Większość bezwzględna konieczna do przyjęcia wniosku wynosiła 228 posłów. Za wnioskiem zagłosowało 134 z 136 posłów PiS. Dwóch posłów partii Jarosława Kaczyńskiego nie wzięło udziału w głosowaniu. "Za" zagłosowali też wszyscy posłowie SLD (26) i komplet posłów Solidarnej Polski (20).

205 z 206 posłów PO zagłosowało przeciwko wnioskowi o referendum; jedna posłanka Platformy nie wzięła udziału w głosowaniu. Wniosku "S" nie poparli także posłowie koalicyjnego PSL: 26 zagłosowało przeciwko, dwóch nie wzięło udziału w głosowaniu. Ruch Palikota w całości wstrzymał się od głosu.

Podczas gdy na sali sejmowej posłowie debatowali nad wnioskiem o referendum, przed budynkiem parlamentu kilkadziesiąt tysięcy związkowców z Solidarności protestowało przeciwko podwyższaniu wieku emerytalnego.

Żadna obywatelska inicjatywa w Polsce nie zyskała tak wielkiego poparcia - w ten sposób szef NSZZ "Solidarność" Piotr Duda przekonywał w piątek rano posłów do poparcia wniosku "S" o referendum ws. emerytur.

Podczas debaty, która rozpoczęła się o godz. 9, padało wiele ostrych słów; politycy nie szczędzili sobie złośliwości. Ze strony PO i RP padały zarzuty manipulacji i wykorzystywania Solidarności do politycznych celów; PiS mówiło o "dojeniu" Polski, SLD ocenił, że na fundamentalne pytanie "jak żyć", proponowany przez rząd projekt reformy emerytalnej odpowiada: "krótko".

W trakcie debaty głos zabrał premier Donald Tusk. Jego zdaniem w referendum należy rozstrzygać kwestie ustrojowe, a nie pytać ludzi, czy chcą mieć więcej pieniędzy. "Bo wszyscy - ja też - zagłosujemy na +tak+" - ocenił. Odnosząc się do rządowych planów wydłużenia wieku emerytalnego, Tusk przyznał: to nie jest zmiana, która ma ludziom coś dać.

Premier zaapelował w swoim wystąpieniu do polityków opozycji, by w walce o władzę nie powoływali się na Solidarność rozumianą jako dziedzictwo narodowe. "Dajcie wy też spokój Solidarności. Niech każdy zajmie się swoją robotą. To są związki zawodowe, a wy jesteście partiami politycznymi" - mówił.

"Chcę powiedzieć bardzo otwarcie - we wszystkich rozmowach, które nie mają charakteru publicznego, kiedy nie ma kamer i nie ma manifestantów, wszyscy moi rozmówcy - z opozycji, rządzący, ze środowisk społecznych mówią mi, kiedy rozmawiamy w cztery oczy: +wiemy, że podniesienie wieku emerytalnego nie ma alternatywy+" - oświadczył szef rządu.

W reakcji na te słowa na sali plenarnej rozległy się okrzyki: "Kłamstwo, kłamstwo!". Tusk kontynuował: Nic dziwnego, bo gdyby mówili co innego, dawaliby świadectwo "kompletnej ślepoty na fakty".

Tusk zapewnił, że jego rozmowy z szefem PSL Waldemarem Pawlakiem o reformie emerytalnej nie były "z góry umówioną grą", czy politycznym spektaklem i nie jest tak, że "wszystko było ukartowane".

Szef rządu nawiązał w ten sposób m.in. do słów szefa "S", który na zakończenie swego wystąpienia w Sejmie, zwracając się do niego oraz Pawlaka powiedział, że Polaków nie zmyli ich gra w złego i dobrego policjanta - strażnika finansów publicznych i wrażliwego społecznie.

