Do wypadku doszło w nocy z czwartku na piątek na głębokości 1050 metrów pod ziemią. "Zjeżdżający na dół lekarz potwierdził brak oznak życia" - poinformował w piątek rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego Wojciech Jaros.
Górnik przepracował w kopalni prawie 22 lata. Był żonaty, miał jedno dziecko.
Szczegółowe przyczyny zdarzenia bada komisja powołana przez Okręgowy Urząd Górniczy w Katowicach z udziałem służb kopalnianych i Katowickiego Holdingu Węglowego.
To pierwszy w tym roku wypadek śmiertelny w śląskich kopalniach.