Po wystąpieniu premiera w piątkowej debacie w Sejmie nad wnioskiem NSZZ "Solidarność" o przeprowadzenie referendum w sprawie wieku emerytalnego, Kempa poprosiła o głos, ponieważ - jak mówiła - chciała sprostować wypowiedzi premiera Donalda Tuska pod jej adresem.

Najpierw odniosła się do słów premiera, który - przekonując, że w referendum należy rozstrzygać kwestie ustrojowe, a nie pytać ludzi, czy chcą mieć więcej pieniędzy - pytał, dlaczego m.in. obecni politycy Solidarnej Polski nie godzili się na referendum w sprawie aborcji, proponowane przez lewicę.

"Panie premierze, w sprawach moralnych, jak słusznie zwróciła panu uwagę pani prof. Krystyna Pawłowicz (PiS), nie robi się referendum" - podkreśliła Kempa.

"Nie zabijaj i koniec, to jest oczywiste, więc nie rozumiem, dlaczego odwołał się pan do tego przykładu, porównując to z tym, że pan i panu podobni fundują nam naszą przyszłość według własnej modły, niekoniecznie tożsamej z naszą modłą" - zaznaczyła.

Tłumaczyła też, co miała na myśli, kiedy w swoim wcześniejszym wystąpieniu, w imieniu klubu SP, użyła określenia "tłuste koty".

Do tych słów wiceszefowej Solidarnej Polski odniósł się później Tusk. "Byłem zaskoczony, kiedy usłyszałem, że dla poseł Beaty Kempy, z wyłączeniem przewodniczącego +Solidarności+, przemawiały z tej mównicy same tłuste koty. Ani profesor Rosati, ani premier Kaczyński nie kojarzą mi się z tłustymi kotami" - powiedział premier. "Jak pani w ogóle mogło coś takiego przyjść do głowy, aby występujących tu w tej debacie - każdy z własnym poglądem - tak deprecjonować" - pytał Tusk. Zwłaszcza - jak dodał - że jeden z tych "tłustych kotów" był do niedawna liderem i politycznym idolem Kempy.

Posłanka SP powiedziała odpowiadając premierowi, że to m.in. jego miała na myśli. "Zarabia pan powyżej 10 tys., miałam na myśli pana Palikota, który wyrażał się o tych tłustych kotach i który dzisiaj przyjął jednak pana w swoje objęcia, nie głosując, rezygnując z tej odwagi. Jednak pana uścisnął i pomaga panu przeprowadzić ten niecny plan" - powiedziała.

Jak wyjaśniała, chodziło jej także o osoby "zarabiające bardzo dużo" i które - jak zaznaczyła - "muszą nieco uszczknąć w ramach solidarności społecznej".

"Pan tu raczył też powiedzieć, kto jest moim idolem. Panie premierze, powiem panu tak: idoli to ja nie mam, ale mam autorytety. Tak, dla mnie autorytetem jest moja matka, mój ojciec, jest pan prezes Ziobro, jest pan prezes Jarosław Kaczyński" - mówiła.

"Panie premierze, powiem panu więcej i odwołam się do słów największego autorytetu, jakim był ojciec święty Jan Paweł II (...). Często pan i pana ludzie mówią: +to wynik demokracji o tym decyduje, siedźcie cicho, bo wynik demokracji o tym decyduje+. Ale demokracja bez wartości łatwo przeradza się w jawny bądź zakamuflowany totalitaryzm, panie premierze" - powiedziała.

"To jest mój autorytet i taki pozostanie. A co do idoli, to ja wiem, jakich pan ma idoli" - dodała Kempa. (PAP)

mzk/ hgt/ mok/ gma/