2 października 2013 r. Szymon G. pełnił funkcję oficera służby konwojowej, która transportuje osadzonych w aresztach na rozprawy do sądów. Tego dnia 31-letni Andrzej K., odsiadujący w kieleckim areszcie śledczym wyrok m.in. za kradzież i przestępstwa narkotykowe, został przewieziony w konwoju do miejscowego sądu. Podczas rozprawy sąd uchylił mu areszt tymczasowy w innej, prowadzonej wobec niego sprawie.

W związku z tym K. powinien po rozprawie wrócić do aresztu, by dalej odbywać karę, ale został zwolniony przed murami więzienia. Po zdarzeniu sąd wydał za nim list gończy. Policja zatrzymała mężczyznę dwa dni później wieczorem, w podkieleckiej Cedzynie.

Zdaniem Prokuratury Rejonowej w Busku-Zdroju (Świętokrzyskie) Szymon G. nie poinformował pozostałych policjantów o statusie konwojowanego, czyli o tym, że jest on „zastrzeżony do odbycia kary” i powinien zostać przewieziony z sądu do Aresztu Śledczego w Kielcach.

Policjant przed sądem nie przyznał się do winy. Twierdził, że wydał polecenie odwiezienia i osadzenia w areszcie mężczyzny. Nie pamiętał jednak, czy przekazywał informację o tym, że jest on skazany w innej sprawie, choć - jak podkreślił - nie miał takiego obowiązku.

Dwóch funkcjonariuszy, którym zlecił odwiezienie aresztanta pracowało w służbie konwojowej zaledwie dwa tygodnie, trzeci - dwa lata. Jak tłumaczył przed sądem G., zadanie było proste - dlatego wysłał policjantów z tak krótkim stażem pracy. „Nie przyszło by mi do głowy, że będą analizować nakaz zwolnienia i samowolnie zmienią moje polecenie” - tłumaczył przed sądem.

Jak podkreślał, żaden z konwojentów nie kontaktował się z nim ani nie zgłaszał swych wątpliwości. Nie wiedział również, że więzień został wypuszczony przed bramą aresztu.

„Policjanci nie powinni podejmować decyzji o wypuszczeniu mężczyzny bez konsultacji ze mną czy aresztem” - mówił. Zaznaczył jednocześnie, że postanowienie wydane przez sąd wobec więźnia dotyczyło uchylenia aresztu w jednej sprawie, natomiast w innej powinien on pozostać „w warunkach izolacji więziennej”.

W tej sprawie sąd przesłuchał w środę 12 świadków; byli wśród nich pracownicy aresztu oraz policjanci, którzy tego dnia dowozili do sądu więźnia.

Wszyscy funkcjonariusze zgodnie twierdzili, że bez wyraźnego polecenia dowódcy konwoju dotyczącego zwolnienia danej osoby, odwozi się ją z powrotem do aresztu. Nigdy wcześniej nie spotkali się również z sytuacją wypuszczenia więźnia przed bramą aresztu. Jak mówili w przypadku gdy nawet sąd uchyli areszt, a więzień „na własne życzenie” jest odwożony do aresztu to i tak przekazywany jest dalej służbie więziennej i ta dopiero go wypuszcza na wolność.

Funkcjonariusze, którzy konwojowali mężczyznę z sądu i wypuścili go poda murami aresztu, jeszcze nie zostali przesłuchani.

Szymon G. pracuje w policji od 23 lat. Grozi mu do trzech lat więzienia.

Po ujawnieniu sprawy policja i służba więzienna przekonywały, że dochowały procedur związanych z transportem i przekazaniem więźnia. Komendant świętokrzyskiej policji i dyrektor aresztu uzgodnili powołanie zespołu, który przeanalizuje obowiązujące przepisy i procedury tak, aby w przyszłości nie dochodziło do podobnych sytuacji. Od grudnia 2013 r. w przypadku gdy sąd uchyla więźniowi areszt, konwojent ma obowiązek sprawdzenia, czy w innej sprawie nie powinien on nadal być aresztowany. (PAP)