Raczko pytany w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" o to, jaki wpływ na polską gospodarkę będzie miała eskalacja kryzysu na Ukrainie ocenia, że "bezpośrednio na całą gospodarkę nie będzie to znaczący wpływ. Polski eksport na Ukrainę nie ma dużego udziału w naszym eksporcie ogółem. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę cały eksport na Wschód, to dla niektórych sektorów - np. naszego rolnictwa - efekt tego kryzysu może być bolesny. Polscy przedsiębiorcy zapewne będą próbowali dostosować się do nowych warunków i sprzedawać produkty spożywcze gdzie indziej. Zapewne część będzie oferowana na rynku krajowym, co wpłynie na dynamikę cen żywności".

Członek zarządu NBP dodaje, że "w krótkim czasie inflacja może pozostawać pod wpływem czynników, na które władza monetarna nie ma wpływu - niska dynamika cen żywności i energii może ją obniżać. Jednak zgodnie z ostatnią projekcją Instytutu Ekonomicznego NBP inflacja w dłuższym terminie będzie stopniowo rosła, choć do końca tego roku pozostanie poniżej 1,5 proc." - powiedział. Raczko zaznacza jednak, że projekcja nie uwzględnia skutków kryzysu ukraińskiego. "Kryzys na Wschodzie może nam przejściowo obniżyć inflację i zahamować tempo jej powrotu do celu inflacyjnego NBP" - powiedział.

Raczko wskazuje, że w tym roku wzrost gospodarczy będzie napędzany przez odbudowę popytu krajowego. "Przewidujemy jego 4-proc. wzrost. Na tle Europy Zachodniej to tempo wydaje się wysokie, ale patrząc wstecz na dane historyczne, nie jest to jakoś szczególnie dużo. Podobnie jak szacowany wzrost PKB na poziomie 3,6 proc. w tym roku. Konsumpcja prywatna wzrośnie o 2,6 proc. - i to jest powrót do tempa notowanego przed kryzysem. Okoliczności są sprzyjające: widzimy wzrost płac nominalnie o 4 proc. przy jednocześnie niskim wzroście cen. To powoduje, że realnie gospodarstwa domowe mogą wydawać więcej. Drugi czynnik wzrostu popytu to inwestycje: zakładamy, że w tym roku zwiększą się o ok. 6 proc. To też nie jest dużo, w przeszłości dynamika inwestycji bywała dwucyfrowa. Ale należy pamiętać, że przez ostatnie pięć lat, z wyjątkiem roku 2011, inwestycje spadały" - dodał.

Według członka zarządu NBP ostatnie wahania kursu nie są duże i nie wpływają destabilizująco na gospodarkę. "Mamy płynny kurs złotego i poziom tego kursu ustala wyłącznie rynek. Natomiast wahania kursu, które ostatnio obserwowaliśmy, nie są duże i nie wpływają destabilizująco na gospodarkę. Zapowiedzi Fed o stopniowym wycofywaniu się z niekonwencjonalnej polityki pieniężnej miały oczywiście wpływ również na złotego. Ale na krótko" - powiedział.

Raczko zwraca uwagę, że bank centralny widzi stopniowo formujący się trend wzrostowy wartości udzielanych kredytów konsumpcyjnych, choć nie ma to dużego znaczenia dla przyspieszenia konsumpcji. "Kredyty mieszkaniowe udzielane w złotych też rosną - ale wolno. Większe wydatki gospodarstw domowych będą więc napędzane głównie przez realny wzrost płac. Jeżeli chodzi o kredytowanie firm, duże przedsiębiorstwa, zwłaszcza spółki córki zagranicznych podmiotów, mają dostęp do finansowania za granicą. Z kredytów bankowych korzystają więc głównie małe i średnie polskie firmy - ale również w ograniczonym zakresie, bo znaczna część z nich zgromadziła własne środki, z których się finansuje. Mówiąc inaczej: to nie dostęp do kredytów decyduje dziś o tym, czy nastąpi wzrost inwestycji, czy nie" - powiedział.

Jego zdaniem decydują o tym oczekiwania przedsiębiorstw co do koniunktury gospodarczej.

"Nastroje powoli się poprawiają, co będzie się przekładać na stopniowy wzrost inwestycji. Poza tym coraz więcej firm w znacznym stopniu wykorzystuje już obecne zdolności produkcyjne, w warunkach odbudowującego się popytu będzie to skłaniać do poszerzenia istniejącego parku maszynowego. Dopiero w warunkach widocznego ożywienia gospodarczego perspektywa taniego kredytu będzie nabierała znaczenia, szczególnie dla małych i średnich firm" - powiedział Raczko.(PAP)

jba/