Po mowie ostatniego obrońcy przed sądem swe wystąpienia wygłoszą oskarżeni. Później zapadnie wyrok. Nie wiadomo, czy sąd ogłosi go jeszcze tego samego dnia, czy też publikację wyznaczy na inny dzień. Proces toczy się ponad 6 lat, na ławie oskarżonych zasiada 17 mężczyzn, wśród nich b. dyrektor kopalni. Nie przyznają się do winy.
Katastrofa w Halembie była największą tragedią w polskim górnictwie od blisko 30 lat. Doszło do niej 21 listopada 2006 r. podczas likwidowania ściany wydobywczej 1030 m pod ziemią. Z powodu zaniechania profilaktyki przeciw zagrożeniom naturalnym, po zapaleniu i wybuchu metanu w wyrobisku wybuchł pył węglowy, czyniąc największe spustoszenie i zabijając większość ofiar tragedii. Do ciała ostatniej ofiary ratownicy dotarli po 38 godzinach akcji. 15 ofiar wybuchu to pracownicy zewnętrznej firmy Mard, która na zlecenie kopalni prowadziła prace likwidacyjne - mieli wydobyć wart miliony złotych sprzęt.
Prokuratura Okręgowa w Gliwicach zamknęła śledztwo w czerwcu 2008 r. Oskarżyła prawie 30 osób. Sprawa jednego z nich została wyłączona do odrębnego procesu, dziewięciu innych przyznało się do winy i dobrowolnie poddało karze. W lutym 2009 r. usłyszeli wyroki - od czterech miesięcy do dwóch lat więzienia w zawieszeniu i grzywny od 300 do 1500 zł. Byli oskarżeni m.in. o to, że w okresie przed katastrofą nie dopełniali obowiązków nie wyprowadzając załogi z zagrożonego rejonu czym sprowadzali zagrożenie dla górników, a także poświadczali nieprawdę w dokumentach.
Główny proces ruszył w listopadzie 2008 r. Sprawa była rozpoznawana na blisko 150 terminach rozpraw, na których przesłuchano 349 osób. Zgromadzono 66 tomów akt.
Przez kilka ostatnich rozpraw sąd wysłuchiwał wystąpień oskarżenia i obrony. Według prokuratora Wiesława Kużdżała wina oskarżonych nie budzi wątpliwości. Oskarżyciel zażądał 7 lat więzienia dla byłego dyrektora kopalni Kazimierza D. i 8 lat pozbawienia wolności – także bez zawieszenia - dla b. szefa działu w wentylacji w Halembie Marka Z. Chce też, by sąd na kilka lat zakazał im sprawowania funkcji związanych z bezpieczeństwem w górnictwie. Dla pozostałych 15 oskarżonych prokurator domaga się kar od pół roku do dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu. Chce ponadto, by sąd wymierzył im grzywny.
Wszyscy dotychczas występujący przed sądem obrońcy wnieśli o uniewinnienie swoich klientów. Ich zdaniem, w aktach sprawy brak jest wystarczających dowodów do skazania. Przekonywali, że oskarżeni działali w granicach prawa oraz że padli ofiarą pomówień i szukania dowodów na siłę. Adwokaci wyrażali też opinię, że oskarżeni stali się ofiarami walki z „układem”, kiedy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Zbigniew Ziobro.
Według prokuratury i nadzoru górniczego, kierujący kopalnią przyzwalali w niej na łamanie przepisów i zasad sztuki górniczej. Najpoważniejsze zarzuty ciążą na byłym głównym inżynierze wentylacji kopalni i kierowniku jej działu wentylacji Marku Z. Odpowiada on m.in. za sprowadzenie katastrofy, w której zginęli górnicy.
Najważniejszym w hierarchii górniczej oskarżonym w tej sprawie jest Kazimierz D. Prokuratura zarzuciła mu sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia górników, co skutkowało śmiercią 23 osób. Według śledczych, w listopadzie 2006 r. wiedział o przekroczeniu dopuszczalnych stężeń metanu w kopalni, tolerował też brak profilaktyki w zakresie zwalczania zagrożenia wybuchem pyłu węglowego i zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Mimo to zlekceważył alarmujące dane i nie nakazał przerwania prac. Jemu i Markowi Z. grozi do 12 lat więzienia.
Zarzuty stawiane pozostałym oskarżonym dotyczą m.in. sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy, narażenia górników na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu oraz niedopełnienia przepisów bezpieczeństwa i fałszowania dokumentów. O te przestępstwa podejrzani są zarówno pracownicy Halemby, jak i firmy Mard, która na zlecenie kopalni wykonywała prace pod ziemią.
Szefowi Mardu Marianowi D. prokuratura zarzuciła niedopełnienie obowiązków w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy oraz sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia górników w okresie poprzedzającym tragedię. W odrębnym procesie szef D. został skazany na rok i dwa miesiące więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę za poświadczenie nieprawdy w dokumentach przy przetargu na likwidację ściany w Halembie. Jak ustalili śledczy, przetarg był ustawiony w taki sposób, by prace tam prowadziła rudzka firma Mard.
W tym samym wątku została też skazana Ewa K. z firmy Góreks. Kobieta już w czasie śledztwa przyznała się do winy i poprosiła o wymierzenie kary bez procesu. W jeszcze innym procesie katowicki sąd skazał na rok więzienia w zawieszeniu byłego nadsztygara z Halemby Franciszka S. za składanie fałszywych zeznań.
Sprawę przetargów w Halembie badała też po katastrofie Najwyższa Izba Kontroli. Zdaniem kontrolerów, realizacja procedur przetargowych w kopalni mogła wskazywać na korupcję. Ustalenia NIK mówiły o ustawianiu przetargów, fałszowaniu dokumentów, sprzęcie zagrażającym bezpieczeństwu załogi i lekceważeniu zagrożeń w Halembie. Według NIK, przetargi w kopalni były źle przygotowywane i przeprowadzane. Lekceważono też zasady zatrudniania ludzi o odpowiednich kwalifikacjach. Okazało się np., że tylko dwaj spośród 15 górników firmy Mard, którzy zginęli w katastrofie, mieli kwalifikacje górnika-rabunkarza, niezbędne do likwidacji ściany wydobywczej. Ani jeden z nich nie miał uprawnień do obsługi obudów zmechanizowanych.
Niespełna trzy lata po katastrofie w Halembie w polskim górnictwie doszło do kolejnego wypadku. 18 września 2009 r. w kopalni Wujek-Śląsk zginęło 20 górników, a 37 zostało rannych. Wątek dotyczący samej katastrofy katowicka prokuratura umorzyła, nie dopatrując się związku pomiędzy zachowaniem człowieka, a zapaleniem się i wybuchem metanu. Dopatrzyła się jednak nieprawidłowości, do których dochodziło w kopalni przed katastrofą. Oskarżyła o nie 56 osób, zarzucając im m.in. sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia pracowników. (PAP)