O zadośćuczynienie od ministerstwa wystąpiły do MON dwie siostry i brat Szczygły (miał on jeszcze dwoje rodzeństwa). Żądali po 250 tys. zł, czyli tyle, ile Skarb Państwa wypłacał najbliższym pozostałych 95 ofiar katastrofy smoleńskiej.

Jak wskazywali powodowie w piśmie procesowym do SO w Warszawie, Aleksander Szczygło nie był żonaty, nie miał też już rodziców, zatem to ich należy w tej sprawie uznać za najbliższą rodzinę.

Pozwane ministerstwo obrony uznało, że zadośćuczynienie nie należy się rodzeństwu i występująca w imieniu resortu Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa wnosiła o oddalenie powództwa.

We wtorek sąd ogłosił wyrok: powództwo sióstr i brata Szczygły uwzględnił częściowo, zasądzając każdemu z powodów po 60 tys. zł zadośćuczynienia.

Jak mówiła w ustnym uzasadnieniu orzeczenia sędzia Bożena Chłopecka, każda sprawa o zadośćuczynienie powinna być oceniana z osobna.

"Bez wątpliwości powodowie byli szczególnie związani z bratem" - zauważył sąd, który uznał, że w postępowaniu dowodowym wykazano, iż relacje rodzeństwa były naprawdę "bliskie, ciepłe i przyjacielskie". "Brat pomagał rodzinie, więc sąd uznał, że zadośćuczynienie powinno być zasądzone - w wysokości 60 tys. złotych dla każdego" - dodała sędzia Chłopecka.

Wyrok jest nieprawomocny. Nie wiadomo, czy zostanie zaskarżony apelacją powodów lub pozwanego, bo na jego ogłoszeniu nie było nikogo występującego w imieniu rodziny Szczygłów.

Radca prokuratorii Mariusz Czyżewski podkreślił w rozmowie z PAP, że to MON musi podjąć decyzję, co dalej w sprawie - a zrobi to, gdy zapozna się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.

Aleksander Szczygło (ur. 1963 r.) był warmińsko-mazurskim posłem na Sejm trzech kadencji, szefem Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego, ministrem obrony narodowej i szefem BBN. Zginął 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem wraz z 95 innymi osobami, w tym prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego małżonką.(PAP)