Z uchwalaniem poprzedniego projektu prezydenckiego, o zwrocie frankowiczom części spreadów, należy poczekać, w tej chwili nie mają też szans na uchwalenie dwa projekty poselskie - dodał.

Przyznał zarazem, że projekt dot. spreadów "ma również swoje uzasadnienie, bo mówimy o środkach, które zostały niejako wyjęte z kieszeni kredytobiorców niezgodnie z prawem czy zaleceniami". "Będziemy więc dyskutować, czy projekt uchwalić i zwrócić część spreadów czy poczekać na wyjaśnienie się sytuacji finansowej i na stwierdzenie, jakie będą rzeczywiste koszty realizacji tej najnowszej inicjatywy pana prezydenta. Różne rozwiązania są możliwe" - zapowiedział.

"W sprawie poselskich projektów (...) nie jestem zwolennikiem tego, by dziś te projekty Sejm odrzucał. Wolałbym, by były gdzieś w zanadrzu, gdyby okazało się, że proces np. dobrowolnych przewalutowań nie przebiega tak, jak byśmy oczekiwali" - zaznaczył Jacek Sasin.

W piątek w Sejmie zaplanowane jest pierwsze czytanie prezydenckiego projektu nowelizacji ustawy o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. W podkomisji sejmowej toczą się ponadto prace nad trzema innymi projektami ustaw dotyczącymi "frankowiczów", w tym nad projektem prezydenckim, zakładającym zwrot frankowiczom części spreadów. Pierwsze czytanie tych projektów odbyło się w październiku ub. roku.

Czy prezydencki projekt o pomocy kredytobiorcom rozwiązuje problem tzw. frankowiczów?
Jacek Sasin: To nie jest projekt, który rozwiąże problem kredytów frankowych, nie taka jest jego rola. Kredyty tzw. frankowe to jest problem, który będzie się rozwiązywał w dłuższym okresie. Ten projekt ma trafić przede wszystkim do tych, którzy dzisiaj w związku z wahaniami kursu franka w poprzednim okresie, nie są w stanie obsługiwać swoich kredytów, bo ich dochody nie są adekwatne do wysokości rat. Chodzi o to, by mogli skorzystać z pomocy specjalnego funduszu i przy pomocy środków z tego funduszu móc ewentualnie dokonać przewalutowania swojego kredytu, czyli uwolnić się od niebezpieczeństwa zmiany kursu na przyszłość. Jest to więc oferta skierowana tylko do pewnej części osób, ale tak naprawdę do tych, o których naprawdę dzisiaj chodzi. To jest to, na co dzisiaj możemy sobie jako państwo pozwolić i na co mogą sobie pozwolić banki.

Co z pozostałymi trzema projektami, dotyczącymi frankowiczów, które są w podkomisji sejmowej - prezydenckim, dotyczącym zwrotu spreadów oraz dwoma poselskimi?
Jeśli chodzi o projekty poselskie, mówiące o przewalutowaniu, czyli projekt PO oraz projekt Kukiz'15, w moim odczuciu w obecnej sytuacji nie mają większej szansy na to, by zostały uchwalone. Po pierwsze, pociągają za sobą jednak znaczące obciążenia finansowe, które w połączeniu np. ze skutkami najnowszego projektu prezydenckiego mogłyby być zbyt duże dla sektora finansowego. Zwłaszcza projekt klubu Kukiz'15 niósłby za sobą duże konsekwencje.

Ale właśnie on jest jako jedyny popierany przez frankowiczów...
Rozumiem, bo jest najbardziej dla frankowiczów korzystny, bo mówi o przewalutowaniu takim, jakiego oni oczekują, czyli po kursie z dnia wzięcia kredytu. Projekt PO jest bardziej realistyczny, ale też w obecnej chwili trudny do przyjęcia. Tym bardziej, że istnieje mechanizm dobrowolnych przewalutowań, które mają odbywać się w porozumieniu między kredytobiorcami, a bankami. W środę ten temat był poruszany na posiedzeniu komisji finansów i przedstawiciele NBP zapowiedzieli dostarczenie informacji na temat tego, jak ten proces przebiega i czy można w ten sposób zlikwidować ten problem pozaustawowo. Byłoby to wygodniejsze także dlatego, że każde rozwiązanie ustawowe pociąga za sobą niebezpieczeństwa roszczeń ze strony banków w stosunku do budżetu państwa, a tego chcielibyśmy uniknąć.

Trzeba też pamiętać, że jest coraz więcej rozstrzygnięć sądowych na korzyść kredytobiorców w sprawach frankowych. W sprawie poselskich projektów nie chciałbym zatem, by coś szybko rozstrzygać, ale przecież zawsze możemy do nich wrócić. Stąd nie jestem zwolennikiem tego, by dziś te projekty Sejm odrzucał. Wolałbym, by były gdzieś w zanadrzu, gdyby okazało się, że proces np. dobrowolnych przewalutowań nie przebiega tak, jak byśmy oczekiwali.

A co z prezydenckim projektem spreadowym?
Miejmy świadomość, że to jest projekt, który trafić miałby do wszystkich kredytobiorców, niezależnie od tego, w jakiej są sytuacji. Również do tych zamożnych oraz tych, którzy spłacili już swoje kredyty. Pytanie jest, czy nie lepiej tymi środkami, które trzeba by przeznaczyć na realizację tego projektu, nie wzmocnić mechanizmu, który pan prezydent zaproponował w najnowszym projekcie, dotyczącym pomocy.

Z pana słów można wnioskować, że jest pan zwolennikiem, by projektu spreadowego na razie nie uchwalać?
Jestem zwolennikiem tego, by dzisiaj skonsolidować te środki na realizację najnowszego projektu pana prezydenta, który trafia do najbardziej potrzebujących i stwarza mechanizm, który pozwoliłby im wyjść z trudnej sytuacji życiowej.

Prezydent jednak z projektu spreadowego się nie wycofuje...
Tak, nie wycofuje się, podtrzymuje swoje poparcie dla tego projektu. Też nie chciałbym, by moja wypowiedź zabrzmiała, jakby była jakaś decyzja, że ten projekt zostanie oddalony. On ma również swoje uzasadnienie, bo mówimy o środkach, które zostały niejako wyjęte z kieszeni kredytobiorców niezgodnie z prawem czy zaleceniami. Będziemy więc dyskutować, czy projekt uchwalić i zwrócić część spreadów czy poczekać na wyjaśnienie się sytuacji finansowej i na stwierdzenie, jakie będą rzeczywiste koszty realizacji tej najnowszej inicjatywy pana prezydenta. Różne rozwiązania są możliwe.

W każdym razie w pierwszej kolejności uchwalona powinna być ustawa o wsparciu, a ta spreadowa jeśli w ogóle, dopiero w dalszej kolejności.
Tak, bo ta najnowsza jest najbardziej potrzebna - trafia do tych, którzy są w najgorszej sytuacji.

Rozmawiał Piotr Śmiłowicz (PAP)