Od początku roku w Poznaniu za najtańszy bilet normalny (15-minutowy) zamiast 2,60 zł pasażerowie płacą 2,80 zł. Decyzję o podwyżce poznańscy radni podjęli, odrzucając w grudniu obywatelski projekt uchwały w sprawie zamrożenia podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej. Pod projektem podpisało się ponad 16 tys. osób.

„Odrzucony przez radnych obywatelski projekt uchwały był pierwszą taką inicjatywą w Poznaniu. Nasz protest ma podgrzać atmosferę niezadowolenia widoczną wśród mieszkańców. Ich coraz mniej stać na przejazdy środkami komunikacji miejskiej” – powiedział w imieniu organizatorów protestu Szczepan Kopyt z Federacji Anarchistycznej.

„Warto zastanowić się, czy nie iść tropem niektórych miast europejskich, które rezygnują z odpłatności za komunikację miejską. Paradoksalnie wpływy do kasy miasta wzrosną – mniej trzeba będzie płacić np. za naprawę dróg” – powiedział Patryk Kosela z WZZ "Sierpień 80". Związkowcy wsparli poznańską akcję.

Uczestnicy protestu mieli ze sobą transparenty z napisami „Kasuj władzę nie bilety” i „Nie będziemy płacić za wasz kryzys”. Transparenty wywiesili przez okna tramwajów, którym przejechali przez miasto.

„Protestujący mają rację - czasem potrzebne są środki radykalne, bo problem niewątpliwie istnieje. Drastyczne podwyżki cen biletów zniechęcają pasażerów do podróży komunikacją miejską” – powiedział radny Szymon Szynkowski vel Sęk (PiS), który pojawił się na rozpoczęciu protestu.

Na jazdę na gapę zdecydowało się kilkadziesiąt osób. W trakcie przejazdu przez miasto jego organizatorzy tłumaczyli przez megafony innym pasażerom powody protestu. Jak powiedział Kopyt, w tramwajach, którymi przemieszczali się protestujący nie prowadzono kontroli biletów.