Opracowanie pod tytułem "Zabawki Wielkiego Brata" powstało na podstawie gromadzonych od dwóch lat danych dotyczących różnego rodzaju informacji o obywatelach, a zbieranych nie tylko przez służby, ale także np.: organy władzy - ministerstwa, urzędy, parki narodowe, NFZ, ZUS, a nawet NIK. Autorzy przewodnika analizowali też kwestie monitoringów miejskich.

"Staramy się pokazać różne narzędzia wykorzystywane do zbierania informacji o nas, bo tak naprawdę to nie jest tak, że tylko służby korzystają z danych; informacje o obywatelach zbierane są przez różne podmioty - od władz samorządowych poczynając. To tworzy wielką plątaninę informacji, które dość często są ze sobą łączone - a my o tym nie wiemy. Plątanina, która stawia nas w dość niekorzystnej pozycji, skoro nie wiemy, co i jak jest wykorzystywane, nie wiemy też jakie informacje są o nas pozyskiwane" - podkreślała w rozmowie z dziennikarzami Anna Walkowiak z Panoptykonu.

Jak dodała, to tworzy "dysproporcję informacyjną". "Ktoś o nas wie dużo, my wiemy mało o sposobach pozyskiwania informacji. Nie wiedząc, nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić. Sama wiedza ma znaczenie, bo buduje równowagę" - dodała. Autorzy przewodnika przyznają że "zabawek Wielkiego Brata" jest dużo. To nie tylko różnego rodzaju monitoringi, ale też np. karty miejskie, narzędzia do kontroli pracowników, brak odpowiednich zabezpieczeń na stronach urzędów - co powoduje, że dane wchodzących na nie osób "przepływają" dalej.

"Dobrze wiedzieć, co się dzieje z takimi informacjami. Nie chodzi o to, że te wszystkie narzędzia są złe, niepotrzebne, ale sama kwestia posiadania informacji o tym, co się dzieje, jest ważna, bo wykorzystają te dane różne instytucje publiczne, z naszych środków. Warto więc wiedzieć, czy takie rozwiązania są potrzebne, czy to nie narusza praw człowieka i czy to nie jest zbyt kosztowne w stosunku do celu, który ma spełnić" - dodała Walkowiak.

Przedstawiciele Panoptykonu podkreślają też fakt, że "wszystkie informacje, które są o nas zbierane, to tak naprawdę naruszanie autonomii informacyjnej". "Powinniśmy wiedzieć, co się z tym dzieje i czy nie dochodzi do nadużyć" - powiedziała Walkowiak.

Pytana o naruszenia, które zauważono podczas pracy nad przewodnikiem, powiedziała, że zaskoczeniem było m.in. nagrywanie przez dwa oddziały NFZ dźwięku w ich siedzibach. Podobne rozwiązanie (nagrywanie dźwięku) stosowane jest też - jak ustalili eksperci - w niektórych autobusach poza kabiną kierowcy. Jak podkreślają przedstawiciele Fundacji, problemy widoczne są także w monitoringach miejskich, miasta nie do końca potrafią określić, ile kamer rozmieszczonych jest na danym terenie i poza miejską siecią monitoringu. "Przykładowo w Kielcach, w sieci znajduje się 105 kamer. Kiedy zapytaliśmy o wszystkie kamery rozmieszczone w mieście, okazało się, że jest ich ponad 5 tys." - podkreśliła Walkowiak. Jak dodała, chodzi o kamery m.in. w szkołach, przedszkolach, żłobkach.

Autorzy opracowania zwracają uwagę m.in. na brak ustawy regulującej kwestie związane z monitoringiem wizyjnym, a także brak zasad korzystania i kontroli korzystania z różnego rodzaju narzędzi zbierania informacji.

Zdaniem ekspertów Fundacji obywatele mają też ograniczony dostęp do informacji o tym, kto, dlaczego i jakie dane na ich temat zbiera; tym samym mają ograniczone możliwości dochodzenia swoich praw.

"Coraz częściej informacje zebrane dzięki różnym narzędziom są ze sobą łączone. Prowadzi to do sytuacji, w którym ingerencje w prywatność - akceptowalne pojedynczo - mogą przekraczać dopuszczalne granice" - podkreślają autorzy przewodnika i jako jeden z przykładów podają dostęp do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Jak zaznaczają dzięki CEPiK-owi podmioty odpowiedzialne za miejskie strefy parkowania mogą np. dowiedzieć się, gdzie dana osoba najczęściej parkuje, a instytucje mające dostęp do Automatycznego Rozpoznawania Tablic Rejestracyjnych - gdzie i kiedy przyjeżdża swoim samochodem.

W następnym tygodniu Panoptykon chce udostępnić przewodnik na specjalnej stronie internetowej.(PAP)