O wszczęciu postępowania w tej sprawie przez Prokuraturą Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz poinformowała w piątek rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, Grażyna Wawryniuk.

"Przechodząca obok budynku sądu osoba zauważyła, że po protestach, z jednego z pozostawionych zniczy poszedł ogień na elewację. Zawiadomiła o tym policję. Świadek złożył też zeznania" - dodała rzeczniczka prokuratury.

Wyjaśniła, że chodzi o czyn nieumyślny dotyczący jednego z przepisów ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Grozi za to kara grzywny, ograniczenia wolności bądź więzienia do lat dwóch.

Michał Szulc z pomorskiego Komitetu Obrony Demokracji, które organizowało kilkudniowe wiece "Łańcuch światła" przed gdańskim sądem powiedział PAP, że nie wiem, czego dokładnie dotyczy postępowanie, bo o całej sprawie dowiedział się z mediów.

Wyjaśnił, że już w trakcie manifestacji, kiedy odkryte zostało uszkodzenie fasady budynku, działacze KOD skontaktowali się z osobami odpowiedzialnym za administrację w sądzie i deklarowali chęć pokrycia strat. Na jednym w wieców zorganizowano nawet na ten cel specjalną zbiórkę pieniędzy wśród uczestników zgromadzenia. "Z mojej wiedzy wynika, że koszty naprawy szkody mają zostać pokryte jednak z ubezpieczenia, które posiada sąd" - dodał.

"Nie unikaliśmy odpowiedzialności w tej sprawie. Jestem zaskoczony, że osmolenie fragmentu drzwi do sądu jest tak wysokie (ok. 2,5 metra - PAP), tym bardziej, że staraliśmy się utrzymać porządek i świeczki stały mniej więcej metr od muru na folii aluminiowej. Za każdym razem na zakończenie manifestacji pytałem też policję czy mamy świeczki zostawić na miejscu. Najczęściej odpowiedź z ich strony brzmiała, że mogą zostać" - wyjaśnił działacz KOD.

Szulc dodał, że kontaktował się także z konserwatorem zabytków, aby ustalić, czy pomorski KOD może pomóc w oczyszczeniu elewacji i niezbędnych naprawach.(PAP)