Wypadek miał miejsce 8 listopada 2010 roku, po godz. 5 rano niedaleko tunelu, który łączy dwie części Białegostoku.
Jeden skład - z 32 cysternami z substancjami ropopochodnymi, w tym m.in. olejem napędowym - jechał w kierunku miasta (pociąg relacji Płock Trzepowo-Sokółka), drugi - pociąg towarowy z wagonami ze złomem i kilkoma cysternami z propan butanem - wyjeżdżał z Białegostoku w kierunku Warszawy.
Doszło do zderzenia, a w wyniku wypadku nastąpił wielki pożar, który objął w sumie 17 cystern z olejem napędowym i innymi substancjami łatwopalnymi. Wybuch dwóch z nich słyszeli mieszkańcy osiedla leżącego ponad pół kilometra od miejsca katastrofy. Zniszczone zostały nie tylko wagony i lokomotywy, ale także duży odcinek trakcji kolejowej oraz budynek pobliskiej nastawni.
Straty materialne zostały oszacowane w śledztwie na 23 mln zł. Nikt nie doznał poważniejszych obrażeń, jedna osoba została lekko ranna.
W związku z katastrofą prokuratura postawiła dwóm maszynistom, prowadzącym lokomotywy jednego z pociągów, zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym. Uznała bowiem, że wjeżdżając w rejon stacji Białystok, "umyślnie naruszyli zasady bezpieczeństwa w ruchu kolejowym", nie zareagowali na sygnały semafora do zatrzymania się i w ten sposób doprowadzili do zderzenia z innym pociągiem towarowym.
W czwartek białostocki sąd przesłuchał m.in. dyżurnego ruchu ze zmiany, w czasie której doszło do wypadku. Mężczyzna mówił m.in. że pociąg wyjeżdżający z miasta w kierunku Łap (czyli do Warszawy) miał na semaforach sygnalizację zezwalającą na wyjazd.
W jego ocenie, maszynista drugiego pociągu "przejechał sygnał +stop+" na semaforze dla jego kierunku jazdy, przed którym powinien był bezwzględnie zatrzymać się. "Nie wiem, co było powodem tego, że nie zatrzymał się" - mówił świadek.
Długo odpowiadał na pytania stron dotyczące nie tylko samego momentu wypadku czy czasu tuż przed nim (np. jakiej treści polecenia wydawał nastawniczym i jakich urządzeń wtedy używał), ale także np. przepisów dotyczących pierwszeństwa przejazdu w ruchu kolejowych, urządzeń używanych w nastawni, procedur w sytuacji, gdy pociąg wyjeżdża wcześniej lub jest spóźniony oraz postępowania w przypadku przewozu towarów wysokiego ryzyka.
Do przesłuchania białostocki sąd ma jeszcze kilkunastu świadków z listy prokuratury, niewykluczone, iż dodatkowych świadków będzie też chciała przesłuchać obrona.
Akt oskarżenia w tej sprawie był kierowany do sądu dwa razy. Gdy trafił tam po raz pierwszy we wrześniu 2012 roku, po dwóch miesiącach został przez sąd zwrócony prokuraturze do uzupełnienia o nową opinię biegłych.
Sąd zakwestionował bowiem opinię państwowej komisji badającej przyczyny tego wypadku. Ocenił, że nie można tej opinii uznać za opinię procesową co do przyczyn zdarzenia.
Prokuratura powołała więc nowych biegłych z Politechniki Krakowskiej, którzy przygotowali kolejną opinię. Uzupełniony o nią akt oskarżenia, ale z takimi samymi zarzutami postawionymi maszynistom, trafił do sądu ponownie we wrześniu 2013 roku.
Już na początku procesu obrona ową opinię zakwestionowała i uznała, że oparta została w całości o ustalenia państwowej komisji badającej okoliczności wypadku. Biegli będą w tym procesie jeszcze przesłuchiwani przez sąd.