Wiceminister przedstawiła dane, z których wynika, że w Polsce w szkołach branżowych i technikach uczy się 58 proc. młodych ludzi. – 15 proc. tej młodzieży jest w szkołach branżowych i zawodowych, reszta w technikach. Widać, że Polacy dla swoich dzieci wybierają kształcenie średnie techniczne. Te 58 proc. to więcej niż w Niemczech – zauważyła.

Machałek zaznaczyła jednak, że ponad 30 proc. absolwentów techników jest bezrobotnych, a absolwentów szkół branżowych i zawodowych około 40 proc. – Widać zatem, że to nie działa, szkoła zawodowa nie może istnieć w obecnym kształcie, bo będziemy wyrzucać pieniądze w błoto. Ważniejsze od zwiększenia liczby osób w szkołach branżowych jest zapewnienie uczniom, żeby nie trafiali na bezrobocie – powiedziała Machałek.

W ocenie wiceminister, aby tak się stało, konieczna jest zmiana myślenia o tym, czym jest zawód. – Są zawody po szkole branżowej, które mogą mieć prestiż, można być fryzjerem, który ma prestiż w swoim miasteczku, tak samo można być hydraulikiem czy kucharzem. Są różne zawody, które dają pozycję społeczną. Tylko trzeba promować kształcenie zawodowe – mówiła i dodała, że szkoły branżowe i technika muszą przyciągać młodych ludzi. – Natomiast młodzi ludzie muszą wiedzieć, po co idą do tego typu szkoły – podkreśliła.

Wskazała, że pomóc w tym ma doradztwo zawodowe i zapowiedziała, iż MEN będzie dążyło do tego, żeby w każdym powiecie było silne doradztwo zawodowe.

Zdaniem wiceminister, w kształcenie zawodowe muszą się włączyć wszystkie zainteresowane strony - pracodawcy, szkoły, samorządy i ministerstwa. Podkreśliła szczególną rolę pracodawcy, który powinien być obecny nie tylko w uczeniu praktycznym zawodu czy opracowaniu podstawy programowej, ale również w doradztwie zawodowym, promocji zawodu i kształceniu nauczycieli. (Agnieszka Matłacz/PAP)

 [-OFERTA_HTML-]