posiedzenia komisji, poświęconego wysłuchaniu prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości ws. działań prokuratury i ABW w redakcji "Wprost". Bartosz Kownacki (PiS) złożył wtedy projekt dezyderatu komisji, krytycznego wobec działań prokuratury. Prządka nie poddała go pod głosowanie stwierdzając, że projekt nie był uzgodniony z prezydium.

Wniosek o odwołanie przewodniczącej został jednak cofnięty i w związku z tym nie poddano go pod głosowanie. Jak mówił poseł Andrzej Jaworski (PiS), w tamtym okresie wniosek był uzasadniony wobec "negatywnych emocji" i przedwczesnego zakończenia tamtego posiedzenia. "Wniosek, który wpłynął jest przykry i niepotrzebny" - oceniał z kolei wiceszef komisji Robert Kropiwnicki (PO). "Żadne posiedzenie komisji nie jest prowadzone z naruszeniem prawa. Regulamin Sejmu jest dla nas naczelnym dokumentem" - zapewniała Prządka.(PAP)

wkt/ abr/ mow/