ONR otrzymał od placówki podziękowanie na piśmie, czym pochwalił się na Twitterze. Organizacja poinformowała też tam, że w Mikołajki do białostockiej placówki opiekuńczo-wychowawczej im. dr Ireny Białówny jej działacze zanieśli ok. 100 kg słodyczy.

Przedstawiciele ONR mówili w mediach, że to ich cykliczna akcja i że starają się jak najczęściej wspierać placówki opiekuńczo-wychowawcze.

Dyrekcja placówki wyjaśniała, że dziękuje w takiej formie wszystkim darczyńcom. Po negatywnej reakcji władz miasta, wicedyrektorka placówki, która pod pisemnym podziękowaniem za prezent podpisała się, zrezygnowała jednak ze stanowiska.

Z wniosku jednego z radnych PiS, sprawa tej dymisji znalazła się w porządku poniedziałkowej sesji Rady Miasta Białystok. Zastępca prezydenta miasta Zbigniew Nikitorowicz mówił, że "nikt nie został zwolniony"; wicedyrektor zrezygnowała z tego stanowiska i dalej w placówce pracuje.

Mówił, że reakcja władz wyrażała "zaniepokojenie i oburzenie" tym, że ONR "po raz kolejny bierze mieszkańców Białegostoku jako zakładników swojej działalności politycznej". "Działalności, która tak a nie inaczej jest oceniana również przez prominentnych przedstawicieli rządu PiS" - mówił Nikitorowicz (PO).

Cytował wypowiedź wiceminister kultury Magdaleny Gawin, która w ubiegłym tygodniu, podczas seminarium w Warszawie na temat zjawiska antysemityzmu w Polsce odniosła się m.in. do Marszu Niepodległości z 11 listopada i poruszyła wątek działalności ONR.

Nikitorowicz mówił, że ONR używa działalności charytatywnej "jako tarczy do działalności politycznej, do promowania swojej organizacji w wymiarze politycznym".

Przypomniał ubiegłoroczny marsz ONR w Białymstoku, który - w związku ze wznoszonymi wtedy hasłami (prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa - PAP) - odbił się szerokim echem w kraju. Określił ONR jako organizację "skrajną, radykalną", która "wprost nawiązuje do przedwojennego polskiego faszyzmu".

Nikitorowicz mówił, że jeśli organizacja chce pomagać, to niech to robi "w chrześcijańskiej pokorze i ciszy". Uważa on, że ONR pomoc placówce miejskiej wykorzystał do promowania swojej organizacji politycznej.

Po tych wyjaśnieniach radni przez kilkadziesiąt minut spierali się, kto wywołał medialne zamieszanie w tej sprawie oraz czy placówka miejska powinna była przyjąć słodycze i za nie dziękować; odnosili się też do działalności samego ONR.

Radny Marek Chojnowski (PiS), który wnioskował by sprawa stanęła na sesji uważa, że prezydent miasta Tadeusz Truskolaski wykorzystuje urząd "do wojny ze stowarzyszeniem ONR". "To bitwa, wojna medialna, która dotyka wszystkich mieszkańców Białegostoku" - mówił Chojnowski.

Pytał, czy rezygnacja wicedyrektorki związana była z pisemnym podziękowaniem przekazanym ONR.

Kilku radnych podkreślało, że działalność charytatywna powinna odbywać się bez wychwalania się tym w mediach. Ale padły też słowa o dyskryminacji za poglądy. "Demokracja to także uznawanie ONR-u, bo jest legalnie działającą organizacją, a jak ktoś mówi, że robi źle, to niech pierwszy wystąpi do sądu o jej likwidację" - mówił inny radny PiS Piotr Jankowski.(PAP)