"Nie dajmy się sprowokować, mimo że padają pod naszym adresem obraźliwe słowa" – dodał. "Nie jesteśmy hamulcowymi gospodarki, chcemy dłużej pracować, tylko rządzący muszą nam stworzyć do tego warunki. Każdy chce pracować, żyć w zdrowiu i utrzymać rodzinę” – mówił.

Do uczestników kilkudziesięciotysięcznej demonstracji zwrócił się: „Dziękuję, że jesteście, pamiętajmy o tym, że reprezentujemy nie tylko nasze centrale związkowe, ale dwa miliony Polaków i 94 proc. społeczeństwa, które jest przeciwko podnoszeniu wieku emerytalnego".

Po szefie "S" wystąpił entuzjastycznie powitany prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jak mówił, patrząc na sztandary, trzymane przez demonstrantów, przypomina sobie "młodość, najlepszy czas w życiu, wielkie zwycięstwa". "Przypominam sobie, że zorganizowani i zdeterminowani ludzie pracy mogli powiedzieć +nie+ nawet w środku największego i najbardziej okrutnego imperium w dziejach świata" - dodał.

Kaczyński mówił, że Solidarność powstała po to, żeby Polska była wolna i sprawiedliwa, a protestujących jest tylu, że daje to nadzieję, iż Polska będzie w końcu będzie sprawiedliwa.

"Ci, którzy tego nie chcą, mają swoje sposoby, i dlatego ma rację pan przewodniczący, mówiąc - nie dajcie się sprowokować" - podkreślił. Kaczyński wyraził przypuszczenie, że wynik głosowania nad wnioskiem o referendum będzie negatywny. "Różnego rodzaju akcje wskazują wyraźnie na to, że tego rodzaju cel został postawiony" - powiedział.

"Już pokazaliście siłę, pokazujmy ją dalej, a zwyciężymy. Jestem przekonany, że powstanie w Polsce szeroki, wielki front zwykłych ludzi, pracowników, Polaków i że on zwycięży. Że ta władza, która służy mniejszości, odejdzie w hańbie, że tym razem będzie rozliczona. Dziś jestem tego pewniejszy niż kiedykolwiek" - zakończył przemówienie prezes PiS.

Po wystąpieniach Dudy i Kaczyńskiego zaczęli przemawiać związkowi liderzy Solidarności, demonstrację zaczęły też opuszczać pierwsze grupy związkowców.

Do związkowców przemawiał też szef SLD Leszek Miller, powtarzając, że Sojusz złoży kolejny wniosek o referendum emerytalne. Przypomniał, że SLD domaga się prawa do emerytury dla mężczyzn po przepracowaniu 40 lat, dla kobiet - po 35 latach. Jeżeli wasz wniosek zostanie odrzucony, podejdziemy do problemu drugi raz - mówił Miller, dodając, że SLD zebrało już 300 tys. podpisów pod swoim wnioskiem o referendum. Na zakończenie życzył wszystkim związkowcom "walki aż do zwycięstwa".

Lider Nowej Prawicy Janusz Korwin-Mikke podkreślał, że idąc do pracy, zawiera się umowę, że otrzyma się w określonym wieku emeryturę. "Jeżeli ktoś się dzisiaj zgodzi, żeby dziś podnieść wiek emerytalny powiedzmy do lat 67, to co będzie za kilka lat, kiedy oni powiedzą, że znów nie ma pieniędzy i znów trzeba podnieść ten wiek" – pytał.

Korwin-Mikke radził też związkom zawodowym, żeby natychmiast po przyjęciu ustawy podnoszącej wiek emerytalny przez parlament, zaskarżyli ją do Trybunału Konstytucyjnego jako naruszającą prawa nabyte. Dopiero jeśli TK nie podzieli tego zdania, pora będzie – mówił - na "tupnięcie nogą". "Trzeba będzie tych złodziei pogonić. Siłą. Nie będzie innego wyjścia" - zakończył Korwin-Mikke.

Ulica Wiejska, przy której mieści się siedziba parlamentu, jest zamknięta dla ruchu.

Związkowcy nie godzą się na rządowe plany podniesienia i zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat. Chcą, żeby Polacy w referendum odpowiedzieli na pytanie, czy są za utrzymaniem dotychczasowego wieku emerytalnego, czyli 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. W lutym Solidarność złożyła w Sejmie prawie 1,4 mln podpisów pod wnioskiem o takie referendum.

Protest "S" w stolicy przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego trwa od poniedziałku. Wcześniej związkowcy protestowali przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. (PAP)

wkr/ ska/ mki/ ura/