„Pierwsza zmiana zjechała na dół i ma wkrótce rozpocząć wydobycie. Do transportu węgla na powierzchni wykorzystany będzie jeden z dwóch taśmociągów, który został uruchomiony po częściowym uszkodzeniu przez ogień. Ucierpiał jednak nieznacznie i po wymianie taśmy może pracować” – powiedział Jaros.
Dodał, że co do możliwości wykorzystania drugiego taśmociągu, na którym wystąpił pożar, oczekiwana jest szczegółowa opinia rzeczoznawców. Przyczyny zdarzenia badają biegli.
Czynny taśmociąg to rzecz podstawowa dla funkcjonowania kopalni. Jeśli nie działa, to choć pod ziemią wszystko jest sprawne i można wydobywać węgiel, niemożliwe lub bardzo utrudnione jest jego odtransportowanie na powierzchni z szybu.
Pożar wybuchł w jednej z części (tzw. ruchów, czyli zakładów) połączonej kopalni "Wujek". Dawniej była to samodzielna kopalnia "Śląsk". Ogień w taśmociągu zauważono ok. godz. 4.30. Do akcji skierowano ok. 20 jednostek straży pożarnej m.in. z Rudy Śląskiej, Katowic, Chorzowa, Bytomia i Sosnowca.
W 200-metrowym pomoście transportowym ogień objął część taśmociągu służącego do transportu urobku z szybu wydobywczego do tzw. zbiornika węgla surowego. Sam zbiornik udało się ochronić przed płomieniami.
W wigilijny poniedziałek w kopalni niewielkie wydobycie miało być prowadzone tylko podczas porannej zmiany. Ze względu na pożar, nie zostało jednak rozpoczęte. Przez święta pod ziemię zjeżdżają tylko ekipy sprawdzające stan bezpieczeństwa.
Objęty poniedziałkowym pożarem taśmociąg był podobny do tego, który palił się w lutym w innej rudzkiej kopalni – Bielszowicach. Tamten pożar – w zakładzie należącym do Kompanii Węglowej – był bardzo poważny w skutkach. Spalony pomost transportowy zawalił się, pozbawiając kopalnię możliwości transportu urobku z jednego z szybów.
Odbudowywanie pomostu w Bielszowicach – kosztem ok. 8 mln zł – zakończyło się z początkiem grudnia. Do tego czasu urobek przewożono 30-tonowymi ciężarówkami, co komplikowało proces i znacząco zwiększało jego koszt, wpływając na wyniki zakładu.