Jak ocenił, w przyjętym w środę projekcie noweli wiele jest postulatów słusznych - np. rozszerzenie możliwości dobrowolnego poddania się karze oraz skazania bez rozprawy, czy ograniczenia możliwości stosowania aresztu. "Ale ogromnym brakiem tej reformy jest nieznowelizowanie postępowania przygotowawczego. To jakby zaczynać remont domu od dachu, a nie od fundamentów" - powiedział.
Prof. Kruszyński przypomniał, że polski model postępowania przygotowawczego, w którym prokurator jest "panem i władcą" i zbiera dowody dla sądu, a w sądzie i tak wszystko jest powtarzane - pochodzi jeszcze z czasów stalinowskich. Jego zdaniem najwyższy czas go zmienić. Jak powiedział, komisja naukowców pod jego kierunkiem opracowała projekt reformy postępowania przygotowawczego. Liczy on, że dokument niebawem trafi do laski marszałkowskiej.
W nowelizacji procedury karnej przyjętej w środę przez rząd proponuje się także, aby podnieść z 250 o kilkaset zł granicę wartości mienia, kradzież którego stawałaby się z wykroczenia przestępstwem. Jak powiedziała PAP rzeczniczka ministerstwa sprawiedliwości Patrycja Loose, planuje się, by granica ta - niezmieniana od 15 lat - była na poziomie 1000 zł, ale nie jest to jeszcze przesądzone.
Dziś prawo stanowi, że tzw. drobna kradzież, w której wartość zrabowanego przedmiotu nie przekracza 250 zł, to wykroczenie, a nie przestępstwo - zatem jej wykryciem i dochodzeniem (uproszczona wersja śledztwa) zajmuje się tylko policja, bez udziału prokuratury. Sprawy tego typu trafiają do sądów grodzkich; kary za wykroczenie są łagodniejsze niż za przestępstwo. Za kradzież przedmiotów wartych więcej niż 250 zł grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
"Sprawy o wykroczenia są prostsze i tańsze. Chcemy również podnieść sankcję za takie wykroczenie, aby kara za nie była dotkliwsza" - podkreśliła Loose. Przypomniała, że gdy w 1997 r. uchwalano granicę między wykroczeniem a przestępstwem na poziomie 250 zł, płaca minimalna w Polsce wynosiła 406 zł, czyli 250 zł to było 61 proc. tej płacy. "Dziś płaca minimalna wynosi około 1500 zł, więc 250 zł to 15 proc. tej kwoty" - powiedziała rzeczniczka.
W drugiej połowie kwietnia media pisały o postulowanej przez prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, policję i prokuraturę zmianie przepisów, zgodnie z którą kradzież - lub zniszczenie mienia - uznawane byłoby za przestępstwo, jeśli jej wartość przekroczy 1 tys. zł, a nie jak obecnie - 250 zł. Prokuratorzy zwracali uwagę na wysokie koszty dochodzenia w sprawach drobnych kradzieży, które często wielokrotnie przekraczają wartość skradzionych rzeczy.
Przeciw tym pomysłom protestował PSL, wskazując, że zapowiadane zmiany będą miały negatywne konsekwencje społeczne, rodzaj przyzwolenia na drobną kradzież i że najbardziej ucierpią na tym ludzie o średnich i małych dochodach. Ukradziony rower, nowoczesny smartfon, portfel z zawartością poniżej 1 tys. zł, oszustwo na portalu aukcyjnym - to wszystko będzie uchodzić płazem - wskazywali.
"Ta zmiana jest nie do końca słuszna" - ocenia prof. Kruszyński. "Jednak będzie to przyzwolenie na bezkarność dla kogoś, kto popełnił dolegliwe przestępstwo. 950 zł to niemało pieniędzy. Zegarek za 950 zł to stosunkowo drogi zegarek. Jednak ta granica powinna być nieco niżej, np. na poziomie 500 zł - wtedy byłoby to do zaakceptowania" - uważa prawnik.
Innym z założeń przyjętego przez rząd projektu jest rezygnacja z postępowania uproszczonego. Według autorów propozycji jest to logiczne następstwo uproszczenia wszystkich postępowań i np. rezygnacji z obowiązkowego udziału oskarżonego w rozprawie.
Zdaniem Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury będzie to jednak prowadziło do obowiązku osobistego uczestnictwa prokuratora w rozprawach dotyczących najdrobniejszych spraw. "Obecnie w trybie uproszczonym prokurator zatwierdza jedynie akt oskarżenia sporządzony przez policję, po zniesieniu tego trybu konieczne stanie się przeniesienie ogromnej części aktywności prokuratorów na sprawy drobne" - ocenił prok. Jacek Skała. (PAP)