Waszczykowski w wywiadzie dla TV Republika był pytany o ostatnie wypowiedzi prezydenta Francji Emmanuela Macrona na temat Polski w kontekście odmowy polskiego rządu zaostrzenia dyrektywy dotyczącej pracowników delegowanych. "Prezydent Macron użył pewnej retoryki zagranicznej, odniósł się do pewnych kwestii międzynarodowych na użytek wewnętrzny" - ocenił szef MSZ.

Waszczykowski podkreślił, że jedną z czterech swobód UE jest swobodne przemieszczanie się obywateli. "Zdajemy sobie sprawę, że ze względu na pewną różnicę potencjałów gospodarczych występują różnice w benefitach socjalnych i zarobkach. Rozumiemy, że warto to uregulować, przecież również nasze związki zawodowe takie jak Solidarność i inne uważają, że warto te dysproporcje wyrównywać, ale to musi być proces wynegocjowany poprzez konsensus, z pewnymi okresami przejściowymi, z braniem pod uwagę pewnej specyfiki" - podkreślił.

"Nie widzimy uzasadnienia, by czynić z tego problemu problem polityczny i rzucać nawzajem jakieś oskarżenia polityczne, stygmatyzować, piętnować, bo to truje atmosferę, szkodzi podstawie unijnej - wolnemu rynkowi, który przecież Unia gwarantowała" - zaznaczył. "Ja nie będę ingerował w taktykę i strategię prowadzenia swojej polityki przez prezydenta Francji. My uczestniczymy w technicznych, skomplikowanych rozmowach z KE na ten temat. Jesteśmy otwarci na rozmowy z innymi krajami" - powiedział Waszczykowski.

Przypomniał, że w poniedziałek premier odbyła rozmowy z "kilkoma premierami" (Słowacji Robertem Fico i Hiszpanii Mariano Rajoyem). Dodał, że w przyszłym tygodniu w Polsce dojdzie spotkania z premierami krajów bałtyckich; będzie też "minister Estonii, która sprawuje obecnie prezydencję w UE". Poinformował, że z wizytą do Francji udaje się minister rodziny i pracy Elżbieta Rafalska, by - jak mówił szef MSZ - "zapoznać się szczegółowo z propozycjami prezydenta Macrona".

KE proponuje wprowadzenie zasady równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu. Oznacza to, że pracownik wysłany przez pracodawcę tymczasowo do pracy w innym kraju UE miałby zarabiać tyle, co pracownik lokalny za tę samą pracę. Wśród zwolenników zaostrzenia przepisów jest Francja, przeciwna jest m.in. Polska. Prezydent Francji prowadził rozmowy w tej kwestii w zeszłym tygodniu z przywódcami Austrii, Czech, Słowacji, Rumunii i Bułgarii. Premier Beata Szydło oświadczyła w czwartek, że Polska nie zmieni swojego stanowiska w sprawie pracowników delegowanych. W piątek prezydent Francji skrytykował polski rząd za odmowę zaostrzenia dyrektywy dotyczącej pracowników delegowanych. W jego ocenie ten "nowy błąd" Warszawy sprawia, że stawia się ona "na marginesie" Europy w "wielu kwestiach". Macron nazwał "błędem" odmówienie przez Polskę zmiany stanowiska w sprawie rewizji dyrektywy o pracownikach delegowanych, która zdaniem prezydenta Francji prowadzi do "dumpingu socjalnego i niesprawiedliwej konkurencji".

W odpowiedzi premier Szydło podkreśliła, że prezydent Francji powinien zająć się sprawami swojego kraju. Dodała, że o przyszłości Unii Europejskiej będą decydowali wszyscy członkowie Wspólnoty. Premier stwierdziła, że prezydent Francji powinien być bardziej koncyliacyjny i "podpowiedziała mu", żeby "nie rozbijał UE". (PAP)