Jak poinformowały we wtorkowym komunikacie władze spółki, spośród 511 pozyskanych w 2012 r. pracowników, 404 osoby pracują pod ziemią. W większości nowozatrudnieni są absolwentami szkół górniczych, a JSW jest dla nich pierwszym pracodawcą.

Sformułowany jeszcze w 2011 r. wstępny plan na cały 2012 r. przewiduje zatrudnienie w całej spółce ok. tysiąca osób. W ubiegłym roku do pracy w JSW przyjęto ogółem ponad 1,4 tys. nowych pracowników, zwiększając ogólne zatrudnienie – o ok. 200 osób.

Na koniec ub. roku zatrudnienie w spółce wynosiło 22 931 tys. osób (w tym 18,3 tys. pracowało pod ziemią). Według wtorkowego komunikatu na koniec czerwca 2012 r. wyniosło ono 22 765 osób (w tym 18,1 tys. pod ziemią). Przedstawiciele JSW zastrzegają, że spadek zatrudnienia wynika wyłącznie z przechodzenia pracowników na emerytury, w ostatnim czasie nie miały miejsca żadne zwolnienia.

Spółka akcentuje też, że jej pracownicy zarabiają najlepiej w branży. Średnie wynagrodzenie w JSW od stycznia do kwietnia 2012 r. wyniosło 7187 zł brutto. Oprócz łącznie 16 mln zł dodatkowych premii motywacyjnych i zadaniowych, wszyscy pracownicy otrzymali nagrodę z zysku w łącznej wysokości 130 mln zł oraz prawo do dywidendy z zysku za 2011 rok - z tytułu nieodpłatnie nabytych akcji.

W 2012 r. fundusz płac w JSW ma wzrosnąć o wartość inflacji. Od 2000 r. pensje w JSW wzrosły łącznie o ponad 125 proc., a w samym 2011 r. – o 10,7 proc., przy inflacji na poziomie 4,3 proc.

Mimo to, związkowcy domagają się wzrostu płac w tym roku o 7 proc. To – obok kwestii zasad zatrudniania nowych pracowników - jeden z postulatów, na tle których związki przygotowują na piątek strajk ostrzegawczy. Strajk ma polegać na dwugodzinnym powstrzymaniu się od pracy - na każdej z czterech zmian.

Związkowcy przyznają, że rozważali całodobowy strajk ostrzegawczy. Wybrali jednak inną formę – jak wskazywali „by ekonomiczne skutki protestu były jak najmniej dotkliwe dla akcjonariuszy i dla pracowników”. Podczas dwugodzinnych przerw w pracy przedstawiciele sztabu protestacyjno-strajkowego chcą przeprowadzić masówki.

Datę protestu związkowcy wybrali nieprzypadkowo - 6 lipca mija pierwsza rocznica wejścia JSW na giełdę. Wybierając ten dzień na protest, chcą dać do zrozumienia, że spółka „nie dotrzymuje słowa i porozumień zawartych 5 maja zeszłego roku".

W przeprowadzonym dwa tygodnie temu referendum strajkowym górnicy odpowiadali na pytania obejmujące kwestie będące przedmiotem dwóch zakończonych wcześniej fiaskiem sporów zbiorowych. Chodzi o uchwały zarządu spółki zmieniające wzór umów o pracę dla nowych pracowników oraz o to, że zarząd JSW odrzucił żądanie wzrostu płac w spółce o 7 proc.

Sprzeciw związków wywołują też plany nowego regulaminu pracy, który miałby wprowadzić sześciodniowy tydzień pracy kopalń, przy zachowaniu pięciodniowego tygodnia pracy górników. Wówczas sobota byłaby traktowana jak dzień powszedni.

Spółka powtarza, że dąży do uzależnienia wielkości podwyżek od efektów i wydajności pracy. „Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko liczyć na poczucie odpowiedzialności za przyszłość naszej spółki i bezpieczeństwo miejsc pracy wszystkich pracowników” - napisano w ubiegłotygodniowym komentarzu JSW. Jej przedstawiciele zapowiedzieli, że skutki zapowiadanych akcji strajkowych podsumują po ich zakończeniu.

W pierwszym kwartale br. firma przekroczyła plan wydobycia węgla o 246 tys. ton, a plany wykonania wyrobisk korytarzowych o blisko 1,7 km. Według zarządu spółki wyższa od zakładanej produkcja jest związana m.in. z właściwym doborem systemu premiowania. (PAP)

mtb/ je/