Jak przekazało Centrum Informacyjne Rządu, Ewa Kopacz rozmawiała z ratownikiem Piotrem Obłojem, który jako pierwszy dotarł na miejsce, w którym znajdowały się ciała zaginionych górników. Obłój jest zastępowym zastępu ratowników z ruchu Śląsk kopalni Wujek.
„Premier podziękowała za udział w ciężkiej akcji ratowniczej i wysiłek wkładany w zapewnienie bezpieczeństwa górnikom. Szefowa rządu wyraziła również wdzięczność, że ratownicy są zawsze na posterunku i można na nich liczyć w bardzo trudnych sytuacjach” - podało CIR.
Kopalniani ratownicy, którzy w poniedziałek wieczorem penetrowali teren wyrobiska nad ścianą, zobaczyli ciała dwóch górników ok. godz. 20.20. Nie byli jednak w stanie dotrzeć do poszukiwanych ze względu na zbyt trudne warunki, m.in. ciasne, osypujące się, zaciśnięte wyrobisko, temperaturę ponad 40 stopni, wilgotność 70-80 proc. i stałe zagrożenie metanowe.
Wobec tego, że wycofanie ciał górników drogą, którą dotarli do nich ratownicy, byłoby bardzo trudne, rano przedstawiciele Katowickiego Holdingu Węglowego, do którego należy kopalnia Wujek oraz sztabu akcji poinformowali o innym planie działań. Kombajn z chodnika ratunkowego, którym ratownicy dotarli w rejon ściany zostanie wycofany, aby wydrążyć nim z wcześniejszego miejsca tego wyrobiska nowy chodnik.
„Kombajn, który drążył chodnik ratowniczy jest wycofywany ok. 300 metrów; 10 metrów na północ od przecinki +4+ będzie drążył przecinkę ratowniczą, łączącą dowierzchnię centralną z dowierzchnią badawczą +1+. Mając świeże powietrze za sobą (lepsze warunki do oddychania i klimatu) ratownicy przejdą przez dziesięć metrów dowierzchni badawczej +1+ i dotrą do poszukiwanych” - uściślił przed południem sztab akcji.
Specjaliści przypomnieli również, że nie jest możliwe wykorzystanie drogi z pozoru najprostszej - udrożnienie przecinki "4", przez którą wcześniej przebito się przy drążeniu chodnika ratowniczego. Wypiętrzony spąg (podłoże wyrobiska - PAP) i zawał przy tamie uniemożliwiają skuteczne, szybkie udrożnienie tego przejścia.
Podczas porannego briefingu przed kopalnią kierownik jej działu elektromechanicznego Andrzej Szyja sygnalizował, że kombajn wydrąży jeszcze ok. 40 metrów nowego wyrobiska. Cała operacja związana z drążeniem przecinki ratowniczej i odcięciem rejonu ściany, które posłuży stabilizacji przewietrzania, powinna potrwać kilka dni. „Liczymy, że rozwiąże się to może około weekendu” - sygnalizował inż. Szyja.
Poszukujący górników ratownicy dotarli w okolice ściany w sobotę. Spenetrowali tam łącznie ok. 1150 metrów niezaciśniętych chodników. Według oceny sztabu akcji w momencie wstrząsu pracownicy przebywali najprawdopodobniej w pobliżu ściany. Zastęp ratowników z ruchu Śląsk kopalni Wujek znalazł ich ok. 330 metrów od miejsca, do którego kilka tygodni wcześniej wykonano z powierzchni odwiert.
Ratownicy poruszali się wówczas od strony ściany wydobywczej i tzw. chodnika badawczego „5a”. Poszukiwani znajdowali się mniej więcej w rejonie skrzyżowania przecinki „4” z dowierzchnią badawczą „1”. Znajdowali się na drodze do wyjścia, którą próbowali się wycofywać, jednak po wstrząsie wszystkie możliwe drogi były poodcinane. Ich ciała nie były przysypane. „Chcieli wyjść, niestety nie mogli” - mówił rano inż. Szyja.
Trwająca blisko dwa miesiące akcje była następstwem wstrząsu w tzw. ruchu Śląsk - części kopalni Wujek znajdującej się w Rudzie Śląskiej. Był on skutkiem odprężenia górotworu na głębokości ok. 1050 m. Z zagrożonego rejonu wycofano pracowników; dwóch przebywających w zagrożonym rejonie nie zgłosiło się.
Początkowo zmierzający po nich ratownicy przebijali się ręcznie przez rumowisko skalne i zniszczone części maszyn. Posuwali się bardzo wolno, zapadła więc decyzja o drążeniu kombajnem chodnikowym nowego chodnika ratowniczego w kierunku ściany wydobywczej "7”, jak również o wykonaniu pionowego odwiertu z powierzchni, aby szybciej sprawdzić niedostępny rejon.
Odwiert był gotowy 5 maja, po 12 dniach prac. Trafił w zaplanowane wcześniej miejsce ponad kilometr pod ziemią. Opuszczona kamera pokazała, że pod obudowami jest pusta przestrzeń, osuwisko, trochę zniszczeń, nie pokazała jednak ludzi. Przez odwiert opuszczono sprzęt łącznościowy i płyny. Próby nawiązania komunikacji z górnikami nie przyniosły rezultatu. Dodatkowo analizy pobieranego tam powietrza wskazywały zmniejszoną zawartość tlenu i zwiększone, zmienne stężenie metanu, powyżej granicy wybuchowości
W związku z brakiem jakiegokolwiek sygnału 13 maja ratownicy zakończyli nasłuch i wycofali sprzęt z odwiertu na powierzchnię. Cały czas kontynuowano drążenie kombajnem chodnika ratunkowego, który ostatecznie umożliwił dotarcie do częściowo drożnych wyrobisk w rejonie ściany wydobywczej. (PAP)

Więcej n aten temat w Serwisie BHP.