Według szefa Krajowego Biura Wyborczego Kazimierza Czaplickiego, limit wydatków na kampanię dla komitetu, który zarejestruje kandydatów w wyborach do wszystkich rad oraz kandydatów na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, wyniesie ok. 18-20 mln zł.

Przedstawiciele największych partii, które zamierzają startować w wyborach samorządowych, niechętnie dzielą się informacjami, ile będzie kosztowała ich kampania. Zapewniają jednak, że będą oszczędni.

Szef sztabu samorządowego PO Robert Tyszkiewicz powiedział PAP, że kampania Platformy zostanie - zgodnie z ordynacją wyborczą - sfinansowania z wpłat kandydatów i sympatyków oraz ze środków zgromadzonych na partyjnym koncie. PO nie planuje zaciągać żadnych kredytów. "Możemy przeznaczyć tyle, ile będziemy mieli limitu po zarejestrowaniu list, bo limit ten jest sumą limitów wszystkich kandydatów. Do 15 września mamy czas na zatwierdzenie list, następnie będziemy rejestrować kandydatów i dopiero po tym będziemy wiedzieli, jaki mamy budżet na kampanię" - zaznaczył Tyszkiewicz.

Skromną kampanię zapowiada SLD. "Nie mamy tego problemu, jak dysponować środkami na kampanię samorządową, bo ich w zasadzie nie mamy. Pieniądze z subwencji są tak niewielkie, że wystarczają jedynie na prowadzenie biur. Dlatego nasi kandydaci korzystają głównie z własnych zasobów, oczywiście w ramach przewidzianych prawem" - powiedział PAP rzecznik SLD Dariusz Joński. Według niego lepiej jest wyprodukować mniej billboardów czy reklamówek, za to postawić na bezpośrednie spotkania w regionie. "Tak właśnie zrobimy" - zapewnił.

Także PiS chce przeprowadzić oszczędną kampanię. "W następnym roku są wybory prezydenckie i parlamentarne. Dlatego wybory samorządowe będą musiały być oszczędne. Będą opierały się o wpłaty indywidualne kandydatów w ramach obowiązujących limitów" - powiedział PAP Joachim Brudziński z tej partii.

Szef sztabu wyborczego PSL Krzysztof Hetman podkreślił w rozmowie z PAP, że ludowcy różnią się od innych partii oszczędnym gospodarowaniem pieniędzmi w kampaniach wyborczych. "Na ogólną kampanię, którą będziemy prowadzić z poziomu centralnego, wydamy w granicach 500-600 tys. zł" - zapowiedział. Europoseł zaznaczył, że wbrew powszechnej opinii nie pieniądze decydują o sukcesie w wyborach, zwłaszcza w kampanii samorządowej, w której najważniejszy jest bezpośredni kontakt z wyborcami. "W wyborach do parlamentu i Parlamentu Europejskiego wyborcy głosują na szyld (partyjny), a w wyborach samorządowych na konkretne nazwiska" - wyjaśnił. "Tych nazwisk z poziomu centralnego nie jesteśmy w stanie pokazać w każdej gminie i każdym powiecie. Tam się głosuje na konkretnego człowieka, na sąsiada, którego się zna" - dodał.

Janusz Palikot, pytany przez PAP, ile Twój Ruch zamierza wydać na kampanię w wyborach samorządowych, odparł: "Całą naszą inteligencję". "A pieniędzy trochę mniej, ponieważ wydaliśmy bardzo dużo na Parlament Europejski" - dodał. Palikot powiedział też, że Twój Ruch będzie oszczędzał w związku ze zbliżającymi się przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. (PAP)