ZUS poinformował o zarejestrowaniu 2 mln 564 tys. 72 deklaracji osób, które chcą, by część ich składki emerytalnej nadal trafiała do otwartych funduszy emerytalnych. Ok. 2 proc. z tych wniosków ma być jeszcze zweryfikowana.

Zdaniem prof. Góry wynik ten oznacza, że ponad 2,5 mln wybrało podział składki, a tym samym zdecydowało się na zdywersyfikowanie ryzyka związanego z przyszłymi emeryturami.

"To jest w gruncie rzeczy najlepsze zabezpieczenie przed nieznaną przyszłością. Ponieważ nikt nie wie, jak sytuacja w przyszłości będzie wyglądała, dlatego warto zastosować się do starej zasady, zgodnie z którą nie wkłada się wszystkich jaj do jednego koszyka. Podział składki jest właśnie postępowaniem zgodnym z tą zasadą" - powiedział Góra.

Według niego decyzja, przed którą przyszli emeryci zostali postawieni była "nie w porządku", bowiem ludzi postawiono wobec pytania, co będzie lepsze - ZUS, czy OFE. "Tego nikt nie wie i wiedzieć nie może" - podkreślił profesor.

"Pod drugie, ta decyzja była niesymetryczna (kto chciał zostać w OFE musiał to zadeklarować, w przeciwnym razie całość składki jest przekazywana do ZUS - PAP). Gdyby niezrobienie niczego oznaczało, że część składki zostaje w OFE, to na pewno ZUS nie zebrałby 2,5 mln osób, które zebrały OFE. Warto sobie z tego zdać sprawę" - uważa profesor.

Góra jest zdania, że na 2,5 mln deklaracji nie można patrzeć, jak na sukces OFE, czy ZUS. "Myślę, że ludzie, którzy zdecydowali się na utrzymanie podziału składki i dywersyfikację ryzyka postąpili po prostu racjonalnie. Ale ta racjonalność nie prowadzi do lepszych wyników, ale do bezpieczniejszego funkcjonowania systemu emerytalnego. Podział składki to bezpieczeństwo" - zaznaczył.

Przypomniał, że reformie emerytalnej z 1999 r., której częścią było stworzenie systemu OFE, przyświecało hasło: "bezpieczeństwo dzięki różnorodności". Góra dodał, że część oszczędności emerytalnych zarządzanych przez fundusze jest niewielka - znacznie mniejsza niż pierwotnie planowano. "Krótkookresowe potrzeby budżetowe okazały się silniejsze i proporcje te zostały zmienione" - powiedział Góra.

Zdaniem profesora wybór między OFE, a ZUS był częścią operacji księgowej, która ma za zadanie poprawę wizerunku fiskalnego Polski, ale dla gospodarki niczego nie zmieni. "Dla ludzi ta zmiana także nie oznacza wiele, poza jedną bardzo ważną rzeczą - dotyczącą zaufania do systemu emerytalnego. Ono zostało bardzo istotnie podważone, a wręcz zdewastowane. Dyskusja, która się toczyła na ten temat nie dotykała istoty problemu, ale tylko tego, czy ktoś woli zarządcę państwowego oszczędności emerytalnych, czy prywatnego" - ocenił Góra.

Według niego wybór między OFE, a ZUS nie będzie miał większego znaczenia, jeśli chodzi o wysokość przyszłej emerytury. "OFE nie były nigdy wprowadzane, jako coś lepszego od ZUS-u, ale jako coś innego niż ZUS. Chodziło o to, aby te dwie części nawzajem się wspierały, nie dlatego, że któraś jest lepsza, ale dlatego, że są to różne części systemu" - powiedział. (PAP)

mmu/ je/ mow/