Przemawiając w Economic Club w Detroit, Trump przedstawił skrótowo swój plan naprawy gospodarki, który - jak powiedział - przywróci wielkość Ameryce przez przyspieszenie wzrostu ekonomicznego.

Jego przemówienie wielokrotnie przerywali demonstranci. Trump kilkanaście razy przerywał swój wywód, kiedy ochrona wyprowadzała protestujących z sali. Niektórzy z nich szamotali się ze strażnikami i wznosili wrogie okrzyki.

Kandydat GOP ogłosił, że obniży podatki dochodowe od wszystkich obywateli i korporacji oraz uprości system, zmniejszając liczbę progów podatkowych z siedmiu do trzech. Zapowiedział radykalną obniżkę podatków od korporacji - z 35 do 15 procent. Najwyższa stopa podatkowa dla osób indywidualnych ma być obniżona z 39 do 33 procent.

Trump podkreślił, że na jego reformach podatkowych najbardziej skorzysta drobny biznes oraz klasa średnia i będą one stymulowały wzrost gospodarki.

Osoby zamożne będą płaciły swoją sprawiedliwą część i nikt nie będzie płacił tyle, żeby zabiło to konkurencyjność gospodarki i przyrost miejsc pracy - powiedział.

Obiecał też wyeliminowanie luk i ulg podatkowych korzystnych dla najbogatszych Amerykanów, które - jak zaznaczył - są niesprawiedliwe dla zwykłych ludzi. Jego plan przewiduje poza tym zniesienie podatku od spadków i możliwość odpisania od podatków wszystkich wydatków na opiekę nad dziećmi.

Reformy te będą największą podatkową rewolucją od czasu reform prezydenta Reagana - oświadczył.

Większą część swego prawie godzinnego przemówienia Trump poświęcił jednak ostrej krytyce polityki ekonomicznej administracji prezydenta Obamy, która - jak przekonywał jest odpowiedzialna za anemiczny wzrost PKB, dusi przedsiębiorczość i przyczynia się do utrzymywania się szerokiego marginesu ubóstwa.

Za rządów Obamy odbicie się gospodarki po recesji jest najsłabsze od czasów Wielkiego Kryzysu (w latach 30. ub. wieku - PAP). O prawie 12 milionów wzrosła liczba osób pobierających bony żywnościowe. 7 milionów ludzi żyje w nędzy - powiedział.

Ewentualna prezydentura Hillary Clinton - mówił byłaby kontynuacją polityki Obamy. Demokraci bowiem - podkreślał - wierzą w wysokie podatki i rządowe regulacje biznesu.

Przyrzekł, że kiedy zostanie prezydentem, ogłosi moratorium na wszystkie nowe regulacje.

Czas usunąć ten balast ciążący na naszej gospodarce - powiedział. Obiecał, że zwróci się do agencji rządowych, aby przygotowały listę zbędnych regulacji.

One będą szybko usunięte - oświadczył.

Trump zapowiedział również reformę energetyki, która usunie obciążenia podatkowe sektora opartego na węglu. Wprowadzono je w celu redukcji emisji gazów powodujących ocieplanie klimatu, jednak kandydat GOP argumentował, że doprowadzają do bankructwa elektrowni i innych przedsiębiorstw, a więc utraty setek tysięcy miejsc pracy.

Miażdżącej krytyce poddał układy o wolnym handlu: NAFTA (z Kanadą i Meksykiem) oraz TPP (z krajami regionu Pacyfiku). Skutkiem tego pierwszego - podkreślił jest fakt, że deficyt handlowy z Meksykiem, który w momencie zawierania układu w 1993 r. był zerowy, urósł do 60 miliardów dolarów, a przemysł amerykański przeniósł swoje zakłady za południową granicę.

Jeszcze większą katastrofą - powiedział - będzie układ TPP, zwłaszcza dla przemysłu samochodowego. Dlatego wycofamy się z TPP, zanim dojdzie do jego podpisania - ostrzegł.

Detroit, gdzie przemawiał Trump, to stolica amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego.

Plan ekonomiczny, którego dalsze szczegóły Trump obiecał ujawnić później, pokrywa się częściowo z programem proponowanym przez republikańskiego przewodniczącego Izby Reprezentantów Paula Ryana - głównie w kwestiach podatków i regulacji.

Ryan jednak, reprezentujący główny nurt polityki ekonomicznej w GOP, popiera dotychczasowe układy o wolnym handlu, mówiąc jedynie o potrzebie ich ewentualnej renegocjacji.

W planie Trumpa przedstawionym w Detroit nie znalazły się też propozycje reformy federalnych funduszy: emerytalnego (Social Security) i ubezpieczeń zdrowotnych dla osób starszych (Medicare).

Republikanie tymczasem od dawna domagają się redukcji tych funduszy, które są największym, obok wydatków na obronę, obciążeniem budżetu.

Według ekonomistów, plan Trumpa - obniżki podatków bez redukcji wydatków rządowych - doprowadzi do powiększenia deficytu budżetowego, a w konsekwencji zadłużenia państwa do niebezpiecznych rozmiarów.

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski (PAP)

tzal/ mc/