O zastosowaniu aresztu poinformował PAP rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania. Przypomniał, że śledczy skierowali wniosek o aresztowanie Grzegorza W. z uwagi na obawę ukrywania się i ponownego popełnienia przez niego przestępstwa.
Według prokuratury mężczyzna nie ma stałego miejsca pobytu, a w ostatnim czasie mieszkał w samochodzie. Śledczy wzięli też pod uwagę treść jego wyjaśnień, zachowanie już po czasie skierowania gróźb, a zwłaszcza okoliczności, w jakich w piątek został zatrzymany.
Policja zatrzymała go w biurze posła PiS Jana Tomaszewskiego przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi. Mężczyzna twierdził, że chce się spotkać z posłem, ale ponieważ go nie było, zdenerwował się. Jego zachowanie zaniepokoiło pracownicę biura, która poprosiła go, aby przeszedł do poczekalni. Kobieta zamknęła się w pokoju i powiadomiła policję.
Policjanci wylegitymowali mężczyznę i widząc jego zachowanie wezwali pogotowie ratunkowe. Przy mężczyźnie znaleziono pistolet pneumatyczny na kulki. Po konsultacji lekarskiej został zatrzymany w policyjnym areszcie. Według dotychczasowych ustaleń mężczyzna nie był agresywny. Zdaniem śledczych dotąd zebrane dowody - w tym przesłuchania posła i świadków - nie dały podstaw do przedstawienia mu zarzutów w związku z tą sprawą.
Mężczyzna został jednak rozpoznany przez troje świadków, jako ten, który kilka tygodni temu groził śmiercią prezydent Łodzi. Według lokalnych mediów 24 maja do redakcji łódzkiej "Gazety Wyborczej" przyszedł starszy mężczyzna, który groził, że chce zabić prezydent Łodzi. Twierdził, że przyczyniła się ona do upadku jego firmy. Mężczyzna miał mieć przy sobie tasak.
Przez kilka tygodni prezydent Łodzi miała przydzieloną policyjną ochronę. Sprawy nie komentowała ani policja, ani łódzki magistrat.
Grzegorz W. usłyszał w sobotę zarzut kierowania gróźb karalnych wobec prezydent Łodzi. W niedzielę został przesłuchany w śródmiejskiej prokuraturze. Nie przyznał się do przedstawionego zarzutu, ale złożył wyjaśnienia. Podejrzany potwierdził fakt, że był w redakcji "Gazety Wyborczej", ale zaprzeczył, żeby kierował groźby wobec prezydent Łodzi. Został przebadany przez biegłych psychiatrów. Biegli stwierdzili jednak, że nie są w stanie wypowiedzieć się co do jego poczytalności; ich zdaniem konieczne jest poddanie go obserwacji sądowo-psychiatrycznej.
Grzegorz W. to łodzianin; jest bezrobotny. Za zarzucane przestępstwo grozi mu kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat dwóch. (PAP)