Jak poinformował prokurator Wojciech Szelagowski z gdańskiej prokuratury okręgowej, po przyznaniu się do winy dyrektor odmówił składania wyjaśnień oraz odpowiedzi na pytania śledczych. Prokuratorzy zapowiedzieli, że zlecą wykonanie badań psychiatrycznych Andrzeja G.
Szelągowski dodał, że prokuratura nadal nie zna motywów działania dyrektora. Śledczy biorą pod uwagę dwie hipotezy: konflikt między dyrektorem a więźniem oraz problemy osobiste Andrzeja G. „Obie hipotezy nadal są weryfikowane” – powiedział Szelągowski.
Przed wejściem na przesłuchanie dyrektor na pytanie dziennikarzy TVN, dlaczego zabił więźnia, odpowiedział: "Nie wiedziałem, co robię, byłem tego nieświadomy".
We wtorek prokuratura wystąpi z wnioskiem o trzymiesięczny tymczasowy areszt dla Andrzeja G. Decyzja sądu może zapaść jeszcze tego samego dnia. Dyrektorowi grozi od 8 do 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie.
Do zabójstwa doszło w niedzielę przed południem. Dyrektor wszedł do celi, w której przebywało dwóch więźniów. Jeden z osadzonych wyszedł na zewnątrz, drzwi do celi nie zostały do końca zamknięte. Dyrektor zaatakował więźnia w celi nożem kuchennym o 15-centymetrowym ostrzu. Rany zostały zadane w okolice szyi, prawej pachy i w klatkę piersiową. Zwłoki ofiary odkrył po powrocie do celi drugi więzień.
Jak poinformował we wtorek Szelągowski, przeprowadzona w poniedziałek sekcja zwłok wykazała na ciele zabitego kilkanaście ran. Prokurator dodał, że kilka z ran było powierzchownych, a pozostałe były ciosami zadanymi „ze znaczną siłą”. „Jedna z tych ran była śmiertelna. Był to cios, który uszkodził tętnicę szyjną, co spowodowało wykrwawienie” – powiedział Szelągowski, dodając, że śledczy badają, czy nóż znajdował się wcześniej w celi, czy też wniósł go do niej Andrzej G.
Dyrektor po zabójstwie wrócił do swojego gabinetu i poprosił podwładnych, aby wezwali policję, przyznając, że zabił skazanego. Dyrektor został zatrzymany i zawieszony w obowiązkach służbowych. Śledczy chcieli przesłuchać go zaraz po zdarzeniu, nie było to jednak możliwe ze względu na jego stan. Jak to określił szef Prokuratury Rejonowej w Kwidzynie Piotr Jankowski, Andrzej G. „sprawiał wrażenie nieobecnego, jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, co się stało".
Zanim w niedzielę udał się Zakładu Karnego, Andrzej G. zostawił w swoim domu list. Prokuratura nie ujawnia jego treści.
Według rzeczniczki Centralnego Zarządu Służby Więziennej ppłk Luizy Sałapy, dyrektor zakładu to funkcjonariusz Służby Więziennej z 25-letnim stażem; od 6 lat kierował jednostką w Sztumie, wcześniej był dyrektorem Aresztu Śledczego w Elblągu. Z wykształcenia jest psychologiem.
Ofiara - skazany Józef S. odsiadywał liczne wyroki za kradzieże - koniec jego kary przypadał na 2030 r. Jak powiedziała w niedzielę Sałapa, więzień ten w przeszłości bywał agresywny, znany był z roszczeniowej postawy oraz pisania licznych skarg, zażaleń i pozwów, które były oddalane przez ich adresatów. Skargi zabitego mężczyzny w większości dotyczyły niewłaściwego sposobu leczenia: Józef S. poruszał się na wózku inwalidzkim i cierpiał na bóle kręgosłupa.
Jednym z adresatów tych skarg był dyrektor Zakładu Karnego w Sztumie. Wiele z nich rozpatrywała też kwidzyńska prokuratura, większość z nich odrzucając. W tej sytuacji, aby uniknąć posądzeń o stronniczość kwidzyńskiej prokuratury, śledztwo w sprawie zabójstwa, prowadzone wstępnie przez tę jednostkę, zostało przeniesione do gdańskiej Prokuratury Okręgowej.
W niedzielę do Sztumu udał się specjalny zespół kontrolny resortu sprawiedliwości i Służby Więziennej, z szefem więziennictwa gen. Jackiem Włodarskim, który na polecenie ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego badał sytuację na miejscu.
Zakład Karny w Sztumie to więzienie typu zamkniętego przeznaczone dla mężczyzn recydywistów. Funkcjonują tam trzy oddziały penitencjarne oraz oddział terapeutyczny dla skazanych z niepsychotycznymi zaburzeniami psychicznymi lub upośledzonych umysłowo. Jak zapewniła Sałapa, sytuacja w zakładzie w Sztumie jest opanowana. "Dla bezpieczeństwa ściągnięto dodatkowe siły ochrony" - dodała.(PAP)