Trwający już od piątku protest sędziów, adwokatów i innych pracownikow sądownictwa objął już wiele miast, m.in. Nantes, Lyon i Bordeaux. Przełożono tam zaplanowane na ten tydzień rozprawy z wyjątkiem tych, które muszą odbyć się w trybie pilnym. Według agencji AFP, we wtorek rano strajk objął około 50 sądów, a w 30 innych, w tym w Paryżu, tego samego dnia odbywają się walne zebrania w sprawie przyłączenia się do tego protestu.
Pracownicy sądownictwa są oburzeni wypowiedzianymi w ubiegły czwartek słowami francuskiego prezydenta. Sarkozy napiętnował wtedy w przemówieniu wygłoszonym w Orleanie "poważne niedomagania" w wymiarze sprawiedliwości i policji. "Błędem" nazwał wypuszczenie na wolność wielokrotnego recydywisty, Tonyego Meilhona, który jest głównym podejrzanym o porwanie i zamordowanie 18-letniej Laetitii w Pornic (zachodnia Francja). Odnalezienie zwłok młodej kobiety zbulwersowało kilka dni temu całą Francję.
Wypowiedź szefa państwa wywołała natychmiast oburzenie sędziów, którzy podkreślają, że szef państwa już nie po raz pierwszy ingeruje w ich pracę i podważa ich kompetencje.
W poniedziałek premier Francois Fillon określił tę "frondę" sędziów jako "przesadną reakcję" i wezwał ich do "odpowiedzialności". W jego przekonaniu, ta rewolta "nie zostanie zrozumiana przez Francuzów".
Słowa premiera nie uspokoiły jednak nastrojów w wymiarze sprawiedliwości. Na najbliższy czwartek związkowcy sądownictwa zapowiedzieli już w całym kraju manifestacje. Domagają się zaprzestania przez prezydenta Sarkozyego bezpodstawnych, w ich przekonaniu, "oskarżeń" pod adresem sądownictwa i organów ścigania. Do czwartkowych demonstracji mogą także dołączyć policjanci, którzy podobnie, jak prawnicy, poczuli się dotknięci krytyką ze strony prezydenta. (PAP)