PO chce zapisać w art. 256 kodeksu karnego, że "kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań (...) podlega karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch". Obecnie przepisy stanowią, że karane jest nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość.

Jak tłumaczył w imieniu wnioskodawców Mariusz Witczak (PO), celem projektu jest poprawienie standardów ochrony przed dyskryminacją i poszerzenie katalogu cech prawnie chronionych. Podkreślił, że nie jest to rewolucja, jeśli chodzi o sposób myślenia, a jedynie rozszerzenie ochrony na kolejne grupy.

Wyjaśnił, że termin „naturalne lub nabyte cechy osobiste” rozumiany ma być szeroko – m.in. w kategoriach płci, orientacji seksualnej, niepełnosprawności – i każdorazowo będzie musiał być doprecyzowywany przez sąd.

Jerzy Kozdroń (PO) powiedział, że projekt jest odpowiedzią na „fatalne projekty zgłoszone wcześniej” (chodzi o projekty SLD i Ruchu Palikota). „Nie twierdzę, że to projekt doskonały, ale wierzę, że można go racjonalnie poprawić” - powiedział.

Odrzucenia projektu w pierwszym czytaniu chce PiS. W opinii Krystyny Pawłowicz jest on niezgodny z konstytucją. „Proponowana zmiana ma charakter czysto ideologiczny. Do projektu +wrzucono+ nienawiść wobec odmienności politycznej, społecznej. Wprowadza on karalność za niejasno określone przewinienia – przepisy mają wyraźnie definiować, za co mogę być ukarana; w projekcie brak jest jakichkolwiek definicji. Pogląd na świat, na system polityczny, będzie podstawą do sankcji. Obala konstytucyjne gwarancje wolności słowa. (…) Bójmy się sytuacji, gdy każdy sędzia sam będzie interpretował, za co mamy być ukarani” – mówiła Pawłowicz.

Również w opinii Beaty Kempy (SP) projekt jest niezgodny z konstytucją. „Mowa nienawiści zamieni się w piekło nienawiści w polskich sądach. Projekt zmiany jest wbrew art. 45 konstytucji. (…) Ten projekt jest wbrew tolerancji” - powiedziała.

Projekt skrytykował także Robert Biedroń (RP). „Zmiany są kompletnie nieprzemyślane. Projektodawcy udają, że nie widzą tych grup, które najbardziej narażone są na dyskryminację, nie chcą wyraźnie ich zdefiniować, rozmywają ich znaczenie. (…) Próbujecie wprowadzić bardzo ryzykowne pojęcie (naturalna lub nabyta cecha osobista-PAP) do polskiego prawa. Obywatele nie zrozumieją, za co mogą być ukarani” - przekonywał.

Przypomniał, że w Sejmie są już dwa projekty SLD i RP, które uwzględniają stanowiska organizacji pozarządowych, ONZ, OBWE. „Apeluję do kolegów z PO, aby stworzyli dobry projekt. Ten nie nadaje się do dalszego procedowania” – ocenił Biedroń.

Dalszych prac nad projektem chce SLD. „Mimo, że przepisy nie są jednoznaczne, nie można ucinać tego tematu. Zastrzeżenia do projektu są, ale my jako rozumna opozycja chcemy nad nim pracować. SLD poprze projekt” – zapowiedziała Małgorzata Sekuła–Szmajdzińska (SLD).

„Mowa nienawiści jest problemem obecnym wszędzie, niestety też w polityce, czego spektakularne przykłady mieliśmy w ostatnich tygodniach. Posługują się nią osoby, które podają się za przedstawicieli elity, również akademickiej, i które są zobowiązane do wykazywania się nieprzeciętną kulturą osobistą” - dodała.

Za dalszymi pracami opowiedziało się również PSL. Franciszek Stefaniuk wyraził jednak obawę, że projekt w obecnym kształcie może doprowadzić do tego, że nie będzie sądów niezawisłych, ale uznaniowe – w zależności od tego, jakie poglądy będzie miał sędzia.

O tym, czy projekt zostanie odrzucony, czy trafi do dalszych prac w komisji, posłowie zdecydują w głosowaniu.

Czytaj także:
Organizacje krytykują projekt ws. mowy nienawiści