To administracja Obamy zwróciła się do Sądu Najwyższego, by potwierdził legalność jego dekretów imigracyjnych, gdy sąd federalny w Nowym Orleanie podtrzymał w listopadzie wcześniejszy werdykt sądu niższej instancji odrzucający imigracyjny plan prezydenta Obamy.

Prezydent zareagował na czwartkową decyzję sądu mówiąc: "Ten impas oddala nas od szans na bycie takim krajem, jaki chcielibyśmy być".

Ogłoszone w listopadzie 2014 roku dwa dekrety prezydenta Obamy przewidywały, że o prawną ochronę przed deportacją z USA może się ubiegać do pięciu mln z szacowanych na 11 mln nielegalnych imigrantów w USA. Na dekretach miały skorzystać między innymi osoby przywiezione do USA nielegalnie jako dzieci, a także rodzice, mieszkający przynajmniej od pięciu lat w USA - również nielegalnie - których dzieci urodziły się już w Stanach Zjednoczonych, a więc mają one amerykańskie obywatelstwo.

Plan imigracyjny Obamy był ostro krytykowany przez Republikanów, którzy nazywali go amnestią dla nielegalnych imigrantów. Koalicja 26 stanów, głównie bardzo konserwatywnych z południa kraju, złożyła w sądach pozwy przeciwko dekretom, argumentując, że Obama naruszył zapisy konstytucji USA, które ograniczają zakres uprawnień prezydenckich. Przekonywali też, że dekrety wymuszają na stanach znaczne inwestycje, np. w obszarze edukacji czy zdrowia.

Szacuje się, że w USA mieszka obecnie 11,2 mln nielegalnych imigrantów (3,5 proc. całej populacji USA). Na dekrecie Obamy mieli skorzystać przede wszystkim Latynosi, zwłaszcza z Meksyku, stanowiący największą grupę nielegalnych imigrantów w USA (5,8 mln), ale także spora grupa Polaków. Jak szacował w ubiegłym roku dr Thaddeus Radzilowski, badacz Polonii w USA kierujący Instytutem Piast, z prawnej ochrony przed deportacją mogłoby skorzystać w myśl planu Obamy około 40 tys. Polaków, czyli mniej więcej połowa tych, którzy w Stanach Zjednoczonych przebywają nielegalnie. (PAP)