Polska uważa, że na tym etapie propozycje nie są jeszcze dostatecznie dopracowane. "Przyjęcie podejścia ogólnego jest przedwczesne. Projekt nie jest wystarczająco przygotowany, jest jeszcze wiele wątpliwości" - powiedział jeden z polskich dyplomatów w Brukseli.

Unijny system pozwoleń na emisję CO2 to jedno z głównych narzędzi, które mają pomóc UE ograniczyć emisję gazów cieplarnianych zgodnie z przyjętym przez wszystkie państwa członkowskie 40-proc. celem na 2030 r. Na początku lutego sprawą zajmował się Parlament Europejski, który przyjął część rozwiązań korzystnych z punktu widzenia naszego kraju. Jednak nie wszystkie poprawki postulowane przez polskich europosłów zyskały aprobatę.

Projekt kompromisu, który na spotkanie ministrów przygotowała prezydencja maltańska, przewiduje, że od 2021 r. liczba uprawień do emisji będzie spadała rocznie o 2,2 proc. Jeszcze na początku miesiąca sprawa ta nie była przesądzona, bo wiele krajów chciało ambitniejszego podejścia. Jednak po tym, gdy Parlament Europejski zdecydował 15 lutego, że należy zmniejszać liczbę certyfikatów właśnie w takim tempie, sprawa wydaje się praktycznie przesądzona.

Dla Polski to bardzo ważne, gdyż szybsze tempo redukcji liczby uprawień do emisji spowodowałoby wyższe koszty dla naszego przemysłu i opartej na węglu energetyki. Przedstawiciele branży przewidywali przed głosowaniami w PE, że niekorzystne rozwiązania, jakie forsowała część europosłów, mogą doprowadzić do wzrostu cen energii elektrycznej w naszym kraju nawet o 20 proc.

"Dyskusja w Radzie we wtorek będzie prowadzona z uwzględnieniem kontekstu głosowania w PE" - powiedział dziennikarzom pragnący zachować anonimowość przedstawiciel maltańskiej prezydencji. "Będziemy się starali odzwierciedlić, tak jak to możliwe, to co się stało w Parlamencie Europejskim" - dodał.

Celem prezydencji jest rozpoczęcie negocjacji między państwami członkowskimi, PE i KE tak szybko, jak to możliwe. Maltańczycy chcieliby wypracować ostateczny kształt przepisów jeszcze w trakcie swojego przewodnictwa, czyli do końca czerwca.

Tekst prezydencji przewiduje, że tak jak do tej pory 57 proc. uprawień dostępnych na rynku powinno być dostępnych na aukcjach (reszta ma być przydzielana najbardziej energochłonnym branżom, by nie wyprowadziły produkcji poza UE). Polsce - jak powiedział jeden z naszych dyplomatów w Brukseli - zależy na tym, by liczba ta nie została zmieniona.

Prawo ochrony środowiska. Komentarz
Krzysztof Gruszecki
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł



Projekt, nad którym będą pracowali ministrowie, przewiduje - zgodnie z propozycją KE - fundusz dla najbiedniejszych krajów UE, które z dochodów pochodzących ze sprzedaży 10 proc. uprawnień mają modernizować swój system energetyczny. Dla Polski trafi największa cześć z tych środków.

Z punktu widzenia naszego kraju dobrym zapisem jest to, że zarządzaniem funduszem będą się zajmowały państwa, które z niego będą korzystać. PE miał w tej sprawie inną propozycję, oddając częściowo zarządzanie Europejskiemu Bankowi Inwestycyjnemu. To z kolei wywoływało obawy, że z ogromnych środków, jakie będą w funduszu, nie będą mogły korzystać projekty, które będą w jakimkolwiek stopniu powiązane z węglem. Jeśli państwa członkowskie poprą propozycje Maltańczyków, perspektywa ta się oddali.

"Im większa decyzyjność państw członkowskich w zarzadzaniu funduszem, tym lepiej" - podkreślił polski dyplomata.

Przedstawiciele naszego kraju nie są zadowoleni z konstrukcji kryteriów (benchmarków), od których będzie zależało, ile dana firma będzie mogła dostać darmowych pozwoleń na emisję. W koncepcji KE benchmarki określają standardową wydajność w danym sektorze i pokazują, ile trzeba wyemitować CO2, żeby wyprodukować np. tonę stali. 100 proc. darmowych pozwoleń na emisje dostaną tylko te firmy, których wydajność będzie zgodna z ustalonym benchmarkiem.

Polska obawia się, że źle ustawione benchmarki doprowadzą do spadku produkcji przemysłowej, bo firmom bardziej będzie się opłacała strategia mniejszej produkcji niż duże inwestycje w poprawę technologii.

System ETS pokrywa 11 tys. energochłonnych instalacji w państwach Wspólnoty. Obejmuje 45 proc. emisji gazów cieplarnianych w UE.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)