Prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski uczestniczył w Sejmie w posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt.

Kontrola dotyczącą zapobiegania bezdomności zwierząt ma pokazać, czy działania podejmowane w tym obszarze są skuteczne. Obejmuje ona, jak przekazał Kwiatkowski, 13 gmin, 9 powiatowych inspektoratów weterynaryjnych oraz kilkanaście schronisk.

Szef NIK podał, że w ramach kontroli inspektorzy zweryfikują nie tylko, czy gminy mają podpisane wymagane umowy, ale także same umowy - co jest w nich zapisane i jak gminy sprawdzają ich wykonanie, np. czy pracownicy odwiedzają schroniska; sprawdzane ma być też, jak realizowane są umowy adopcyjne.

Odnosząc się do sygnałów o trudnościach w przeprowadzaniu kontroli w schroniskach, szef NIK wskazał, że każda instytucja, która uniemożliwi przeprowadzenie czynności kontrolnych przez NIK tam, gdzie w grę wchodzą środki publiczne – a tak jest w przypadku schronisk i pieniędzy wydawanych przez samorządy - podlega karze z karą pozbawienia wolności do lat trzech włącznie.

Prezes Izby poinformował, że badana będzie m.in. prawidłowość decyzji wydawanych przez powiatowych inspektorów weterynarii. W schroniskach kontrolowane mają być m.in. warunki, w jakich przebywają zwierzęta.

Kwiatkowski przekazał, że NIK rozpoczęła serię spotkań z samorządowcami, by przekonywać ich do tego, że jeżeli wszystkie samorządy zaangażowałyby się w program, w ramach którego gminy zaczęłyby finansować nie tylko umowy z hyclami, ale także programy związane z kastracją, sterylizacją i chipowaniem, to nakłady na opiekę nad zwierzętami w perspektywie kilku lat uległyby ograniczeniu.

Szaf NIK zapowiedział też, że oprócz trwającej już kontroli Izba planuje w tym roku także dwie kolejne - dotyczące wykorzystania zwierząt w badaniach naukowych oraz nadzoru nad transportem i ubojem zwierząt gospodarczych.
NIK przed dwoma laty przedstawiła raport poświęcony ochronie bezdomnych zwierząt. Z raportu wynikało, że samorządy zainteresowane były głównie wyłapywaniem bezdomnych psów i kotów, jednak bez zapewnienia im miejsc w schroniskach, bo na to brakowało już pieniędzy. Otwierało to drogę do tzw. adopcji donikąd, za którą kryło się uśmiercanie zwierząt albo umieszczanie ich w miejscach, w których przeżyć nie mogły.(PAP)