PAP: Czy wiek emerytalny powinien zostać obniżony w drugiej połowie 2017 r.?

Jarosław Gowin (J.G.): Nie należę do entuzjastów obniżania wieku emerytalnego, ale od początku był to element naszych zapowiedzi wyborczych, więc zostanie on obniżony. Pytanie, czy to powinno dokonać się już jesienią 2017 r., czy też - w sytuacji pogłębiającego się kryzysu gospodarczego w Europie - nie warto przesunąć tego terminu o pół roku, czy nawet rok, na jesień 2018 r. Osobną sprawą jest pytanie, czy należy poprzestać na zwykłym przywróceniu starych przepisów, czy też wprowadzić dodatkowe zachęty, żeby Polakom opłacało się pracować dłużej, a także pewne ograniczenia związane z minimalnym stażem pracy.

Od początku popierałem propozycje ówczesnego ministra finansów Pawła Szałamachy i wicepremiera Morawieckiego, aby wysokość tego stażu pracy była na innym poziomie niż obecnie, żeby to było np. 35 lat dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn. Proste obniżenie wieku emerytalnego w połączeniu z niżem demograficznym doprowadziłoby do odejścia z rynku pracy w ciągu 5 lat ok. 1,5 mln osób, a więc 10 proc. To na pewno odbiłoby się negatywnie na tempie wzrostu polskiej gospodarki.

Polecamy: Szef GUS: obniżenie wieku emerytalnego spowoduje poważne reperkusje gospodarki

PAP: Premier Beata Szydło zapowiedziała w swoim expose, że w Polsce potrzebna jest duża debata nad systemem emerytalnym. Platforma Obywatelska przeprowadziła dwie reformy, a w OFE pozostało 150 mld zł w akcjach. Czy pana zdaniem te środki powinny trafić do ZUS i w ten sposób należy dokończyć zmiany w systemie emerytalnym?

J.G.: Byłem zdecydowanym krytykiem działań podjętych przez Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego, które zniszczyły ten dodatkowy filar emerytalny. Jednak po skoku tysiąclecia, czyli nacjonalizacji 150 mld zł z prywatnych oszczędności przez rząd PO i PSL, OFE w mojej ocenie straciły rację bytu. Nie chodzi o to, żeby pozostałe 150 mld zł przekazywać do ZUS, chodzi raczej o to, żeby uczynić z tych pieniędzy zalążek przyszłego systemu emerytalnego.

Uważam, że - pewnie nie w tej kadencji, ale następnej - czeka nas poważna debata o tym, jak ten system emerytalny ma wyglądać. Osobiście jestem zwolennikiem koncepcji emerytur obywatelskich. Polega ona na tym, że państwo gwarantuje wszystkim równy, minimalny poziom emerytury, natomiast jeśli ktoś chciałby otrzymywać wyższą emeryturę, to musiałby się ubezpieczać. Takie rozwiązanie obejmowałoby tylko te osoby, które dopiero w przyszłości w ten system emerytalny wejdą. W odniesieniu do osób, które już są w tym systemie, obowiązuje zasada praw nabytych.

PAP: Czy nie obawia się pan, że w rządzie pojawi się pokusa sięgnięcia po te środki z OFE? Program 500 Plus będzie wymagał dużych nakładów finansowych, a w Europie - jak pan wspomniał - mamy do czynienia z kryzysem.

J.G.: Dziś te pieniądze nie pracują ani na wyższe emerytury, ani na rozwój gospodarczy. Tutaj potrzebna będzie strategiczna decyzja. Na pewno nie możemy tych 150 mld zł przejeść, bo byłoby to rozwiązanie szkodliwe z punktu widzenia przyszłych emerytów.

Rozmawiał Łukasz Osiński (PAP)