Na skutek tego błędu pociąg uderzył w samochód, ranna została jadąca nim kobieta. Dróżniczka, która przyznaje się do winy, tłumaczyła, że nie opuściła szlabanów, bo nie zdążyła wrócić z toalety.
O zamknięciu śledztwa w tej sprawie poinformował w poniedziałek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek. Akt oskarżenia Prokuratura Rejonowa Częstochowa-Północ skierowała do Sądu Rejonowego w Częstochowie.
Do wypadku doszło 31 maja ubiegłego roku. 50-letnia Krystyna C. pełniła wtedy obowiązki dróżniczki na przejeździe kolejowym w Częstochowie przy ul. Kiedrzyńskiej. Przed godz. 19 do przejazdu zbliżał się jadący od stacji Częstochowa-Główna pociąg pasażerski relacji Częstochowa-Łódź Kaliska.
"Pomimo przekazania jej informacji o przejeździe pociągu, dróżniczka nie zamknęła rogatek przejazdu. W wyniku tego doszło do zderzenia pociągu z przejeżdżającym przez przejazd samochodem marki renault laguna, który został odrzucony na pobocze" - powiedział prok. Ozimek. Na skutek wypadku kierująca samochodem 51-letnia kobieta doznała złamania żeber i odmy płucnej. Trafiła do szpitala.
Prokurator przedstawił Krystynie C. zarzut nieumyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, która zagrażała życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach i spowodowania wypadku drogowego. Krystyna C. przyznała się do winy. "Wyjaśniła, że nie zamknęła rogatek, gdyż przed przejazdem pociągu wyszła do toalety, myśląc, iż zdąży wrócić i zamknąć rogatki" - powiedział prok. Ozimek.
Krystyna C. została przez prokuratora zawieszona w wykonywaniu zawodu dróżnika kolejowego, została też oddana pod dozór policji. Kobieta nie była w przeszłości karana. Za zarzucane jej przestępstwo może grozić kara do trzech lat więzienia. (PAP)