Sędzia PKW Stanisław Kosmal poinformował w czwartek wieczorem, że do komisarzy wyborczych spłynęło już 98 proc. protokołów ze wszystkich komisji terytorialnych. Prace zakończyli komisarze z województw opolskiego i kujawsko-pomorskiego. Jego zdaniem pozostali dokończą pracę przez noc z czwartku na piątek, co pozwoli na ogłoszenie oficjalnych wyników wyborów samorządowych w piątek.

Wspólne stanowisko w sprawie wyborów samorządowych zajęli prezesi Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, Naczelnego Sądu Administracyjnego (jako wskazujący kandydatów na członków Państwowej Komisji Wyborczej) i Krajowej Rady Sądownictwa (organu stojącego na straży niezawisłości sędziowskiej). Ocenili, że nie ma zagrożenia dla uczciwości przebiegu wyborów, w tym rzetelnego policzenia każdego oddanego głosu, a "tworzenie atmosfery histerii służy anarchizowaniu państwa".

Prezesi zaapelowali też do wszystkich środowisk o "odpowiedzialność oraz pozwolenie organom wyborczym, w tym PKW, na spokojne dokończenie pracy". Wyrazili ponadto "głębokie zaniepokojenie atmosferą wytworzoną wokół członków PKW".

O udział w zaplanowanej na 30 listopada II turze wyborów samorządowych zaapelował prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jednocześnie ocenił, że wybory powinny być powtórzone, bez względu na ich ostateczny wynik ogłoszony przez PKW.

Zdaniem Kaczyńskiego możliwe jest szybkie uchwalenie ustawy skracającej kadencję samorządów wybranych 16 listopada i przeprowadzenie nowych wyborów. Poinformował, że stosowny projekt ustawy zostanie złożony najprawdopodobniej na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak ocenił z kolei, że do dymisji powinni podać się wszyscy sędziowie PKW. Według niego nowe wybory powinny odbyć się po przyjęciu projektu zmian ordynacji wyborczej autorstwa PiS, złożonego w Sejmie. Zakłada on m.in. wprowadzenie przezroczystych urn i internetowych kamer w komisjach wyborczych.

Zdaniem konstytucjonalistów ustawowe skrócenie kadencji władz samorządowych może jednak budzić wątpliwości konstytucyjne, m.in. dlatego, że przyjęcie ustawy o skróceniu kadencji samorządów oznaczałoby uznanie ważności listopadowych wyborów. Podkreślają też, że o ważności wyborów decyduje sąd, a nie ustawodawca, więc skrócenie kadencji władz samorządowych na drodze ustawowej stwarzałoby alternatywną drogę rozstrzygania o wyborach, prowadzącą do przekreślenia ich rezultatu.

Do sytuacji odniósł się także minister administracji i cyfryzacji Andrzej Halicki. Ocenił on, że PKW źle zorganizowała swoją pracę. "Nie trzeba być geniuszem organizacyjnym, żeby wiedzieć, że jeśli organizuje się tak skomplikowaną rzecz, jak wybory samorządowe, czyli najtrudniejsze z wyborów, to raczej się nie eksperymentuje z systemem informatycznym" - powiedział.

Z kolei minister sprawiedliwości i wiceszef PO Cezarego Grabarczyka zapowiedział, że Platforma nie poprze żadnej inicjatywy zmierzającej do skrócenia kadencji nowo wybranych władz samorządowych. Ocenił, że inicjatywa taka to psucie państwa. "Kadencyjność w demokratycznym państwie prawnym jest jedną z fundamentalnych gwarancji i powinna być przez wszystkich szanowana i respektowana" - podkreślił w rozmowie z PAP.

Pomysł powtórzenia wyborów skomentował sekretarz PO Andrzej Biernat. Jego zdaniem politycy "nie mają nic" do sposobu przeprowadzenia wyborów i oceniania ich jakości, bo od tego jest niezawisły sąd i on podejmuje decyzję, czy wybory zostały przeprowadzone w sposób należyty. Zaznaczył, że w składzie PKW i Krajowego Biura Wyborczego są sędziowie z wielkim doświadczeniem, którzy "mają legalizm we krwi". "Politykom wara od oceny wyniku wyborów. Niech się zajmie tym niezawisły sąd" - mówił.

Wieczorem przed siedzibą komisji odbył się protest pod hasłem "Stop manipulacjom wyborczym" z udziałem m.in. działaczy Ruchu Narodowego i Kongresu Nowej Prawicy oraz stowarzyszenia Solidarni 2010. Część protestujących weszła do środka budynku, do sali konferencyjnej PKW, żądając natychmiastowej dymisji członków PKW. Przedstawiciel PKW zaprosił na rozmowę delegację protestu, ci jednak oświadczyli, że będą rozmawiać wyłącznie w obecności mediów. Po pewnym czasie część przebywających w budynku podeszła do zamkniętych drzwi wejściowych, by wpuścić do środka kolejnych protestujących. Drzwi zdemontowano, do środka weszło kilkanaście kolejnych osób. (PAP)