Ekspert przestrzegł przed rozluźnianiem polityki finansowej. Zwiększanie wydatków i obniżanie podatków może Polskę wtrącić ponownie w obszar nadmiernego deficytu – wskazał.

Komisja Europejska zarekomendowała w środę zamknięcie procedury nadmiernego deficytu wobec Polski. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmą ministrowie finansów państw UE w czerwcu, ale będzie to raczej formalność.

Zobacz: KE zaleciła zdjęcie z Polski procedury nadmiernego deficytu >>

„Sama decyzja jest prawdopodobnie przesądzona, ale musimy poczekać na nią jeszcze około miesiąca. To oczywiście dobrze, że po sześciu latach pozostawania w obszarze nadmiernego deficytu udało się wreszcie doprowadzić do sytuacji, w której już nie będziemy na liście krajów podlegających szczególnej kontroli ze strony Brukseli” - powiedział prof. Gomułka.

Przypomniał, że Polska jest obecnie w dobrej sytuacji, notuje wzrost gospodarczy na poziomie 3-4 proc. „W takich okolicznościach w ogóle nie powinnyśmy mieć deficytu budżetowego - nie tylko schodzić z poziomu ponad 3 proc., ale być w okolicy zera albo nadwyżki budżetowej, po to, żeby mieć rezerwę na zwiększone wydatki czy zwiększony deficyt, gdyby doszło do silnego spowolnienia gospodarczego czy wręcz recesji” - powiedział prof. Gomułka.

Ekspert ocenił, że Polska nadal jest w sytuacji potencjalnego zagrożenia dla finansów publicznych i - jeśli rząd nie będzie uważny - w razie pogorszenia sytuacji może znów znaleźć się w obszarze nadmiernego deficytu.

Prof. Gomułka wyraził przekonanie, że w ostatnich latach należało zmniejszać wydatki albo zmniejszać przyrost wydatków, tymczasem przeprowadzane reformy miały „ograniczony” zakres. Głównym powodem poprawy sytuacji w ostatnim czasie - zaznaczył - nie są reformy podejmowane w minionych latach, ale lepsza sytuacja gospodarcza Polski i strefy euro po kryzysie.

„W dalszym ciągu podstawowym obowiązkiem rządu powinna być dbałość o to, żeby znaleźć się w pobliżu zerowego deficytu budżetowego, a nawet nadwyżki – po to, żeby mieć tę +poduszkę bezpieczeństwa+. Na razie jej nie mamy i nawoływanie teraz do obniżenia podatków czy podwyższenia wydatków to jest akurat to, czego nie powinniśmy robić” - podkreślił.

Przypomniał, że w ostatnich latach Polska miała pod względem finansów publicznych niedobrą sytuację - doszło do największego w okresie transformacji deficytu budżetowego, szczególnie w latach 2009-10, gdy osiągnął on blisko 8 proc. PKB - pomimo tego, że w Polsce nie było recesji, a jedynie spowolnienie gospodarcze.

„Świadczy to o błędnej polityce finansowej, przede wszystkim pierwszego rządu Tuska, naprawionej częściowo tylko przez drugi rząd Tuska i teraz musimy dalej uważać, raczej myśleć o tym, jak dalej poprawiać finanse publiczne, a nie o rozluźnieniu polityki finansowej” - podsumował ekspert BCC.

Polska była objęta procedurą nadmiernego deficytu od 2009 r., a w czerwcu 2014 r. procedura została zawieszona przez Komisję Europejską.

Unijny traktat stanowi, że państwa członkowskie powinny unikać nadmiernych deficytów budżetowych. Procedura nadmiernego deficytu to narzędzie dyscyplinujące rządy, które nie prowadzą odpowiedniej polityki fiskalnej. Unia, na wniosek Komisji, może nałożyć procedurę, jeśli w danym kraju deficyt przekroczył 3 proc. PKB lub dług jest wyższy niż 60 proc. PKB. Objęte procedurą państwo powinno stosować się do zaleceń Rady UE, czyli grona unijnych ministrów finansów. UE wyznacza termin na doprowadzenie finansów publicznych do porządku, jednak często są one przedłużane. Jeśli państwo nie wykonuje zaleceń, możliwe są kary, takie jak konieczność wpłacenia na nieoprocentowany depozyt kwoty odpowiadającej 0,2 proc. PKB danego państwa.

Obecnie procedurą, poza Polską, objęte są: Chorwacja, Malta, Cypr, Portugalia, Słowenia, Francja, Irlandia, Grecja, Hiszpania i Wielka Brytania. W przeszłości procedurą objęte były także inne kraje, a jedyne państwa UE, wobec których nie stosowano procedury, to Estonia i Szwecja.(PAP)

kon/ mhr/ mag/