W trakcie przemówienia Tuska marszałek Sejmu Ewa Kopacz ogłosiła przerwę w obradach Sejmu. Miało to związek z wrzawą, która podniosła się na sali sejmowej po słowach premiera, który odnosząc się do pytania we wniosku "S" o referendum, zwracając się do szefa "S" powiedział: "Myślę, że nie po to pana wybierano na szefa Solidarności, aby się pan podejmował zadań, które właściwie jest w stanie wykonać każdy pętak, bo to jest najprostsze, co może być". Po zakończeniu przerwy premier zapewnił, że ma dla przewodniczącego "S" najwyższy szacunek; poinformował, że w przerwie obrad podszedł do Dudy i "wyraził ubolewanie, jeśli dotknęło go sformułowanie, które w sposób oczywisty nie dotyczyło jego osoby".

Szef "S" odpowiedział później z mównicy, że nie przyjął do siebie określenia "pętak czy pętaki", ale boi się, by nie wzięły tego do siebie dwa miliony osób, które poparły wniosek "S" o referendum w sprawie wieku emerytalnego oraz manifestujący związkowcy.

Przedstawiając wniosek Duda zaapelował do posłów o poparcie wniosku "S", przypominając, że poparło go 2 mln Polaków. "Żadna obywatelska inicjatywa w Polsce nie zyskała tak wielkiego poparcia, ostatnią ideą, którą również poparły miliony Polaków, była w 1980 roku Solidarność. Polacy poparli pomysł referendum, bo doskonale wiedzą, że proponowane przez rząd rozwiązanie doprowadzi do nieodwracalnych zmian w ich życiu i życiu następnych pokoleń" - przekonywał.

Wypomniał też rządzącym, że jeszcze rok temu zaprzeczali, że wiek emerytalny będzie podniesiony. "Panie prezydencie, panie premierze, panie ministrze co się stało w ostatnich miesiącach, że tak zmieniliście zdanie. Co z waszym honorem, co z odpowiedzialnością za słowa. Polacy nie zapomnieli tych obietnic, te dwa miliony podpisów jest na to dowodem" - podkreślił.

Przypomniał też, że w kampanii wyborczej w 2011 r. premier często mówił: "zdajmy się na mądrość Polaków". "Niech się pan zda!" - zwrócił się do premiera. Dodał, że cząstkowe emerytury można skwitować stwierdzeniem, że "teraz się nam proponuje, albo pracować do śmierci, albo szybciej umrzeć z głodu".

"Wielką polityczną manipulacją", przejawem "politycznego awanturnictwa" nazwał propozycję Solidarności w debacie szef sejmowej komisji finansów Dariusz Rosati (PO). Jak ocenił, wniosek "S" jest niezgodny z przepisami ustawy o referendum ogólnokrajowym.

Mówił o tym też minister finansów Jacek Rostowski. "W ustawie o referendum jest napisane, że referendum z inicjatywy obywateli nie może dotyczyć danin publicznych. Podwyższenie wieku emerytalnego oznacza, że więcej osób będzie płaciło składki emerytalne. Składki są (...) jasno i niedwuznacznie zdefiniowane jako daniny publiczne" - przekonywał Rostowski.

Minister zapewnił też, że reforma emerytalna nie będzie bolesna dla ludzi. Argumentował, że jest ona rozłożona w czasie, a także przewiduje emerytury częściowe, które zamortyzują jej skutki.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński ocenił z kolei, że referendum emerytalne byłoby też referendum ws. systemu rządów w Polsce, który określił jako "postkomunistyczny i postkolonialny". Lider PiS wskazał też na potrzebę prowadzenia aktywnej polityki prorodzinnej.

Według lidera PiS "jest śmieszne", żeby mówić o tym, że emerytury za ponad 20 lat mają wynosić "po 900 złotych". "To znaczy że Polska ma być na dzisiejszym poziomie, po to, żeby pana kolegom, panie profesorze było ciągle dobrze?" - pytał Rosatiego. "Przyjdzie taka Polska, w której być może pana kolegom będzie bardzo źle, ale ludziom będzie nieporównanie lepiej. To będzie Polska zamożna, silna i godna" - powiedział Kaczyński. Te słowa posłowie PiS przyjęli owacją na stojąco i okrzykami: "Zwyciężymy".

