W toku śledztwa prokuratorzy i biegli z zakresu pożarnictwa przeprowadzili m.in. oględziny pogorzeliska oraz pobrali próbki. "Badania nie wykazały obecności pozostałości po substancjach łatwopalnych" - powiedział PAP Ślepokura.
Analiza zapisów kamer monitoringu nie wykazała, że na miejscu były osoby, które mogły celowo spowodować pożar. "Najbardziej prawdopodobną przyczyną był stan awaryjny bliżej nieokreślonego urządzenia elektrycznego, który spowodował powstanie wysokiej temperatury. W wyniku tego zapaliły się znajdujące się w boksie palne materiały" - powiedział Ślepokura.
Decyzja o umorzeniu śledztwa nie jest prawomocna; pokrzywdzeni mogą złożyć zażalenie.
Zeszłoroczny pożar w Wólce Kosowskiej gasiło ponad 100 strażaków. Ogień objął około 5 tys. metrów kwadratowych obiektu, którego łączna powierzchnia to 10 tys. m kw. Spaliło się 2,5 tys. metrów kwadratowych.
W hali były głównie tekstylia, ale też sprzęt AGD. Udało się ocalić jej drugą część oddzieloną od pierwszej drzwiami przeciwpożarowymi. W toku śledztwa przesłuchano m.in. przedstawiciela firmy, do której należy budynek; wycenił on straty na około 10 mln zł.
Był to kolejny pożar hali w Wólce Kosowskiej w ostatnich latach. Do pożarów doszło tam już w 2009 (22 sierpnia) i w 2011 roku (10 maja), ale w innych budynkach.
W sierpniu 2009 roku z ogniem przez 17 godzin walczyły 42 jednostki straży pożarnej. Spłonęło około 100 boksów, a straty sięgnęły milionów zł. Podczas pożaru nikt nie został poszkodowany. W maju 2011 r. pożar zajął 10 tys. metrów kwadratowych. Z ogniem walczyły wówczas przez wiele godzin 34 jednostki straży pożarnej z Warszawy i okolicznych powiatów.
Śledztwa w sprawie obu pożarów prowadziła prokuratura w Piasecznie. Oba zostały umorzone z powodu braku wyczerpania znamion przestępstwa. Według biegłych przyczyną pożarów było zwarcie instalacji elektrycznej.