Uchwalona w piątek nowelizacja ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych przewiduje, że od 2013 r. wiek emerytalny będzie wzrastał o trzy miesiące każdego roku. Tym samym mężczyźni osiągną docelowy wiek emerytalny (67 lat) w 2020 r., a kobiety - w 2040 r. Nowe regulacje przewidują też możliwość przejścia na wcześniejszą, tzw. częściową emeryturę.

Głosowania chcieli obserwować związkowcy Solidarności, którzy od kilku dni protestują przez Sejmem. Ich delegacja, z przewodniczącym Piotrem Dudą, nie została jednak wpuszczona do Sejmu. "To prowokacja pani marszałek Ewy Kopacz" - stwierdził rzecznik "S" Marek Lewandowski. Kopacz tłumaczyła, że jej decyzja była podyktowana warunkami pracy.

Oczekujący na wynik głosowania związkowcy zablokowali wyjścia z Sejmu. Związek poinformował, że nie chce się bić z policją, ale zamierza stawiać bierny opór. Duda zapewnił, że z parlamentu nawet mysz się nie prześliźnie. Według niego posłowie zasłużyli na takie traktowanie, uchwalając w piątek wydłużenie do 67 lat wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn.

Przed ostatecznym głosowaniem ustawy Arkadiusz Mularczyk (SP) zapowiedział, że jeżeli jego ugrupowanie będzie rządziło w następnej kadencji, przywróci stary system emerytalny. Podobną deklarację złożyła Józefa Hrynkiewicz z PiS. "Apeluję do moich rodaków, pomóżcie nam zmienić tę chorą, barbarzyńską ustawę! (...). Musimy dziś, jak w czasach komuny, walczyć o nasze własne państwo i demokratyczne procedury. PiS, jeśli dojdzie do władzy, zrobi wszystko, aby tę ustawę i wszystkie ustawy, które prowadzą do eutanazji niemal całego pokolenia uchylić" - zapowiedziała.

Także Anna Bańkowska z SLD poinformowała, że lewica liczy na wygraną w przyszłych wyborach m.in. po to, aby ustawę podwyższającą wiek emerytalny odrzucić.

Posłowie mieli pretensje do premiera Donalda Tuska, że nie odpowiadał na ich pytania. Do ich wystąpień odniósł się minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz. Zaapelował do Sejmu o odpowiedzialność. Wskazał, że dyskusja nad zmianami prowadzona była nie tylko w parlamencie, ale podczas debaty społecznej, a w jej efekcie ustawa została wzbogacona o rozwiązania dotyczące m.in. emerytur częściowych. Minister obiecał, że rząd razem z partnerami społecznymi będzie pracował w Komisji Trójstronnej nad programem wspierającym aktywność zawodową osób starszych.

Podczas głosowań zabierali głos tylko posłowie opozycji, którzy są przeciwni reformie. Mówili m.in. o eutanazji emerytalnej, głodowych emeryturach i szwindlu emerytalnym.

Po uchwaleniu zmian prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że reforma emerytalna to uderzenie w najbardziej elementarne prawo do życia. Zapowiedział, że jeśli reforma wejdzie w życie, PiS będzie walczył przed TK o jej uchylenie.

Natomiast zdaniem posła PO Stefana Niesiołowskiego ustawa jest konieczna; bez niej przyszłe pokolenia Polaków będą miały głodowe emerytury. Poseł powiedział, że to rząd bierze odpowiedzialność za Polskę, "a nie pan Piotr Duda i ludzie, którzy tam wrzeszczą (przed Sejmem - PAP)".

Sejm przegłosował także zmianę w systemie emerytur mundurowych. Funkcjonariusze mundurowi i żołnierze zawodowi, którzy wstąpią do służby od 2013 r., będą nabywać uprawnienia emerytalne po 55. roku życia i 25 latach służby - zdecydował w piątek Sejm, nowelizując ustawę o zaopatrzeniu emerytalnym służb mundurowych. Posłowie nie zgodzili się wcześniej na wnioski PiS i SP o odrzucenie rządowego projektu.

Przed głosowaniem nad zmianami w emeryturach mundurowych głos zabrał premier. Powiedział, że jeśli dziś nie znajdzie się odważny, który przeprowadzi reformę emerytalną, w latach 30. i 40. XXI wieku polscy emeryci i Polska jako państwo wpadną w bardzo poważne tarapaty.

Zdaniem Tuska alternatywą dla rządowej reformy wydłużającej wiek emerytalny musiałoby być podniesienie składek emerytalnych lub podniesienie podatków.

"Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa i codziennego życia zwykłych ludzi, każde z rozwiązań jest dotkliwe, nasza propozycja jest może najbardziej ryzykowna politycznie, ale najmniej dotkliwa dla ludzi" - mówił premier. Bronił rządowej reformy emerytalnej, cytując m.in. dawne wypowiedzi Lecha i Jarosława Kaczyńskich, w których oceniali, że Polacy przechodzą na emerytury zbyt wcześnie.

Wystąpienie premiera było początkiem burzy w Sejmie. Kaczyński nazwał je "nieobyczajnym". Zarzucił także szefowi rządu, że jest winny grubiaństwa w polskim życiu publicznym. Powiedział, że cytaty przytoczone przez Tuska zostały wyrwane z kontekstu.

"Skądinąd zdumiewająca rzecz, że premier Tusk odwołuje do tego rodzaju autorytetu (prezydenta Lecha Kaczyńskiego - PAP), a przecież to jego koledzy właśnie w tej chwili mówią: +zadzwonić do niego+" - mówił Kaczyński. "Ten poziom nieprawdopodobnego grubiaństwa to jest pańska zasługa, jeśli chodzi o polskie życie publiczne. Tego nieprawdopodobnego wręcz chamstwa, na poziomie marzeń Adolfa Hitlera o losie Polaków. To jesteście wy" - mówił prezes PiS.

Po prezesie PiS zabrał głos m.in. Janusz Palikot. "Proszę o przerwę i zwołanie Konwentu Seniorów w związku z nieprawdopodobnym chamstwem ze strony Jarosława Kaczyńskiego. Premier Jarosław Kaczyński porównał moje ugrupowanie i mnie do Adolfa Hitlera" - powiedział Palikot.

"Ja rozumiem, że człowiek, który był gotów wysłać własnego brata na śmierć do Smoleńska oraz zachęcał do stosowania aresztów wydobywczych jest zdolny do każdej podłości, ale wysoka izba musi dbać, żeby pewne granice nie były przekraczane w tym parlamencie" - wołał Palikot z mównicy sejmowej.

W reakcji na jego słowa klub PiS wnioskował o przerwę w obradach i zwołanie Konwentu Seniorów. Rzecznik klubu Adam Hofman poinformował, że PiS złożył wniosek o wykluczenie z obrad Palikota. Z kolei Ruch Palikota złożył wniosek o wykluczenie z obrad Kaczyńskiego.

Marszałek Sejmu poinformowała, że stenogram z piątkowych obrad skierowała do sejmowej Komisji Etyki "celem rozstrzygnięcia o zachowaniach etycznych lub nieetycznych na tej sali".

Zdaniem posła PSL Janusza Piechocińskiego rozwiązania zawarte w reformie emerytalnej nie są optymalne, ponieważ nie akceptuje ich znaczna część społeczeństwa. Piechociński żałuje, że cała dyskusja w Sejmie nad reformą emerytalną sprowadziła się do "bijatyki politycznej".

Pracodawcy uważają, że podniesienie wieku emerytalnego jest nieuchronne. Ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" Jeremi Mordasewicz ocenił nawet, że podnoszenie wieku emerytalnego kobiet odbywa się w zbyt wolno, gdyż nasze życie wydłuża się mniej więcej co pięć lat o rok. Także w ocenie głównego ekonomisty BCC, profesora Stanisław Gomułki reforma emerytalna jest potrzebna, choć spóźniona i zbyt wolna. Gomułka zwrócił uwagę na konieczność zmniejszenia czy eliminacji przywilejów dotyczących ok. 60 różnych grup zawodowych, m.in. służb mundurowych, górników i nauczycieli.

Protesty przeciw podniesieniu wieku emerytalnego zapowiada OPZZ. Mają się odbyć w poniedziałek, w dniu rozpoczęcia Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Zaproszonemu na kongres prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu związkowcy chcą przekazać petycję. OPZZ nie sprzeciwia się kategorycznie podniesieniu wieku emerytalnego, ale chce, by kobiety po 35, a mężczyźni po 40 latach pracy mieli możliwość przejścia na emeryturę, np. z powodu utraty zdrowia lub likwidacji zakładu pracy.

Wolny Związek Zawodowy Sierpień 80 w piątkowym komunikacie podał, że sprzeciwia się "drakońskim i absolutnie nieuzasadnionym zmianom w systemie emerytalnym" bez rozwiązania podstawowych problemów społecznych, "które mają fundamentalne znaczenie dla wysokości naszych emerytur i jakości życia przyszłych emerytów". (PAP)

mmu/ je/ jbr/