Pozew w tej sprawie wniosła Janina Luberda-Zapaśnik z Olsztyna, która jako dziecko była więziona w niemieckich obozach w Toruniu i Potulicach. Domagała się zakazania pozwanemu tygodnikowi Focus rozpowszechniania w przyszłości określeń "polski obóz zagłady" lub "polski obóz koncentracyjny" oraz opublikowania oświadczenia zawierającego sprostowanie, wyrazy ubolewania i przeprosiny.

Powództwo to poparła też prokuratura. W lutym tego roku olsztyński sąd okręgowy jako sąd pierwszej instancji uznał co prawda, iż tożsamość narodowa i godność narodowa mogą podlegać ochronie jako dobra osobiste, ale w tej konkretnej sprawie powództwo oddalił.

Sąd uznał bowiem, że o ile użycie określenia "polskie" wobec niemieckich obozów zagłady należy uznać za niedopuszczalne i budzące oburzenie, to nie można jednak przyjąć, by prowadziło to do naruszenia dóbr osobistych pani Janiny - w rozumieniu przepisów Kodeksu cywilnego. Nie dotyczyło bowiem konkretnie jej lub jej bliskich.

Publikacje na portalu niemieckiego pisma, dostępne w internecie także w Polsce, były oparte o depesze agencji prasowej DPA. Zamieszczono je tam w lutym i kwietniu 2013 r. Pierwsza poświęcona był festiwalowi filmowemu Berlinale, na którym nagrodę Złotego Niedźwiedzia otrzymał Claude Lanzmann i na którym miał być wyświetlany jego film pt. „Sobibor”. W opisie tego filmu określono obóz w Sobiborze jako „polski obóz zagłady”.

Druga z publikacji zawierała archiwalne zdjęcia dotyczące powstania w warszawskim getcie i w podpisie pod jednym z nich zamieszczono identyczne określenie w stosunku do obozu koncentracyjnego w Treblince.

Obie publikacje zostały sprostowane (w tym drugim przypadku interweniowała polska ambasada w Berlinie), ostatecznie przez obie redakcje zostały opublikowane przeprosiny.

Orzeczenie olsztyńskiego sądu zaskarżyli pełnomocnicy Janiny Luberdy-Zapaśnik, która jest członkiem Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Ich apelacje sąd w Białymstoku jednak w środę oddalił uznając, iż wyrok w pierwszej instancji był trafny, a argumentacja prawna sądu prawidłowa i nie wymagająca korekty.

Za prawidłową uznał ocenę, iż sąd w Polsce jest uprawniony do rozpoznania tej sprawy (pełnomocnicy strony pozwanej twierdzili, że można to robić jedynie przed sądem w Niemczech) oraz że tożsamość i godność narodowa - co do zasady - mogą podlegać ochronie jako dobra osobiste.

Zgodził się też z argumentacją, iż nie można jednak mówić o tym, że naruszone zostały w ten sposób dobra osobiste pani Janiny. Sąd wyjaśniał, iż brak było tzw. "ukierunkowania naruszenia jej dobra osobistego" przez te publikacje, czyli teksty nie dotyczyły jej bezpośrednio.

Jak to określił sąd, owe publikacje "nie były nakierunkowane na powódkę". Jak mówiła sędzia Jadwiga Chojnowska, nawet biorąc pod uwagę, iż była ona więźniem dwóch obozów koncentracyjnych, to samo to nie wystarczy do przyjęcia, iż takiej osobie przysługuje ochrona prawna w tej konkretnej sprawie. Dodała też przy tym, iż w publikacjach wymienione były inne obozy niż te, w których Janina Luberda-Zapaśnik przebywała w czasie wojny.

Sąd apelacyjny zwracał też uwagę, że oba teksty zostały sprostowane, wydawcy zamieścili przeprosiny, a pozwane wydawnictwo żadnych podobnych treści o obozach koncentracyjnych już potem nie opublikowało. (PAP)