Szef SLD Leszek Miller deklarując poparcie dla wniosku Solidarności argumentował, że Sojusz opowiada się za obroną konstytucyjnej zasady sprawiedliwości społecznej. Odnosząc się do rządowego projektu reformy emerytalnej przekonywał też, że samo wydłużenie i zrównanie wieku emerytalnego nie rozwiąże problemów finansów publicznych. Według niego równie ważne jest m.in. zniesienie obowiązku przynależności do OFE czy kompleksowe zmiany w systemie zatrudnienia i kodeksie pracy, eliminujące z niego "śmieciowe formy zatrudnienia".

Ruch Palikota ocenił, że pytanie we wniosku Solidarności jest nieprzemyślane i nie pozostawia wątpliwości do wyniku referendum. "Wydamy około 70 mln zł, aby potwierdzić dotychczasowe, powszechnie znane sondaże. Przeprowadzimy najdroższe badanie opinii publicznej na świecie" - przekonywał Sławomir Kopyciński.

Zdaniem Ruchu Palikota, Miller i Kaczyński wykorzystują emocje członków Solidarności, OPZZ i ZNP, którzy protestują przeciwko zmianom emerytalnym i traktują ich jako "narzędzia do politycznej hucpy". "Polityczną hucpą" nazwał też wypowiedź Kaczyńskiego zapowiadającego, że kiedy wróci do władzy, przywróci wiek emerytalny do poziomu 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.

Beata Kempa w imieniu Solidarnej Polski zadeklarowała z kolei, że jej ugrupowanie zrobi wszystko, aby nie pozwolić na - według niej - "złą i bardzo prymitywną" reformę emerytalną autorstwa PO-PSL.

Kempa oceniła, że w tak ważnej sprawie, jaką są emerytury przyszłych pokoleń, obowiązkiem rządu jest odwołanie się do woli narodu. Apelowała do posłów Ruchu, by nie chowali głowy w piasek (wstrzymując się od głosu - PAP). "Dlaczego chowacie głowę w piasek? Moim zdaniem, jeżeli jest się zwykłą wydmuszką Platformy Obywatelskiej, to jest się gotowym poprzeć każde, choćby najgłupsze rozwiązanie tylko po to, żeby trwać i tylko po to, żeby grozić PSL-owi" - mówiła.

W związku z wypowiedzią Tuska o "pętaku" w kontekście osoby szefa "S" wniosek do sejmowej komisji etyki i ukaranie premiera zapowiedziała Solidarna Polska i PiS.

W piątek PAP dotarła do pisemnych ustaleń między PO i PSL ws. emerytur. Jak wynika z tego dokumentu, do otrzymania emerytury częściowej będzie się liczył staż ubezpieczeniowy, zarówno składkowy jak i nieskładkowy; ubezpieczeni w KRUS korzystając z częściowej emerytury nie będą mieli obniżonej emerytury docelowej.

Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz, odnosząc się do tych porozumień tłumaczył później w Sejmie, że KRUS nie jest systemem kapitałowym, a gromadzone tam składki nie przekładają się na wysokość emerytury. Apelował, aby nie łączyć ze sobą kwestii emerytur w KRUS i w systemie powszechnym. Tusk mówił w czwartek, że wymogiem przejścia na częściową emeryturę będzie uzbieranie w stażu składkowym wymaganych lat: 35 lat dla kobiet i 40 dla mężczyzn.

Klub SLD zapowiedział, że w kwietniu złoży własny wniosek dot. referendum ws. reformy emerytalnej.

Marszałek Sejmu Ewa Kopacz oceniła wieczorem, że piątkowa debata nad wnioskiem referendalnym Solidarności, mimo trudnego tematu, emocji i protestujących przed Sejmem związkowców, "autentycznie była w miarę spokojna" i merytoryczna. (PAP)

hgt/ laz/ ann/ eaw/ gma/