Jak powiedziała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Świdnicy Agnieszka Połyniak, w procesie apelacyjnym sąd uznał, że Jan S. jest winny usiłowania zabicia psa ze szczególnym okrucieństwem. „Sąd utrzymał w mocy wyrok pierwszej instancji skazujący oskarżonego na karę sześciu miesięcy bezwzględnego więzienia, nakaz wpłaty 2,5 tys. zł nawiązki na bezdomne zwierzęta oraz zakaz posiadania zwierząt przez pięć lat” - powiedziała sędzia.

W tej sprawie na ławie oskarżonych zasiadła również właścicielka skatowanego psa – Krystyna B. W pierwszej instancji sąd uznał ją winną podżegania do zabicia zwierzęcia i skazał na cztery miesiące bezwzględnego więzienia. Sąd apelacyjny uchylił ten wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. Uznał, że w przypadku właścicielki psa powinna zostać zmieniona kwalifikacja czynu, z podżegania na próbę zabicia psa ze szczególnym okrucieństwem.

„Sąd drugiej instancji nie zakwestionował winy Krystyny B. Uznał że wyrok jest niesprawiedliwy, ponieważ oskarżona nie tylko namawiała do zabicia psa, ale również brała udział w próbie zabicia zwierzęcia. Przyprowadziła psa na łańcuchu w miejsce kaźni i dostarczyła Janowi S. narzędzie, którym pies był bity” - mówiła sędzia.

W lutym 2013 r. anonimowi mieszkańcy Bukowa w gminie Żarów (Dolnośląskie) powiadomili Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami we Wrocławiu, że na polnej drodze koło wsi znaleźli rannego psa, który był w zawiązanym worku. Miał pogruchotaną czaszkę, złamania i rany. Operacje i długie leczenie uratowało mu życie.

Inspektorzy TOZ ustalili, co przed sądem potwierdził oskarżony Jan S., że współoskarżona Krystyna B. miała - za butelkę wódki - nakłonić sąsiada do zabicia psa.

Mężczyzna przyznał się do zarzutu i chciał dobrowolnie poddać się karze więzienia w zawieszeniu. Zeznania Krystyny B. były niespójne - najpierw zaprzeczała, że to jej pies, potem oświadczyła, iż oddała go Janowi S.(PAP)